Palermo – mafia i kościoły

Palermo – Czy warto odwiedzić stolicę Sycylii? Czy jest tam bezpiecznie? A może powinniśmy omijać ją szerokim łukiem? Co warto tam zobaczyć? I jakie przygody nas spotkały? Na te pytania i jeszcze wiele innych odpowiemy Wam w pierwszych tekstach opisujących miejsca, które odwiedziliśmy podczas naszej wizyty na Trinacrii. A gdzie to jest? Też Wam poniżej napiszemy.

Jak już wiecie z poprzedniego tekstu Sycylia – od strony praktycznej, naszą przygodę z wyspą o trzech narożnikach zaczęliśmy dość niefortunnie. Ale wychodząc z założenia, że złe miłego początki ruszyliśmy z uśmiechami dalej. No dobra, gdyby nie Renia, moja twarz miałaby kolor dojrzałego włoskiego pomidora, a szczęki chodziłyby w takt jakiejś melodii gangsterskiej. Ale nic to, po odebraniu wypożyczonego na lotnisku samochodu pojechaliśmy w kierunku Palermo. Gdy dojechaliśmy do jego przedmieść, siarczyście zakląłem. To, co działo się na drodze, wołało o pomstę do nieba. Kto tym sycylijczykom dał prawa jazdy? Myśleliśmy, że trafiliśmy do jakiegoś Matrixa, każdy jeździł, jak chciał. Kiedy w końcu dzięki niezastąpionym mapom Google dojechaliśmy do naszego hostelu, okazało się, że musimy poczekać na recepcjonistę, bo ma sjestę i najzwyczajniej w świecie poszedł pogadać ze znajomymi. Po chwili odświeżenia ruszyliśmy w kierunku centrum, tak aby wykorzystać w pełni czas, który nam pozostał tego dnia.

Już pierwsze mijane domy zachwyciły nas swoją południową architekturą. Piękne drewniane okiennice, szyldy i taki… swojski klimat. Po kilku minutach marszu stanęliśmy naprzeciw Dworca Centralnego. Wybudowano go w 1886 roku i wiąże się z nim ciekawa historia. Otóż, gdy w czasie II wojny światowej wzrosło zapotrzebowanie na stal, cała konstrukcja została rozebrana i posłużyła wątpliwej wojennej chwale. Dopiero w 1950 roku rozpoczęto prace nad rekonstrukcją, które (całkiem w stylu włoskim) trwają w zasadzie do dzisiaj. Ciągle coś się rozbudowuje, poszerza itd. Trzeba jednak powiedzieć, że budynek robi wrażenie. To właśnie z niego odjeżdżają m.in. pociągi dowożące mieszkańców i turystów na lotnisko.

Naprzeciw stoją dwie okazałe kamienice, przyozdobione ciekawymi i sporymi fontannami. Pomiędzy nimi zaczyna się ulica, „dzięki” której pod koniec XIX wieku bezpowrotnie zburzono wiele interesujących obiektów: pałaców, kamienic czy też kościołów. Via Roma, bo taką nazwę nosi, powstała jako główny szlak komunikacyjny pomiędzy nowo wybudowanym dworcem kolejowym a centrum miasta i portem. My też nią ruszyliśmy. Po każdej ze stron można znaleźć mnóstwo wspaniałych kamienic. My na chwilę zatrzymaliśmy się przy jednej. Napis na dużej tablicy głosił Provincia Regionale di Palermo. Nie to nas jednak zainteresowało, a znajdujący się w podwórzu pomnik ukryty wśród zieleni i piękne witraże w bramie. Po chwili wiedzieliśmy już, że pełna nazwa tego miejsca to Palazzo Trenitalia.

Jako że byliśmy głodni, postanowiliśmy posilić się w jednym z najbardziej „swojskich” miejsc. No bo gdzie można poczuć prawdziwy klimat miasta jak nie na targowisku. W tym celu skręciliśmy w jedną z bocznych uliczek i podziwiając architekturę, po kilku minutach doszliśmy do Mercato Ballaro. Rynek ten jest najstarszym i najbardziej znanym w Palermo. Można tam dostać prawie wszystko, co oferuje do jedzenia włoska wyspa. Ryby, owoce morza, warzywa, oliwę czy miody. Mnogość kolorów, zapachów i uliczny gwar spowodowały, że nasze brzuchy zagrały porządnego marsza. Wypatrzyliśmy więc niewielką knajpkę (o dziwo już otwartą, w końcu była jeszcze sjesta), przed którą wystawiono potykacz z reklamą/menu arancini (info co to, znajdziecie w tekście Sycylia – od strony praktycznej). Nie zastanawiając się wiele, usiedliśmy więc i zamówiliśmy posiłek. Czy było smacznie? Tak, choć raczej jako ciekawostka niż danie na dłużej. Posileni postanowiliśmy powłóczyć się jeszcze trochę po okolicy.

