krajobraz wyżynny z jeziorami i górami w tle

Jeden dzień na wyspie Skye

Szkocja to kraj dużej różnorodności. Zanim się tam wybraliśmy, czytaliśmy sporo tekstów o jego atrakcjach. Choć celem było przejechanie większego odcinka North Coast 500, to postanowiliśmy w naszych planach uwzględnić przynajmniej jeden dzień na wyspie Skye. Jest ona uznawana za jeden z piękniejszych i ciekawszych zakątków kraju. Czy było warto? Odpowiedź znajdziecie w tym artykule.

Wyspa Skye

Po nocy przespanej w Kyleakin, wypoczęci i pełni werwy wyruszyliśmy na spotkanie z wyspą Skye – miejscem, które przez wielu uważane jest za szkocką perełkę. A jak tak szczególnie, to tanio być nie może. Nocleg kosztował nas tyle, co 3 noce w Aberdeen, w restauracjach i barach też było trochę drożej, ale już znośnie. Co takiego ma w sobie ta wyspa, że jest uważana za tak niezwykłą?

Po pierwsze, drugie i trzecie… niesamowite krajobrazy, które często wręcz porażają swoim pięknem. Rozległe tereny zachęcają do wędrówek górskich pośród szemrzących strumieni i falujących na wietrze traw. Spadające pośród skał kaskady lub kończące swój bieg wodospadami wpadającymi do oceanu rzeki. W niektórych miejscach wydaje się jakby czas się zatrzymał przed wiekami. I tylko rzesze turystów przeszkadzają czasami w chłonięciu tego niepowtarzalnego klimatu. Jeden dzień na wyspie Skye to mało, więc z oczywistych powodów musieliśmy dokonać selekcji miejsc, w które się wybraliśmy.

mapa wyspa skye

The Old Man of Storr

Według legendy w czasach, gdy po ziemi spacerowały olbrzymy, jeden z nich zawędrował u schyłku swojego życia na wyspę Skye. Piękne widoki tak go zauroczyły, że postanowił chwilę odpocząć i ułożył się do snu. Biedak nie przewidywał, że będzie to ostatnia drzemka jego życia. Kiedy wydał końcowe tchnienie, jego ciało zaczęły porastać rośliny, a skóra skamieniała. Dzisiaj po wielu tysiącleciach na powierzchni pozostał już tylko wyciągnięty w górę kciuk. To właśnie on nazywany jest przez ludzi The Old Man of Storr.

Patrząc na ten cud natury, chce się sparafrazować słowa Ernesta Hemingway’a – Stary człowiek i może. The Old Man of Storr już z daleka urzeka swoim widokiem. Wyłaniające się z zielonego wzgórza gołe i miejscami mocno zwietrzałe skały zachwycą chyba wszystkich, nawet najgorszych malkontentów. Do podnóża góry najprościej dostać się drogą A855. Przy bramkach wejściowych na szlak można parkować wzdłuż ulicy. Parking teoretycznie jest płatny (stoją automaty do biletów parkingowych), ale często są uszkodzone i wywieszone są informacje, że opłata nie obowiązuje w danym dniu.

Po minięciu pierwszej bramki zaczynamy się wspinać ścieżką, która miejscami, szczególnie po deszczu, może być śliska, więc warto mieć odpowiednie buty. Wysokość zdobywa się dość szybko i bez wysiłku, więc nawet osoby starsze i dzieci nie powinny mieć z tą trasą problemów. Co jakiś czas warto odwrócić się i podziwiać widoki za naszymi plecami. Po około 45-50 minutach spokojnego marszu dochodzimy do sławetnego palca olbrzyma. My proponujemy wspiąć się jeszcze na skalną platformę, z której rozpościerają się niesamowite widoki na całą okolicę. Dalej szlak prowadzi dookoła całego masywu, my jednak, jak większość ludzi zeszliśmy tą samą drogą. Chcieliśmy w miarę szybko dotrzeć do kolejnych atrakcji zaplanowanych na ten dzień.

Wodospady nad oceanem

Będąc tylko jeden dzień na wyspie Skye, koniecznie trzeba udać się na jej wschodnie wybrzeże, gdzie rzeki kończą swój bieg w oceanie. Wybrzeże usiane klifami powoduje, że robią to w spektakularny sposób, spadając z dużej wysokości wprost w spienioną słoną wodę. Wodospadów jest kilkanaście i prowadzi między nimi szlak pieszy. My wybraliśmy dwa z nich.

Lealt Falls

Kilka kilometrów za The Old Man of Storr tuż przy samej drodze A855 znajduje się niewielki parking. Nawigacja kazała nam na niego skręcić. Jeśli nie znajdziecie tam miejsca, to się nie zrażajcie. Na jego końcu jest zjazd w niewielką dróżkę pnącą się pod górę. To wjazd na drugi z parkingów, tam miejsca było do woli (mało kto chciał się tam ładować).

