Sycylia – od strony praktycznej

Sycylia, gorąca jak pokłady lawy pod nią drzemiące. Tak nam się przynajmniej wydawało, gdy na nią się wybieraliśmy. Dzisiaj wiemy o niej już trochę więcej i chcemy się z Wami podzielić tą praktyczną wiedzą. Ceny, potrawy, pogoda czy miejsca warte grzechu. Poniżej dowiecie, się co nas zauroczyło, a co wręcz przeraziło.

Korzystając z oferty znalezionej w wyszukiwarce lotów, kupiliśmy bilety i zaczęliśmy planować. Nasza podróż wypadała w ostatnim tygodniu lutego i szczerze powiedziawszy liczyliśmy na to, że biorąc pod uwagę dość chłodne dni w Polsce, trochę się wygrzejemy w południowym słońcu Italii.

Plan podróży

Gdy już mieliśmy bilety, kupiliśmy przewodnik i wieczorem siedliśmy do ustalania trasy. Pomagaliśmy sobie w tym, czytając blogi naszych „włoskich” koleżanek. Porad było dużo, miejsc do zobaczenia jeszcze więcej. Pewny był tylko początek i koniec naszej trasy. Po długiej i wnikliwej analizie doszliśmy do konsensusu.

Zaczynamy w Palermo, bo tam lądujemy. Poza tym trudno być na Sycylii i nie wstąpić do jej stolicy. Tuż koło niej znajduje się niewielka miejscowość Monreale ze wspaniałą katedrą. Kolejnym punktem na naszej liście było Trapani i znajdująca się koło niego, położona na wzgórzu, średniowieczna wioska Erice. Potem miał być rejs na jedną z wysepek archipelagu Egadów – Marettimo (ze względów pogodowych na morzu nie doszedł jednak do skutku), który zamieniliśmy na odwiedziny w starożytnych ruinach mieszczących się w Segeście. Wyjeżdżając z Trapani, nie sposób ominąć kolejnej ciekawej i jedynej w swoim rodzaju atrakcji, jaką są Saliny. Stamtąd już tylko krok do Marsali, nadmorskiego miasteczka, w którym aż roi się od miejsc wartych zobaczenia. Nocować mieliśmy w Castelvetrano, ale biorąc pod uwagę jaką trasę chcieliśmy pokonać następnego dnia, wybraliśmy Sciaccę. I był to strzał w dziesiątkę. Jadąc do Katanii, zatrzymaliśmy się na chwilę (która trochę się nam przeciągnęła) przy Scala dei Turchi, czyli Schodach Tureckich. Późny wieczór i nocleg w Katanii nie wyglądały tak sielsko jak nam się wydawało, a miasto zrobiło na nas piorunujące (choć negatywne) wrażenie. Być na Sycylii i nie widzieć Etny, byłoby grzechem, poza tym miałem swój ukryty cel w odwiedzeniu tego miejsca. Cel, który wypalił i Renia wróciła do Polski z czymś, co przyozdobiło jej palec, a mi wlało radość do serca. Kolejny nocleg wypadł nam w Caltagirone, miasteczku, które słynie z przepięknych wyłożonych ceramiką schodów. I na tym skończyła się nasza podróż. Musieliśmy wracać do Palermo, a że przyjechaliśmy dość wcześnie, to zdążyliśmy jeszcze przed wylotem do Polski odwiedzić Ogród Botaniczny i wyskoczyć na nadbrzeże.

Osiem dni (z czego jeden to podróże lotnicze) na Sycylię to stanowczo za mało. Na pewno wrócimy tam jeszcze kiedyś i sprawdzimy, co jeszcze ukryło się przed nami. Jeśli interesuje Was, co dokładnie zwiedzaliśmy i jakie mieliśmy przygody, to czytajcie uważnie nasze kolejne teksty.

Transport

Gdy już wiedzieliśmy gdzie jedziemy, trzeba było sobie odpowiedzieć czym. Do wyboru mieliśmy transport publiczny lub wypożyczenie samochodu. Autostopu nie braliśmy pod uwagę ze względu na dość krótki czas pobytu. Czytając opinie innych na temat przemierzających sycylijskie drogi autobusów, wybraliśmy drugą opcję. Szybkie wejście na stronę jednego z pośredników i już mieliśmy doskonałą i tanią ofertę, dwa kliknięcia i była opłacona. Po przylocie odebrał nas busik i dowiózł do małej wypożyczalni Green Motion. Już oczami wyobraźni widziałem się przymierzającego do kierownicy i ruszającego z Renią na podbój Sycylii. No i… zonk. Znudzony mężczyzna, niezadowolony że musi pracować w czasie sjesty, stwierdził, że nie przyjmie mojej karty, bo ona mu się nie podoba. Nawet nie próbował wsadzić jej do czytnika. Szybki telefon do pośrednika i dalej kicha. Pani chwilę pogadała z mężczyzną i stwierdziła, że może co najwyżej zwrócić nam kasę. Źli wróciliśmy na lotnisko i tam, już bez najmniejszych problemów wynajęliśmy samochód w jednej z największych wypożyczalni (trwało to kilka minut). Tyle, że cena była już sporo wyższa.

