występ kolory - mazowsze

Mazowsze – w regionalnych barwach

Czy wiecie, ile jest w naszym kraju regionów, jakie mają walory kulturowe i spuściznę dziejową? Czy znacie ich folklor? Nie przejmujcie się, że macie z tym kłopot. My też nie potrafiliśmy odpowiedzieć na te pytania, mimo iż jeździmy sporo po Polsce. Jest jednak takie miejsce i taka grupa ludzi, która w prosty i miły dla oka i ucha sposób potrafi przekazać tę wiedzę. Zapraszamy na poznanie zespołu „Mazowsze” od kuchni.

Otrębusy

Pewnej niedzieli udaliśmy się do podwarszawskiej wsi o nazwie Otrębusy. Wieś jak wieś, trochę domów, drogi nawet dość dobre, sporo jak na tę część Polski zieleni. Co więc ją wyróżnia?
Na początku XX wieku wybudowano tam pałacyk, który szybko stał się miejscem rekonwalescencji dla osób nerwowo chorych. Sławni i bogaci przyjeżdżali tam leczyć swoje zdrowie oraz odpocząć od natłoku stresu i wrażeń związanych z ich pełnym uniesień życiem. No dobra powiecie, co to ma wspólnego z folklorem i wiedzą o Polsce?

Karolin początki

Tuż po II wojnie światowej, w 1948 roku, znanemu polskiemu kompozytorowi i dyrygentowi tamtych czasów Tadeuszowi Sygietyńskiemu udało się „wychodzić” w ministerstwach zgodę na utworzenie zespołu muzycznego. Jego zadaniem miało być promowanie polskich tradycji i przekazywanie w sposób lekki i swobodny wiedzy o naszym kraju. Tadeusz postanowił zorganizować siedzibę zespołu właśnie w posiadłości Karolin, mieszczącej się w Otrębusach. W tych staraniach czynnie wspierała go znana polska aktorka, a prywatnie partnerka Mira Zimińska-Sygietyńska. W końcu w 1950 roku po trudnej i mozolnej pracy udało im się doprowadzić do pierwszego występu.

Mazowsze

Tak właśnie powstał jeden z najbardziej rozpoznawalnych na świecie polskich zespołów – Mazowsze. 70 lat występów na scenach całego świata to wynik niewątpliwie imponujący i powodujący, że czapki same spadają z głów.

Twórca niestety zbyt długo nie cieszył się swoim sukcesem. Zmarł w 1955 roku, a wkrótce po tym zdarzeniu pieczę nad zespołem powierzono Mirze Zimińskiej-Sygietyńskiej. I skoro o Tadeuszu Sygietyńskim można powiedzieć, że był ojcem Mazowsza, to o niej śmiało można stwierdzić, że była tą, która z tak trudnej materii jak artyści, politycy, publiczność i trudne realia tamtych czasów ukształtowała pełnowartościowy „produkt marketingowy” promujący Polskę na całym globie.

Na początku marca br. mieliśmy przyjemność poznać pracę PZLPiT Mazowsze od strony kulis. Teraz możemy powiedzieć Wam z całą powagą, że jesteśmy wprost oczarowani i pełni podziwu dla pracy tworzących go ludzi. To zarazem pasjonaci, jak i profesjonaliści w swojej dziedzinie. Ludzie, którzy przedkładają, a właściwie łączą, promocję naszego bardzo pięknego i ciekawego kraju ze swoim życiem prywatnym. Ale może po kolei.

Mazowsze – w liczbach:

  • W skład Zespołu wchodzi około 160 artystów (tancerzy, chórzystów, muzyków), około 90 osób stanowią pracownicy techniczni i administracja (bez nich też nie byłoby sukcesu)
  • Główna widownia w tzw. „Mateczniku” w Otrębusach jest w stanie pomieścić 540 osób i można podzielić ją na dwie całkiem niezależne sale. Scena ma powierzchnię 350 metrów kwadratowych, więc artyści mają przestrzeń, gdzie mogą tańczyć i śpiewać. Co więcej, jest to jedna z najnowocześniejszych tego typu powierzchni w Polsce, dodatkowo o niesamowitej akustyce
  • Każdego roku Mazowsze wystawia ok. 180 koncertów w Polsce, do tego dochodzą liczne tournee zagraniczne
  • Najmłodszy artysta ma 19 lat, najstarszy 56 lat, czego w ogóle nie widać na scenie
  • Podczas koncertu każdy z występujących przebiera się średnio 7-8 razy i ma na zmianę kostiumu około 2-3 minut
  • Najcięższy z nich – kostium łowicki – waży ok. 16 kg (to mniej więcej tyle, ile 15 kompletów – bluza sportowa + jeansy)
  • W garderobach kryją się stroje z 43 regionów etnograficznych Polski (tak naprawdę, sami nie wiedzieliśmy, że tyle może ich być)
  • Największa widownia, przed którą Mazowsze występowało na żywo, liczyła ok. 400 tys. osób. Było to podczas festiwalu Woodstock w 2003 roku (tak, nawet tam śpiewali i tańczyli)
  • W okresie 70 lat istnienia Zespołu w jego szeregach zawiązało się ok. 100 par (dzieci niektórych poszły już w ślady swoich rodziców).