Lealt Falls jest niezwykle malowniczym miejscem. Rzeka kończąca swój bieg spada w paru kaskadach z wysokości kilkudziesięciu metrów do wąwozu, aby spokojnie już nim podążając, połączyć się po chwili z oceanem. Miejsce to jest przez wielu uważane za jeden z najpiękniejszych szkockich wodospadów. Moglibyśmy się z tym zgodzić, choć my znaleźliśmy według nas ciekawsze.

Mealt Falls – Kilt Rock

Kawałek dalej przy tej samej drodze koniecznie musicie zawadzić o punkt widokowy przy wodospadzie Mealt. To jego właściwa nazwa, choć przyjęło się go określać mianem Kilt Rock. Czemu przyrównuje się go do męskiej dolnej części ubioru? Klify, z których spada z wysokości 55 metrów wprost do Oceanu Atlantyckiego, przypominają niektórym swoją fakturą szkocką kratę.

Trzeba przyznać, że miejsce to robi naprawdę duże wrażenie. Dodatkowo wzmacniane jest ono podczas wietrznej pogody, kiedy to słychać niezwykle mistyczny dźwięk. Nie wydaje go jednak, jak by się wydawać mogło sam wodospad, a barierki ochraniające turystów przed upadkiem z klifu.

My dotarliśmy nad Kilt Rock przy pięknej pogodzie, więc nie słyszeliśmy tego boskiego zawodzenia. Za to mogliśmy posłuchać koncertu na dudach, który przy punkcie widokowym dawał młody szkot ubrany w strój regionalny. Słuchaliśmy z zapartym tchem, chłonąc całą otaczającą nas atmosferę miejsca, gdzie przed milionami lat przechadzały się dinozaury, których tropów w okolicy znaleziono sporo.

Portree

Trochę pospacerowaliśmy i zachwycaliśmy się pięknem przyrody. Jako że zrobiło się dość późno, a my mieliśmy tylko jeden dzień na wyspie Skye, odpuściliśmy sobie trekking po Quiraing. Miał on trwać kilka godzin, a widoki miały zapierać nam dech. Zamiast tego zawróciliśmy na południe i postanowiliśmy poszukać, przed dalszą eksploracją wyspy, czegoś do zjedzenia. W tym celu udaliśmy się do największego na niej miasta – Portree.

Historia z polskim wątkiem

W gaelickim (język szkocki) nazwa tej miejscowości brzmi Port Righ. Oznacza to dosłownie Port Królewski. Wiąże się z nią „polska historia”. Niedaleko portu od kilkuset lat stoi biały budynek The Royal Hotel. Jest on ostatnim miejscem spotkania Flory MacDonald i Karola Edwarda Stuarta, pretendenta do brytyjskiego tronu, który po nieudanym powstaniu musiał uciekać przebrany za kobietę. A jaka w tym polskość? Karol Edward Steward był prawnukiem króla Jana III Sobieskiego (a o nim chyba słyszeliście). Jak na bohatera zmuszonego do ucieczki przystało, jego postać obrosła legendą. Stał się dla Szkotów symbolem walki o wolność i niezależność, śpiewają o nim pieśni, piszą poematy i prozę. Nadali mu też przydomek „Piękny Karolek”.

Port i okolice

Po chwili podziwiania okolicy i wspominania przegranego bohatera, zeszliśmy po schodach do portu. Osoby z niepełnosprawnością ruchową mogą tam dojechać jedną z ulic. Przy brzegu przycumowanych było niewiele kutrów, większość jednostek stała w zatoce. Nad nami kołowały rozkrzyczane mewy, którym zaczęliśmy się przyglądać. Nagle jedna z nich dosłownie spadła z nieba na trzymany w rękach przez turystę obiad (fish & chips) i zaraz po wytrąceniu go na ziemię, zaczęła go konsumować. Po chwili pomogły jej przyjaciółki i za moment cała porcja była zjedzona. Mężczyzna nawet nie zdążył zareagować.

Postanowiliśmy więc nie kusić losu i usiedliśmy w restauracji. Później pospacerowaliśmy jeszcze trochę w okolicy, podziwiając m.in.: halę targową, trzy kościoły, skwer z pomnikiem oraz zajrzeliśmy do kawiarni o pięknej nazwie Spichlerz (The Granary). To właśnie w niej zauważyliśmy ręcznie wykonaną mapę atrakcji wyspy Skye.