Naszą uwagę przykuła przepięknie zdobiona kopuła wieńcząca budynek kościoła Carmine Maggiore. Został on wybudowany podczas panowania hiszpańskiego w połowie XVII wieku. W miejscu tym mieści się też zakon karmelitanek. Ponoć warto wejść do środka, choć nam się to niestety nie udało. Ciekawostką może być to, że we wnętrzach przechowywany jest „święty cierń”, rzekomo pochodzący z korony cierniowej ukrzyżowanego Chrystusa. Ile w tym prawdy nie wiemy.

Poruszając się wzdłuż niewielkich uliczek, trafiliśmy na spore podwórko przechodzące później w plac. Renia wypatrzyła na nim coś, co przyciągnęło naszą uwagę. W oknie jednej z kamienic zamieszczone było zdjęcie/kadr z „Ojca Chrzestnego” – filmu, który rozsławił na świecie sycylijską mafię. A skoro już przy niej jesteśmy, to musimy wspomnieć, iż to właśnie w Palermo znajduje się jej głowa i serce. Cosa Nostra, bo tak się nazywa ta grupa przestępcza, jest jedną z największych na świecie mafii. W zeszłym roku po raz kolejny policja zadała jej spory cios, aresztując ponad 40 bossów, ale głowy tej hydry ciągle odrastają. A co ma z nią wspólnego turystyka? Czy trzeba się bać? Nie łudźcie się, prędzej obrobi Was mały kieszonkowiec czy potrąci zwariowany kierowca, niż wpadniecie w łapy Cosa Nostry. Jeśli nie prowadzicie wielkich biznesów i nie macie oszałamiających majątków, jesteście tylko zwykłymi szaraczkami, których się nie zauważa. Jeszcze do niedawna można było za to poznać syna bossa wszystkich bossów Angelo Provenzano, który… był animatorem dyskusji na temat mafii, organizowanej przez brytyjskie biuro turystyczne Overseas Adventure Travel. Niestety, „mafijna” turystyka odbija się czkawką na hotelarzach czy też restauratorach, którzy w ostatnim czasie skarżą się na coraz wyższe pizzo, a więc haracze, jakie muszą płacić za „bezpieczeństwo” swoich obiektów.

Dalszy spacer zaprowadził nas przed kolejny kościół. Nosił on wezwanie San Francesco Saverio. Przepiękna architektura XVIII-wiecznego sanktuarium spowodowała, że zatrzymaliśmy się na chwilę. Budowniczymi tego miejsca byli jezuici, a ci jak wiadomo nie grzeszą brakiem przepychu w swoich budowlach. Wszędzie dookoła widać było przestrzeń, na której często sprzedawane są artykuły odzieżowe i meble. Robiło to wrażenie pewnego nieładu, brudu i bałaganu, ale wprowadzało również taką sielską atmosferę ubogiej dzielnicy miasta.

Aby dojść do kolejnych z zaplanowanych na ten dzień atrakcji, poszliśmy wzdłuż starych murów miejskich i systemu wodociągowego miasta Torre d’Acqua. Chyba nikt zbytnio nie dba o nie, bo przedstawiają dość żałosny widok, a szkoda, bo jeszcze do końca XIX wieku „wieże ciśnień”, pamietające ponoć dominację arabską, sprawnie dostarczały wodę do zabudowań mieszkalnych Palermo. Wszystko to działało na zasadzie „naczyń połączonych”, a więc pojemników (wież) połączonych systemem kanałów, w których przemieszczała się woda. Podniesienie poziomu cieczy w jednym z naczyń powodowało automatyczny wzrost we wszystkich pozostałych.

Po kilkunastominutowym spacerze wąskimi uliczkami miasta, gdzie mijały nas poza samochodami pięknie wyglądające zaprzęgi konne, stanęliśmy w końcu na sporym placu zieleni. Villa Bonanno, bo taka była nazwa tego miejsca, został zaprojektowany i stworzony na początku XX wieku. Miał przyozdabiać tereny przed Pałacem Normanów, zwanym też Pałacem Królewskim. Jest to najstarsza rezydencja królewska w Europie. Bo musicie wiedzieć, że Sycylia przez wiele lat była odrębnym królestwem. Zresztą do dzisiaj niektórzy też tak uważają. Z powodu braku czasu postanowiliśmy sobie jednak odpuścić zwiedzanie wnętrz tej okazałej budowli i po zrobieniu kilku zdjęć ruszyliśmy w kierunku jednego z najczęściej odwiedzanych budynków Palermo.

