Góry Świętokrzyskie – szlak z Chęcin do Kielc

Na naszą kolejną wycieczkę po Górach Świętokrzyskich wybraliśmy nieodległy od Kielc szlak, który wydawał się iście diabelski. Na początku mieliśmy odwiedzić czeluście piekła, minąć raj, a na koniec przewidywaliśmy rezerwat biesów.

Wyruszamy z Chęcin

Początek piekielnej drogi zaczęliśmy od dojechania na miejsce startu, czyli do Chęcin. Ruszyliśmy wzdłuż oznaczeń szlaku niebieskiego, umieszczonych początkowo na płotach i ścianach domów, a potem na słupach i drzewach.

Pierwszy postój zrobiliśmy dość szybko, bo już po przejściu około kilometra. Wśród traw na skrzyżowaniu dróg stał wysoki na kilka metrów drewniany krzyż. Tu kończył się również asfalt i zaczynała się polna droga. Przed sobą widzieliśmy już tylko malowane naturą pejzaże Gór Świętokrzyskich, natomiast gdy się odwróciliśmy, ujrzeliśmy piękną panoramę na Chęciny i wznoszący się na wzgórzu XIII-wieczny zamek.

Chwila na podziwiane widoków i pora ruszać w dalszą drogę – w końcu przed nami jeszcze około 30 kilometrów. Pamiętajcie, że idąc polnymi czy leśnymi traktami, należy patrzeć pod nogi, bo nie tylko Wy jesteście turystami przemierzającymi dany szlak. My spotkaliśmy powoli spacerującą brudnicę nieparkę. A cóż to takiego? Piękna włochata gąsienica, jedno ze stadiów rozwojowych motyla nocnego. Szczerze powiedziawszy, my wolimy go oglądać właśnie w takiej postaci, jest bardziej ciekawy niż jego w pełni rozwinięta lotna forma.

Gdy tak się rozglądaliśmy, zobaczyliśmy ostrzeżenie przed wchodzeniem na pobliskie zieleniące się łąki. Co takiego strasznego może się kryć na ładnej łące? Barszcz Sosnowskiego, czyli roślina sprowadzona do Polski w latach 50-tych XX wieku. Jej sok ma bardzo silne właściwości uczulające i powoduje mocne podrażnienia skóry. No to po co sprowadzano to cholerstwo? Otóż w połowie zeszłego wieku sądzono, że ta bylina będzie świetną paszą dla zwierząt hodowlanych. Błędy się zdarzają, nie tylko Polacy skusili się i teraz żałują, bo bardzo trudno wyplenić tę roślinę.

Jaskinia Piekło

Po pewnym czasie dotarliśmy do kolejnych znaków, dzięki którym wiedzieliśmy, że podążamy w dobrym kierunku. Jeden z nich informował wprost, jak dojść do Jaskini Piekło. Jeszcze chwila spaceru przez las, w którym natrafiliśmy nawet na drzewo butelkowe. Z tym prawdziwym niewiele miało wspólnego, było bardzo swojskie, na pierwszy rzut oka można było stwierdzić, że to odmiana „harnasiowa”. A swoją drogą nie rozumiemy ludzi, którzy śmiecą w lasach. Co za problem zabrać odpadki ze sobą i wyrzucić je do kosza?

Za jednym z zakrętów naszym oczom ukazał się pierwszy z broniących piekła czartów, a kilka kroków dalej doszliśmy do diabelskiego tronu. Usiedliśmy na nim i zjedliśmy przygotowane w domu kanapki, by potem pokrzepieni zejść do czeluści piekielnych. Było trochę stromo i co ważniejsze ślisko, ale już po chwili staliśmy przed wejściem do królestwa bestii. Myślicie, że to nowy wymysł z tą nazwą? Otóż nie, już w XVIII wieku okoliczni mieszkańcy wierzyli, że ta niewielka jaskinia jest wrotami do piekieł i właśnie z niej czarty wylatują, by czynić zło. Ile w tym prawdy nie wiemy, za to możemy stwierdzić, że z piekła niedaleko do raju (jaskini uważanej za jedną z najpiękniejszych w Polsce).

Szewce

Napatrzywszy się i zrobiwszy dokumentację fotograficzną, ruszyliśmy dalej, wędrówka leśnymi ścieżkami w otoczeniu zieleni regenerowała nasze siły. W końcu doszliśmy do obwodnicy kieleckiej. Oczywiście była ona ogrodzona, więc musieliśmy przez dość krótki odcinek poruszać się wzdłuż niej, aż dotarliśmy do przejścia pod nią. Dalsza droga wiodła znowu przez las. Jakiś czas dalej szlak skręcał w lewo, my jednak postanowiliśmy odbić na chwilę w prawo, gdzie w odległości około kilometra znajdował się Kamieniołom Szewce.