Jeżdżąc po Sycylii musicie pamiętać, że przepisy o ruchu drogowym w tym miejscu „nie istnieją”. Każdy jeździ tam jak chce. Wymijanie na trzeciego, czwartego, jazda środkiem drogi, slalom skuterów pomiędzy samochodami, skręt ze skrajnego lewego pasa w prawo, bez kierunkowskazu czy przejechanie na czerwonym świetle to norma. Po jednym dniu doszliśmy do wniosku, że trzeba się dostosować i jeździliśmy tak samo… było łatwiej.

Oczywistym jest, że musieliśmy zostawiać samochód na noc na ulicy. A trzeba z tym uważać, szczególnie w większych miastach. Niektóre ulice są sprzątane w nocy, a samochody parkujące na nich odholowywane na koszt właściciela (informacje zamieszczane są przy tablicach informacyjnych). Poza tym na Sycylii obowiązują trzy rodzaje miejsc parkingowych:

  • Darmowe (oznaczone białą linią)
  • Płatne (oznaczone linią niebieską)
  • Dla niepełnosprawnych (oznaczone linią żółtą)

Bilety parkingowe, jeśli są wymagane, można kupić w ustawionych przy drodze automatach parkingowych. Ceny ustalane w zależności od miejsca od 0,5 – 1,5 EUR za godzinę postoju.

No dobrze, samochód jest, parkowanie ogarnięte, więc czas ruszyć w drogę. Myślicie, że ulice w Polsce są w złym stanie? To przygotujcie się na niespodziankę. Nawierzchnia dróg, szczególnie gminnych jest tragiczna, drogi krajowe i autostrady jeszcze wytrzymują, ale za to są permanentnie naprawiane (a właściwie powinny być). Pasy oddzielone pachołkami, znaki o robotach drogowych itp., ale ani ludzi, ani maszyn drogowych nie uświadczycie na nich. Za to uwielbiamy sycylijskie drogi za cudowne usytuowanie i roztaczające się z nich przepiękne widoki.

Jak wszyscy samochód aby jechać, potrzebuje się odżywiać. My tankowaliśmy na stacjach ENI. Cena paliwa wahała się w zależności od regionu od 1,48 – 1,7 EUR za litr benzyny. Uważajcie na automaty samoobsługowe, bo nie wydają reszty.

Pamiątki i jedzenie

Skoro już o odżywianiu zaczęliśmy, to polecamy Wam miejscową kuchnię. My swój romans z nią zaczęliśmy od targowiska (mercato) Ballaro w Palermo. A co jedliśmy podczas całej podróży? Oto kilka przykładów dla Was:

  • Arancine (coś w stylu kotlecików ryżowych o najróżniejszych rodzajach nadzienia)
  • Sfincione sicilliano (pyszne małe pizze)
  • Pasta con Tartufo (makaron z truflami)
  • Caponata (sycylijska odmiana ratatouille)
  • Antipasti (przekąska przed posiłkiem – w każdej knajpce inna, ale łączyło je to, że wszystkie były przepyszne)
  • Najróżniejsze słodkie bułki i ciastka francuskie (praktycznie przed południem tylko taki posiłek można dostać)
  • Cannolo (duża rurka z ricottą, z dodatkiem czekolady lub owoców, posypana cukrem pudrem – niebo w gębie)
  • Gelato (pyszne włoskie lody)
  • No i oczywiście kawa (nawet jeśli jej nie pijecie – jak Renia – to skuście się choćby na cappuccino, moja Narzeczona gwarantuje, że się przekonacie do tej ambrozji bogów)

Spytacie pewnie, ile to wszystko kosztuje. Obiad dla dwóch osób w tratoriach to wydatek rzędu 20 – 30 EUR. Śniadanie składające się z kawy i ciastka na słodko (2 osoby) kosztuje 10 – 15 EUR. Lody około 1 – 2 EUR za gałkę/łopatkę.

Musicie też pamiętać, że we Włoszech gdy siadacie przy stoliku, doliczają Wam tzw. coperti (opłata za nakrycie i obsługę). Waha się ono od 1 – 3 EUR za osobę. Napiwków wiec nie musicie zostawiać, no chyba, że macie gest lub jesteście mega usatysfakcjonowani.

UWAGA! Nie zapominajcie o tym, że pomiędzy godz. 12-17 nie macie szans na zjedzenie czegokolwiek w jakiejkolwiek restauracji. Sycylijczycy strasznie poważnie traktują sjestę, wszystkie przybytki z jedzeniem, a i nie tylko one są zamknięte w tych godzinach.