Rozmowy z pracownikami Mazowsza

Liczby liczbami, ale najbardziej fascynują nas wszystkich emocje. A te są przecież nierozerwalnie związane z ludźmi. Jesteśmy niezmiernie szczęśliwi, że mimo trudnych i czasochłonnych przygotowań do wieczornego występu kilkoro członków zespołu znalazło chwilę na rozmowę z nami. Czego się od nich dowiedzieliśmy?

Piotr – tancerz

Jako pierwszy rozmawiał z nami jeden z tancerzy, którego porównując do zespołów muzyki popularnej, można by nazwać frontmanem. Gdy z nami rozmawiał o tańcu, w jego oczach widać było niepowtarzalny żar, wskazujący na miłość do rzeczy, jakie wykonuje. A skoro o miłości już mowa, to właśnie w Mazowszu znalazł on swoją drugą połówkę. Jak to się stało? Co roku do Zespołu organizowany jest nabór młodych talentów (bo tylko tacy mają możliwość zatańczyć i zaśpiewać na deskach „Matecznika”). Starsi członkowie, do których zaliczał się nasz rozmówca, przyglądają się młodemu narybkowi. W pewnej chwili powiedział do swoich kolegów: „Ta piękna ciemnowłosa dziewczyna będzie moją żoną”. I tak się stało, już po dwóch latach byli małżeństwem.

Piotr od dziecka pragnął być tancerzem występującym na wielkich scenach. Nieduże miasto, z którego pochodzi, nie wydaje się dobrym punktem na odskocznię do prawdziwej kariery. A jednak mu się udało. Jak do tego doszło? Na to pytanie tancerz odpowiedział nam, że nie ma rzeczy niemożliwych, a marzenia się spełniają. Wystarczy tylko lub aż samozaparcie, wiara w siebie i ciężka praca, która jest przedłużeniem życiowych pasji.

Monika – tancerka

Od Moniki – drobnej, a jednak silnej baletmistrzyni – usłyszeliśmy o tym, ile energii i czasu trzeba włożyć w to, by stanąć na scenie przed dużą publicznością. Praca w Mazowszu to zajęcie na pełen etat, nie ma tam miejsca na chałturę czy obijanie się. Ośmiogodzinny tryb pracy to minimum, wielokrotnie artyści dają z siebie dużo więcej. Zupełnie jak zawodowi sportowcy, aby móc utrzymać wymaganą formę, muszą codziennie trenować, co więcej nie tylko w swojej „dyscyplinie”. Bo w Zespole panuje zasada, że wszyscy pomimo swojej odrębności są jednością. A więc tancerze muszą umieć też śpiewać, a chórzyści tańczyć i to perfekcyjnie. Swoją drogą podziwiamy ich. Gdybyśmy podczas takich trudnych i dynamicznych tańców mieli jeszcze zaśpiewać, to usłyszelibyście z naszych gardeł co najwyżej duży świst przerywanego, łapczywie łapanego oddechu.

Kobietę spytaliśmy też o to, jak ona to robi, że wyrabia się w 2-3 minuty ze zmianą stroju. Stroju, na który składa się wiele elementów i który waży tyle, że po chwili dźwigania wieszaka w ręku „usycha” ramię. Odpowiedź była prosta. Doświadczenie, perfekcja oraz pomoc pozostałych członków Zespołu. Bo choć czuć w tej grupie ponad stu osób ducha rywalizacji, to jest to „zdrowe” współzawodnictwo. Każdy z artystów wie, że jego sukces zależy od sukcesu pozostałych. Taka rywalizacja jak najbardziej nam odpowiada.

Mieczysław – tancerz

O tym, jak to bywało kiedyś w tak dawnych czasach, że najstarszych z nas nie było jeszcze na świecie, opowiedział nam Pan Mieczysław. On swoją karierę w Mazowszu zaczynał w latach 70-tych ubiegłego wieku, a więc prawie 50 lat temu. Jeśli wyobrażacie sobie styranego wiekiem dziadka, to zawiedziemy Was. Mężczyzna ten prezentuje się wspaniale. Wyprostowany, poruszający się sprawnie i z gracją jest skarbnicą wiedzy o Zespole. Jak większość z Was wie, czasy epoki tow. Gierka nie były dla ogółu ani łatwe, ani przyjemne. Wtedy nasz blog nie miałby raczej racji bytu, choćby z tego powodu, że paszporty leżały szczelnie zamknięte w urzędowych sejfach, a o wyjazd za Żelazną Kurtynę trzeba było się bardzo długo starać. O tanich lotach w Polsce nikt nawet nie marzył. Na sklepowych półkach królował jeden towar – „Pustka”. Nie było tak dobrego nagłośnienia jak dzisiaj, światła były blade, a krzesła na widowni jakby mniej wygodne.