Sligachan Old Bridge

Nasz jeden dzień na wyspie Skye postanowiliśmy zakończyć na obcowaniu z przyrodą, dlatego ruszyliśmy w kierunku atrakcji nazywanej Fairy Pools. Nim tam jednak dotarliśmy, zatrzymaliśmy się jeszcze w miejscowości Sligachan. Zaciekawił nas widziany z drogi stary most kamienny. I choć jest on piękny, to dużo ciekawsza wydaje się legenda związana ze strumieniem pod nim przepływającym.

Legenda o strumieniu

Wierzycie w magię? Nawet jeśli nie, to posłuchajcie. Dawno, dawno temu na brzegu nieopodal miejscowości Sligachan mieszkała słynąca z urody i waleczności szkocka bohaterka. Nie było ponoć nikogo, kto mógłby sprostać jej w boju. Kiedy usłyszał o niej niezwykle ambitny wojownik z Irlandii, zaśmiał się i postanowił utrzeć jej nosa. Po wielu dniach jazdy przybył na miejsce i wyzwał ją na pojedynek. Scathach (tak miała na imię) odpowiedziała na jego wołanie i wyszła w pełnym rynsztunku. Gdy zwarli się w boju, leciały dookoła iskry, ziemia dudniła pod ich stopami, a od ich oddechów wzbierał się wiatr.

Walka trwała wiele dni, aż w końcu przerażona grozą wydarzeń córka wojowniczki postanowiła jakoś ją zakończyć. Z pomocą przyszły jej wróżki, do których świata strumień był drogą. Dziewczyna usłuchała rady małych, zwiewnych istotek i przygotowała niesamowitą ucztę. Nawet walczący nie mogli się jej oprzeć i zawarli rozejm na czas posiłku. Kiedy już go zjedli, trudno było gościowi zaatakować gospodarza, a temu drugiemu rzucać się na gościa i tak zostali przyjaciółmi. Wróżki postanowiły jednak, że bramę do swojego świata pozostawią otwartą.

Ponoć od tej pory, gdy uwierzycie w ich magię i zanurzycie całą głowę w strumieniu, a potem wysuszycie ją na słońcu, już na zawsze pozostaniecie piękni. Jeśli chcecie, spróbujcie. Nas odstraszyły lekkie zapachy rozkładającej się roślinności przybrzeżnej.

Fairy Pools

Jeden dzień na wyspie Skye to stanowczo za mało, ale tylko tyle czasu mogliśmy przeznaczyć na jej poznawanie. Lubimy naturę, więc na koniec pojechaliśmy do miejsca, które łączy góry, doliny, strumienie i wodospady. Gdzie odważni mogą wejść do krystalicznie czystej, ale też zimnej wody i zakosztować kąpieli wśród skał.

U stóp Black Cuillins na rzece Brittle znajdziecie świat niczym z baśni. Co więcej, aby przez niego przejść nie trzeba być ani magikiem, ani wytrawnym piechurem. Najtrudniejszymi momentami mogą być dla niektórych jedynie przeprawy przez strumienie. Trzeba bowiem pokonywać je po sporych i przygotowanych do tego słupkach kamiennych. Widzieliśmy zarówno dzieci i osoby starsze bez problemu radzące sobie z tą przeszkodą.

Bajkowe baseny (Fairy Pools) to jedno z piękniejszych miejsc, które widzieliśmy tego dnia. I choć nie udało nam się dojść do głównych basenów (zawsze przed wyruszeniem w drogę sprawdźcie, czy wasze rzekomo wodoszczelne buty faktycznie takie są), to możemy zaliczyć tę wycieczkę do udanych i śmiało ją polecać. Zresztą zobaczcie na zdjęciach.

Wracając na naszą kwaterę, zatrzymaliśmy się jeszcze kilka razy, aby podziwiać naturę w jej czystej zdawałoby się nieskażonej postaci. Mogliśmy też po raz pierwszy poznać się bliżej z krowami szkockimi. Tym razem były jeszcze za ogrodzeniem, gdy je głaskaliśmy.

Jeśli jeszcze nie czytaliście naszych wcześniejszych tekstów o Szkocji, to zapraszamy Was do artykułu Szkocja – informacje praktyczne. Znajdziecie tam odnośniki do nich, a my już kończymy ten jeden dzień na wyspie Skye. W kolejnym tekście wjedziemy z Wami na niesamowitą drogę North Coast 500.

16 uwag do wpisu “Jeden dzień na wyspie Skye

  1. Przepiękne miejsce! W Szkocji mieliśmy okazję być tylko w okolicach Dundee więc zupełnie po drugiej stronie wyspy. Też pięknie tam jest, ale na pewno nie tak malowniczo i „filmowo” jak na Skye!

  2. Pierwszy raz słyszę o tej wyspie, wygląda piękne. Bardzo zielono. Kilka lat temu byłam w Szkocji i mam bardzo miłe wspomnienia z tego wypadu. W ogóle nie potrafiłam zrozumieć Szkotów 😊

Dodaj komentarz