No ale nie samymi restauracjami i kawiarniami człowiek żyje. Jeśli chcecie skusić się na prawdziwe i świeże owoce i warzywa, to przejdźcie się na targowiska (mercato) lub zatrzymajcie przy przydrożnych straganach. Gwarantujemy Wam, że warto. Np. tak dobrych pomarańczy jak te kupione w drodze do Katanii nigdy nie jedliśmy. Przy okazji kupiliśmy tam też doskonały dżem pomarańczowy (własnego wyrobu) oraz wyśmienitą oliwę z oliwek (specjalnie pakowaną w 100 ml buteleczki, bo jak to stwierdził sprzedawca, takie można brać na pokład samolotu).

Jeśli myślicie jakie pamiątki przywieźć z Sycylii, to polecamy Wam najróżniejsze wyroby z ceramiki. Począwszy od pięknych i kolorowych magnesów, poprzez dekoracje naścienne, a kończąc na pięknych naczyniach. Koszt od 1,5 EUR przy magnesach, do… i tu sobie wpiszcie dowolną kwotę (widzieliśmy niewielkie około 20 cm stojące ozdoby po 250 EUR, a naczynia potrafiły być jeszcze droższe). Uwaga podczas przewozu! Ceramika jest krucha. Nam udało się przewieźć do Polski w całości wszystkie magnesy z przedstawieniem Trinakrii (meduza z głową kobiety i trzema nogami zgiętymi w kolanach – antyczny symbol, a zarazem starożytna nazwa Sycylii). Poza tym dużo tam pamiątek związanych z Ojcem Chrzestnym. Trzeba przyznać, że Coppola i Brando zrobili kawał dobrej roboty dla Sycylii. A jeśli lubicie rozpieszczać podniebienia swoich bliskich, to polecamy Cantuccini (choć te ciasteczka pochodzą z Toskanii, to i na Sycylii można je bez problemu dostać), wspomnianą wcześniej oliwę z oliwek, wino lub miód.

Pogoda

Jak wspomnieliśmy we wstępie, jadąc w lutym na Sycylię, liczyliśmy na trochę słońca i ciepła. W Polsce przecież była zima i padał czasami nawet śnieg. Oczywiście jasne dla nas było, że nie dopadną nas upały, ale przy zapowiadanych 14-16 stopniach mieliśmy nadzieję się wygrzać. No i tu spotkało nas rozczarowanie. Temperatury przez pierwszą połowę naszego wyjazdu oscylowały w okolicach 5-8 stopni w dzień. Wiał silny, a wręcz bardzo silny wiatr. Z nieba na przemian dopadało nas słońce i deszcz. Dwa razy nawet oberwaliśmy gradem. Trochę cieplej zaczęło się robić od Sciaccy, a więc od połowy naszej podróży. Gdy stanęliśmy u stóp Etny, było nawet 13 stopni i w końcu nie wiało. Przy schronisku na górze temperatura wynosiła jednak tylko 1 stopień i leżał głęboki śnieg, a na szczycie było nawet -8. Ale co tu się dziwić, to w końcu ponad 3000 m n.p.m. Cieszyliśmy się jednak, bo wyszło piękne słońce. I choć spodnie miałem mokre od klęczenia na śniegu przed Renią, to szybko wyschły.

Całkiem innym problemem było to, że Sycylijczycy nie mają zamontowanego ogrzewania w domach, a tym bardziej apartamentach i hostelach. Co więcej, możecie zapomnieć o ciepłych kołdrach, będzie musiał wystarczyć Wam koc. Na zakończenie stwierdziliśmy zgodnie, że było delikatnie mówiąc rześko, szczególnie zaraz po wyjściu spod prysznica.

Plusy i Minusy

Do tych pierwszych należy niewątpliwie zaliczyć otwartość mieszkańców oraz ich sposób bycia. To, że potrafią wejść na poziom slow i cieszyć się chwilą. Rozkoszować się jej pięknem i godzinnymi rozmowami z ludźmi i rodziną. Drugi plus wystawiamy miastu Sciacca, które powaliło nas na nogi i spowodowało, że zakochaliśmy się w sycylijskich klimatach. No i na koniec Etna, jej majestat, piękno ośnieżonych stoków, surowość skał i czar zaręczyn.

Minusem są niewątpliwie hałdy śmieci zalegające w miastach czy porozrzucane przy drogach i punktach widokowych. Również duży minus dajemy za jakość dróg gminnych, ale i autostrady, które przez wiele kilometrów mają tylko jeden pas udostępniony do ruchu, nie są zaletą (może w sezonie to się zmieni). No i wygrana w kategorii minusów – sjesta. Strasznie uciążliwa dla człowieka w drodze.