Mimo tych wszystkich utrudnień dzięki ciężkiej pracy, pasji, ambicji i wzajemnej pomocy Zespół stał się wszędzie rozpoznawalnym „naturalnym towarem eksportowym”, promującym na wszystkich kontynentach nasz piękny kraj. Głęboki i szczery ukłon w kierunku całego szerokiego składu.

Wioletta – Kierownik Baletu

A jak z rozwojem kariery spytacie. W końcu co może robić tancerz czy tancerka, gdy zmęczone nogi domagają się chwili wytchnienia, a człowiek chciałby się na chwilę zatrzymać. Odpowiedzią na to pytanie niech będzie osoba Wioletty, która po dwudziestu paru latach ciągłych i nieprzerwanych występów na scenie (mimo posiadania męża – nota bene chórzysty z Mazowsza – i dwójki małych dzieci), została Kierownikiem Baletu. Dzisiaj to ona szkoli i trenuje młody narybek, ale i „starych” scenicznych wyjadaczy. W rozmowie powiedziała nam, że członkowie Zespołu nie poprzestają na doskonaleniu swoich umiejętności baletowych czy wokalnych. Mimo ogromu pracy wkładanej w karierę zawodową znajdują czas na pogłębianie swojej wiedzy w innych, często wcale niezwiązanych z pracą dziedzinach. Kończą różne kursy, a nawet kolejne kierunki studiów. Jak dla nas, należy im się ogromny „Szacun” – pisany wielką literą.

Mazowsze i występ – nasze wrażenia

Znacie już relacje z ust pracowników Mazowsza, a jaka jest nasza opinia? Gdy byliśmy nastolatkami, a nawet studentami wielu naszych znajomych uważało, że pójście lub nawet wysłuchanie występu Zespołu jest totalnym obciachem (przecież tego słuchają tylko „babcie”). Nic bardziej mylnego. Kunszt artystyczny i perfekcjonizm wszystkich pracowników, poczynając od artystów poprzez sztab pomocniczy (garderobiane, techników itd.), a na administracji kończąc, powoduje, że każdy koncert dopracowany jest w najdrobniejszych szczegółach i oddaje ducha poszczególnych regionów etnicznych Polski. Zmieniające się jak w kalejdoskopie kolejne przedstawienia powodują, że podczas około 2 godzin spędzonych na widowni widz nie może się nudzić, a wręcz dopiero nabiera ochoty na więcej. Feeria barw okraszona przepięknym śpiewem i muzyką przyciąga uwagę i zachęca do odkrywania naszego kraju. Jak dla nas każdy młody czy starszy przynajmniej raz powinien zobaczyć przedstawienie Mazowsza. Choć gwarantujemy Wam, że na jednym razie się nie skończy.  My jesteśmy zauroczeni i będziemy na pewno wracać na widownię „Matecznika” wielokrotnie. Do czego i Was gorąco zachęcamy, więc zerknijcie na ich repertuar. Jak stwierdził jeden z członków Zespołu, Mazowsze jest on jak Coca-Cola: butelka zmienia się w zależności od czasów, a esencja pozostaje ta sama.

A gdy będziecie już po występie niedaleko siedziby Mazowsza, zapraszamy Was w odwiedziny do stolicy i wyjątkowy spacer szlakiem legend warszawskich:

10 uwag do wpisu “Mazowsze – w regionalnych barwach

  1. Oj jakże dużo mam jeszcze Polski do nadrobienia! Jakoś zawsze daleko, za granicę o w ogole…. Zapominamy o tym co blisko na co dzień.

  2. Troche nie moje klimaty, ale przepiękne zdjęcia. To pierwsze, gdy wszyscy są w powietrzu to już w ogóle extra. Mimo wszystko i tak szacunek dla zespołu, bo to nie jest łatwa praca.

    1. Uwierz nam, lubimy poznawać folklor, ale fanami takich występów też nie byliśmy. Piszę nie byliśmy, bo zmieniło się to gdy pojechaliśmy do Otrębusów. Uwierz koncert robił wrażenie. A co do publiczności, to skoro Woodstock ich przyjął owacyjnie, to ciężko powiedzieć, że są skostniałym Zespołem 🙂

  3. A ja kiedyś bardzo chciałam tańczyć w zespole ludowym :):):) Ale niestety, nie mam niestety wyczucia rytmu:) Uwielbiałam chodzić na Festiwal Folkloru Ziem Górskich, gdzie prezentowały się ludowe zespoły z całego świata. Kocham taki folklor i nigdy nie uważałam tego za obciach 🙂

Dodaj komentarz