Saliny i Marsala – bogactwo soli i skaliste nadbrzeże

Czy wydobywanie soli może być pasjonujące? Czy można chodzić po wodorostach? Kiedy warto wyjść z kościoła? Poniżej odpowiemy Wam na te pytania. Nasza sycylijska podróż toczy się dalej. Dzisiaj pokażemy Wam Saliny w Trapani oraz atrakcje Marsali.

Jak już wiecie z poprzedniego tekstu Trapani i Segesta – legendy i historia antyczna, nie wszystkie nasze plany, które założyliśmy sobie przed przyjazdem do Trapani, nam wypaliły. Pogoda potrafi spłatać psikusa. Jednak było miejsce, którego za żadne skarby świata nie chcieliśmy przegapić. Więc gdy tylko zrobiliśmy zakupy na drogę, udaliśmy się do miejsca, które przez długi czas utrzymywało ten region i dawało mu bogactwo.

SALINY W TRAPANI

Jak już zauważyliśmy w poprzednim tekście, głównymi sposobami zarobku w okolicach Trapani były połowy ryb oraz wydobywanie soli. Kiedy wspominamy o tym drugim, ludzie często wyobrażają sobie kopalnie takie jak ta w Wieliczce. Na zachodzie Sycylii pozyskiwano sól jednak w całkiem inny sposób. Został on zapoczątkowany przez Fenicjan prawie 3000 lat temu, później przejęli go Rzymianie i inne narody mieszkające nad morzami. Na czym ten sposób polega? Sól odparowywana jest z wody morskiej. To naturalny proces zachodzący w przyrodzie, ale oczywiście ludzie potrafili wykorzystywać swoje maszyny, aby go trochę przyspieszyć.

Dziś gdy sól jest dostępna w większości gospodarstw domowych, nie zastanawiamy się nad jej pochodzeniem i wartością. Kiedyś była ona bardzo deficytowym i drogim towarem. Jako ciekawostkę powiemy Wam, że żołnierze rzymscy swój żołd otrzymywali właśnie w soli (i bardzo sobie to chwalili). Wiecie jak po angielsku określa się wypłatę? „Salary” – coś Wam to przypomina?
Pewnie znacie też przesąd o tym, że rozsypana sól przynosi kłótnie w domu. Ale nie przejmujcie się, wystarczy przecież trochę jej zebrać i cisnąć przez lewe ramię, aby odczynić zły urok.

Jeśli myślicie, że saliny są brudnym i niezbyt ciekawym miejscem, to bardzo się zdziwicie. Kiedy tam podjechaliśmy, ujrzeliśmy prawie idylliczny obraz. Duże połacie stawów z wodą morską, poprzecinane ukwieconymi groblami, na których ustawiono piękne wiatraki. A wokół tego wszystkiego latały najróżniejsze okazy ptaków i wypasane były owce. Jedna z tych ostatnich wdała się nawet w dyskusję z Mikołajem na temat wykorzystywania jej wizerunku w tekście. Ostatecznie się dogadali, więc możecie podziwiać na jednym ze zdjęć jej figurę i zawadiacko wywalony język. Aby chronić te tereny przed wykorzystywaniem na dużą przemysłową skalę, w 1995 roku utworzono tam rezerwat przyrodniczy pod patronatem WWF. Dzięki temu migrujące z Afryki do Europy ptaki mogą spokojnie odpoczywać wśród zieleni i wody.

 

MARSALA

Kolejnym miastem na naszej drodze była Marsala. Nazwa wywodzi się ponoć od arabskiego zwrotu „Marsa al-Allah”, a więc „Miasto Boga”. Planowaliśmy do niej wpaść na chwilę i odwiedzić zabytkową część centrum. Jednak los czasami potrafi spłatać figla. Nawigacja kazała nam bowiem pojechać trochę okrężną drogą, przez co zawadziliśmy o nadbrzeże morza. Gdy tylko Renia je ujrzała, zawołała: „Zatrzymajmy się tutaj”. Samochód zostawiliśmy na gruntowym parkingu i ruszyliśmy ku falom rozbijającym się o zdawałoby się twarde i śliskie skały. Po chwili silny wiatr rozwiał jednak nasze wyobrażenia o tym miejscu. Chodziliśmy bowiem po uginających się pod naszymi stopami… wodorostach. Widoki były piękne, zapach już „trochę” mniej. Zrobiliśmy więc kilka zdjęć i pospacerowaliśmy dalej. Po kilkuset metrach znaleźliśmy się na niewielkiej skalistej plaży, w którą uderzały ze sporą siłą morskie grzywacze (no dobra, może nie były takie wielkie). Słońce cudownie odbijało się od otaczającej nas wilgoci. Spędziliśmy w tym miejscu ponad 30 minut, wykonując małą sesję fotograficzną. Jej efektem jest chociażby nasze zdjęcie w tle na Facebooku.
Schodząc z plaży, natknęliśmy się na kolumnę upamiętniającą Giuseppe Garibaldiego. To właśnie w tym mieście w 1860 roku wylądował człowiek, który poprowadził Włochów do zjednoczenia i którego pomniki i place możecie spotkać dzisiaj w prawie każdym włoskim mieście.

Zanim pokażemy Wam kilka ciekawych miejsc w tym mieście, to musimy wspomnieć również o tym, że jest ono niezwykle ważnym dla Włoch ośrodkiem produkcji wina. To właśnie tam, a nie w Toskanii (regionie z jednymi z najstarszych winnic europejskich) mieszczą się tereny z winnicami, w których produkuje się podobno najlepsze wino włoskie. Nam niestety nie było dane go spróbować, więc nie możemy potwierdzić Wam tej opinii.