Leżąca nieopodal Katedra robi naprawdę imponujące wrażenie. Swoje początki ma już w XII wieku, kiedy to w 1184 roku arcybiskup Walter Offamili wzniósł ją na miejscu poprzedniego kościoła. Od tego czasu była wielokrotnie przebudowywana. Zmieniała również charakter kultu (przez pewien czas była meczetem), co tylko pozytywnie wpłynęło na jej architekturę. Jeśli staniecie przodem do wejścia, to po lewej stronie zobaczycie duży łuk przerzucony nad uliczką. Ponoć to właśnie z niego koronowane głowy pozdrawiały swój lud. Po przekroczeniu ogromnych progów stwierdziliśmy jednogłośnie, że jest to miejsce, które odwiedzając Palermo, koniecznie trzeba nawiedzić. Piękne zdobienia, ołtarze i grobowce wyglądają cudownie. Przy jednym z nich zauważyliśmy tablicę z podobizną Beato Giuseppe Puglisi. To najbardziej znany, obok sędziego Giovanniego Falcone, człowiek wojujący z mafią. Obecnie błogosławiony, Pino Puglisi (bo tak się naprawdę nazywał) walczył z Cosa Nostrą w sposób jak najbardziej odpowiedni dla kaznodziei, poprzez nauczanie dzieci i młodzieży. To właśnie za słowa i idące za nimi czyny wydano na niego wyrok śmierci, który mafijni „cyngle” wykonali 15 września 1993 roku.

Na dworze zaczynało robić się coraz chłodniej, a my byliśmy już znowu głodni, arancini zjedzone kilka godzin wcześniej dawno odeszło w niepamięć. Nim jednak udaliśmy się do jakiejś trattorii na posiłek, postanowiliśmy jeszcze przed zachodem słońca zobaczyć kilka miejsc.

O tym, co to było i czego się dowiedzieliśmy, napiszemy Wam w kolejnym tekście (Palermo – wstyd i wiara). Teraz jesteśmy winni jeszcze jedną informację. Na początku tego artykułu wspomnieliśmy o Trinacrii. Jest to antyczna nazwa Sycylii, to podobno na niej wylądował w swoich podróżach Odyseusz. Podobną nazwę – Triskelion – nosi również jej godło. Przedstawia meduzę z głową kobiety i trzema nogami ułożonymi w kształt trójkąta. Jaka jest jego symbolika? Meduza to antyczny znak szczęścia, trzy nogi to trzy nimfy, które wesoło hasając po świecie, zbierały najróżniejsze plony. W końcu postanowiły odpocząć nad brzegiem morza i to właśnie tam wrzuciły zdobycze. Woda zawrzała i wyniosła do góry niezwykle urodzajną wyspę o trzech rogach – Sycylię.

19 uwag do wpisu “Palermo – mafia i kościoły

  1. Nie myślałem o wyprawie do Palermo aż po dzień dzisiejszy. Dzięki za zaproszenie i odbytą razem podróż. Wrażenia … Niesamowite.
    Dziękuję

  2. To musiało być wspaniałe odkrywanie… sądząc po zdjęciach – za każdym rogiem kryje się wart uwagi obiekt do obfotografowania. Nie znałam też legendy o meduzie, a to, co wyrzuciła woda, kiedyś chciałabym zobaczyć na własne oczy 🙂

    1. To prawda, Palermo jest pięknym miastem wartym odwiedzenia. Choć palmę pierwszeństwa ma wg nas inne miasto, ale o nim będzie trochę później 🙂 Jeśli będziesz się tam wybierać polecamy jednak wybrać się w trochę cieplejszym miesiącu niż luty 😉

  3. Bardzo piękne miasteczko, śliczna stara architektura. Chętnie bym się tam wybrała. Zatanawia mnie jedno, jak to jest, że tyle kościołów a taka przestępczość? Mają się pewnie z czego spowiadać. Sława miejsca ma swoją cenę. tak dodam, że Ten plakat w oknie przypomina mi jak, mojej koleżanki sąsiad naklejił w oknie szopy plakat z małym dzieckiem za kratkami. Nie chielibyście widzieć mojej reakcji na to, myślałam, że jest prawdziwe!!

  4. Świetny wpis! 🙂 Byłam kiedyś, daaawno temu, na Sycylii na obozie… do Palermo jednak wtedy nie dotarliśmy. A szkoda, bo prezentuje się pięknie! Z chęcią wybiorę się na tę wyspę raz jeszcze, z Tomkiem. Lubimy takie klimaty – palmy, zabytki i swojskie targowiska z lokalnymi przysmakami. Trzeba będzie więc zahaczyć też o Palermo! 😉

  5. Sycylia marzy mi się odkąd leciałam nad nią na Maltę. Z góry wyglądała cudownie! A do tego, gdy moja ulubiona firma z kawą, zrobiła jej odmianę „Palermo”…♥ poczytałam więcej i….. normalnie muszę się tam w końcu dostać! 😀 Dzięki za kolejną inspirację! 😉

  6. My cudownie wspominamy wizytę w Palermo! Miasto wywarło na nas niesamowite wrażenie, pomimo tego iż nieba lał się żar. To tam po raz pierwszy jedliśmy lody w bułce i najlepszą pizze na świecie!

  7. Oj jak dawno mnei nei było we Włoszech! A Sycylii dotąd nie odwiedziłam w ogóle. Znów obudziła się we mnie tęsknota za tym słonecznym i smacznym krajem 😉

Dodaj komentarz