Podsumowanie

Sycylia jest piękna i warto ją odwiedzić, co będziemy się starali pokazać Wam w kolejnych tekstach. Jadąc na nią, warto jednak nastawić się na typowo południowe myślenie i nie przejmować się niektórymi niedogodnościami. Bądźcie też SLOW.

Na zachętę przedstawiamy Wam przepis na doskonały drink, który dostaliśmy od barmana Maurizia w Trapani (nie było go w karcie, przygotował go z głowy, jako typowo sycylijski napój):

  • Aperol
  • Sok pomarańczowy
  • Sok cytrynowy
  • Białe półwytrawne wino
  • Amaro Monte Polizo

Podany z plasterkiem cytryny i kostkami lodu spowodował, że poczuliśmy się dopieszczeni.

Poniżej przedstawiamy Wam podliczenie kosztów naszej 8-dniowej wycieczki na Sycylię, zsumowane dla 2 osób i zaokrąglone do pełnych dziesiątek:

  • Loty w obie strony (Wrocław-Palermo-Wrocław) – 700,00 zł.
  • Transport (samochód, paliwo, parkowanie) – 2.700,00 zł. (gdyby nie „przygoda” z wypożyczalnią, byłoby o 1.500,00 zł. mniej)
  • Noclegi (7 noclegów dla 2 osób) – 800,00 zł. (dałoby się taniej, ale tak wybraliśmy)
  • Jedzenie – 1.500,00 zł. (i tu można zaoszczędzić, ale chcieliśmy popróbować różnych smaków, poza tym weź się człowieku nie skuś tymi wyśmienitymi słodkościami lub nie zamów dobrego wina po zaręczynach)
  • Zwiedzanie (bilety, wejściówki) – 190,00 zł.
  • Pamiątki dla rodziny i znajomych – 110,00 zł.

Co zobaczyliśmy na Sycylii

1. Palermo – mafia i kościoły
2. Palermo – wstyd i wiara
3. Monreale i Erice – miasto we mgle
4. Trapani i Segesta – legendy i historia antyczna
5. Saliny i Marsala – bogactwo soli i skaliste nadbrzeże
6. Sciacca – perła w sycylijskiej koronie
7. Schody Tureckie i Katania – piękno i strach
8. Wulkan Etna i Caltagirone – w kuźni Hefajstosa

20 uwag do wpisu “Sycylia – od strony praktycznej

  1. Taa z Sycylia i Italia bywa dla nas cudzoziemców różnie. Ja tez zakochalam się w Sycylii chociaz zwiedzalam inne miejsca… A do Katanii moglabym się przeprowadzić. W tym roku mielismy wrócić na Sycylie tym razem północną ale chyba w naszej podrozniczym klubie wygra Hiszpania. Mamy wyjazdy zorganizowane. Pozdrawiam i blog dodaje do czytanych.💕

  2. Włochy mamy w najbliższych planach, przede wszystkim pod naszego malucha. On jest makaronowy chłopak, spaghetti może jeść przez siedem dni w tygodniu. ale raczej wypuścimy się autem i z namiotem, więc Sycylia jeszcze poczeka.

  3. Piękna jest Sycylia! Dzięki za wpis i zdjęcia 🙂
    Kilka lat temu udało mi się spędzić urlop na Sycylii, polecieliśmy w małej, ale zacnej grupce (4 osoby) bez biura podróży, organizując sobie zwiedzanie na miejscu. Mieszkaliśmy w Taorminie, w malutkim pensjonacie, pokój z widokiem na morze, śniadania na tarasie z widokiem na Etnę.. 🙂 🙂 🙂 Wszystko było fantastyczne, a mankamentów już nie pamiętam, wspominam tylko to, co było piękne 🙂

  4. Na Sycylii jeszcze nie byłam, chociaż z tego co o niej słyszałam i czytałam, to bardzo kusi 🙂 Chciałabym też tam prowadzić auto – ciekawa jestem, jakbym się dostosowała do ichniejszego chaosu na drogach, o którym piszecie.
    A pogoda, na jaką trafiliście – zawsze są plusy i minusy. Wasze zdjęcia będą na pewno bardziej oryginalne niż innych, na których króluje słońce 🙂

  5. Super wpis! Można w nim znaleźć dosłownie wszystko. Marzy mi się Sycylia i mam nadzieję, ze niedługo uda mi się ją odwiedzić. Ten makaron z truflami, albo rurka z pistacjami już mi chodzą po głowie 😀 no i piękne zdjęcia- wszystko zachęca, a sjesta to jak wszędzie we Włoszech- oni mają swój tryb dnia…

  6. Sycylię wspominam cudownie! Pamiętam te emocje jak na Etnie zatrzymała się kolejka i były lekkie wstrząsy…a sycylijskie miasteczka to zdecydowanie moje klimaty.

Dodaj komentarz