Pierwszym zabytkiem, jakże adekwatnym dla grzeszników, był Kościół Najświętszych Dusz Czyśćcowych (Chiesa del Purgatorio). Wybudowano go w XVI wieku, a później wielokrotnie rozbudowywano. Z boku, gdzie znajduje się wejście, którym weszliśmy, jego fasada nie jest zbyt ciekawa, ot proste mury bez zdobień. Jednak patrząc od strony drzwi głównych możemy podziwiać pięknie wykonany fronton.

Wewnątrz trafiliśmy na starszego pana, który postanowił nas oprowadzić po całym kościele, łącznie z zakrystią. Wskazywał na niesamowite freski, ołtarze i szafy. Opowiadał nam ich historię po włosku (a więc mało go rozumieliśmy, ale docenialiśmy starania). Do czasu. Mniej więcej w połowie wycieczki mężczyzna zaczął niebezpiecznie zbliżać się do Reni. Choć miał sporo miejsca, prawie się o nią ocierał. Mimo że ciekawiły nas detale, postanowiliśmy jednak, że opuścimy świątynię. Nota bene jest ona dzisiaj miejscem spotkań kulturalnych, co wyraźnie widać zaraz po wejściu, gdy natykamy się na rzędy teatralnych foteli.

Całkiem niedaleko ujrzeliśmy kolejny obiekt sakralny. Tym razem był to postawiony w XII wieku, a później przebudowany w XVI wieku kościół pod wezwaniem św. Tomasza z Canterbury. Wszystkim jednak lepiej znany jako Katedra w Marsali. To największy tego typu budynek w tym mieście i warto już chociażby z tego powodu zajrzeć w te rejony.

Na placu obok katedry, sąsiadując z nią, stoi kamienica z dużym zegarem i dzwonem umiejscowionymi na wieży. Palazzo VII Aprile został wybudowany w XV wieku i już od samego początku istnienia służy jako siedziba Rady Miejskiej. Jego nazwa nawiązuje do powstania, które wybuchło 7 kwietnia 1860 przeciwko Burbonom, a które pomogło Giuseppe Garibaldiemu ruszyć do walki o zjednoczenie Włoch.

Przy budynku skręcamy w prawo i kierujemy się uliczką w kierunku widniejącej w oddali starej bramy miejskiej. Ale zanim o niej napiszemy, chcieliśmy zwrócić Waszą uwagę na mieszczące się na tyłach katedry Muzeum Arrasów. Posiada ono kolekcję, ofiarowanych biskupowi Mesyny przez Filipa II Hiszpańskiego, XVI-wiecznych arrasów flamandzkich. Warto rzucić na nie okiem choć na chwilę tym bardziej, że bilet kosztuje tylko 4 euro.

Dochodząc do jednej z piękniejszych bram miejskich, która nosi nazwę Garibaldiego, spójrzcie na prawo. Znajdziecie tam prawie całkowicie ukryty jeden z ważniejszych kościołów w mieście. Nosi on wezwanie Matki Bożej Bolesnej, choć bardziej znany jest jako Sanktuarium Madonny od Pioruna. Z jego budową związana jest legenda mówiąca o tym, że w 1691 roku podczas gwałtownej burzy grupa mieszkańców schroniła się pod Bramą Morską (dzisiaj Garibaldiego) i zaczęła prosić o wstawiennictwo Matkę Boską. Pioruny waliły niemiłosiernie, wszyscy się bali poza jednym śmiałkiem. Rycerz wyśmiał wszystkich i wskoczył na konia, twierdząc, że nie jest mu potrzebne boskie wstawiennictwo. W tym momencie ogromny piorun uderzył w jego konia, zabijając go na miejscu. Mimo że wyładowanie było ogromne, to nikt z modlących się nie ucierpiał. W podzięce lud zebrał pieniądze i wybudował kościół swojej patronce.

Brama Garibaldiego została wybudowana w 1685 roku przez króla Hiszpanii i Sycylii Karola II. Nie była pierwszymi wrotami miejskimi w tym miejscu, zastąpiła bowiem starą drewnianą bramę pamiętającą zamierzchłe czasy. Dzisiaj jest symbolem miasta i zachętą do jego zwiedzania. Naprawdę robi spore wrażenie, oczywiście jeśli interesują Was ciekawostki architektoniczne. Nad wejściem znajduje się duży orzeł w koronie, symbol rodziny Habsburgów z Hiszpanii, a niedawno odkryto przejście na taras, które władze miasta po odremontowaniu chcą udostępnić turystom.

Podziwiając bramę, skręciliśmy w prawo i poszliśmy w kierunku samochodu pozostawionego na jednej z uliczek miasta. Po drodze minęliśmy jeszcze stare obwarowania miejskie i udaliśmy się w dalszą drogę.

Podczas wizyty w Marsali nie udało nam się niestety zobaczyć sławnego Parku Archeologicznego z łodzią fenicką oraz groty ze źródełkiem, w której przepowiadała przyszłość słynna wieszczka Sybilla. No cóż, jest powód, aby tam wrócić. My kierowaliśmy się dalej do miasta, którego nie było w naszym przewodniku i miało posłużyć nam tylko za miejsce noclegu na trasie, a stało się naszą sycylijską perełką.

6 uwag do wpisu “Saliny i Marsala – bogactwo soli i skaliste nadbrzeże

Dodaj komentarz