Pierwsze pozyskiwanie kamienia w tym miejscu miało już miejsce w XIV wieku. Wydobywano tam również miedź i ołów. Dzisiaj kamieniołom, zamknięty w XX wieku, schowany pośród lasów okrywających Górę Okrąglicę, zachwyca bardzo ciekawą budową skał. Wysokie wyrobiska częściowo już porośnięte roślinnością ukazują wyraźnie poszczególne warstwy gruntu. Podziwiając to miejsce, odpoczęliśmy i ruszyliśmy z powrotem na szlak. W końcu ukazał nam się pomnik i krzyż upamiętniające bitwę, która odbyła się w okolicy w czasie II wojny światowej.

We wsi Szewce podczas II wojny światowej często ukrywali się partyzanci, tak też było 17 września 1944 roku. W nocy poprzedzającej ten dzień oddział dowodzony przez Antoniego Hedę ps. „Szary” zmierzając w kierunku Warszawy, aby pomóc powstańcom, rozbił jednostkę niemieckich żołnierzy pilnujących linii kolejowej z Kielc do Częstochowy. Po walce partyzanci chcieli odpocząć we wsi u znajomych gospodarzy. Ich odpoczynek trwał niestety tylko 4 godziny, gdyż rozjuszeni Niemcy przeprowadzili szturm znacznymi siłami. Używali ciężkiej artylerii, lotnictwa oraz pociągu pancernego. Bohaterska obrona trwająca cały dzień doprowadziła do licznych strat po stronie agresorów, natomiast partyzanci stracili tylko 3 ludzi nim wycofali się na bezpieczne pozycje i ukryli w okolicznych lasach.

Góra Patrol

Po chwili zadumy ruszyliśmy w dalszą drogę. Naszym kolejnym celem było zdobycie Góry Patrol, która jest najwyższym wzniesieniem Pasma Zgórskiego. W kilku miejscach podejście było dość strome, jednak odcinki te były krótkie i niezbyt męczące. W końcu dotarliśmy na szczyt, niestety widoków stamtąd nie ma, cała góra jest bowiem zalesiona. Po dalszych kilku minutach marszu zaczęło się zejście w kierunku Słowika (peryferyjnej dzielnicy Kielc). Na tym odcinku trzeba szczególnie uważać, gdyż nachylenie terenu jest spore. Całe szczęście, że było sucho, więc po niezbyt długim ostrożnym zejściu zauważyliśmy drogę asfaltową, u stóp której płynęła, tego dnia sennie, rzeka Bobrza, będąca jednym z dopływów Czarnej Nidy.

Po paruset metrach doszliśmy do głównej drogi wylotowej z Kielc w kierunku Krakowa. Tam, idąc chodnikiem, odkryliśmy kolejne miejsce pamięci. Tym razem stojący przy ulicy krzyż wspominał rozstrzelanych 24 października 1943 roku więźniów kieleckiego gestapo.

Biesak – Białogon

Moglibyśmy tam zakończyć wędrówkę, ale chcieliśmy jeszcze odwiedzić Rezerwat Biesak-Białogon, skręciliśmy więc na zielony szlak spacerowy. Wiedzie on asfaltowym poboczem, my jednak weszliśmy na równoległą do niego ścieżkę leśną. Choć czasami musieliśmy przedzierać się przez niezbyt gęste krzaki, uważamy, że było warto. Spytacie pewnie, czemu w takim razie nie przeprowadzono tędy szlaku? Myślimy, że chodziło o względy bezpieczeństwa. Gdy my musieliśmy przekroczyć w pewnym momencie tory kolejowe, szlak prowadził pod wiaduktem. Od tego miejsca jeszcze tylko kilka minut spaceru dzieliło nas od wkroczenia na skręcający w las dukt w kierunku rezerwatu. Prowadził on później już cały czas między drzewami po ciekawie ukształtowanym terenie. W końcu po kilkudziesięciu minutach i minięciu kilku tablic informacyjnych Nadleśnictwa Kielce (dużo można się z nich dowiedzieć) dotarliśmy do celu naszej wędrówki.

Rezerwat Biesak-Białogon jest najmniejszym kieleckim rezerwatem przyrody nieożywionej. Został założony w 1981 roku na terenie dawnego kamieniołomu. Jest to szczególnie ciekawe miejsce dla geologów i miłośników skał, mogą tam bowiem znaleźć interesujące okazy piaskowców i mułowców pochodzących z okresu dolnego kambru, a więc sprzed około 500 milionów lat. Nam spodobała się inna jego atrakcja – niewielkie jeziorko położone w dawnym wyrobisku i urzekające pięknem i spokojem.

Od tego miejsca pozostało nam jeszcze tylko do przejścia około 2 kilometrów dzielących rezerwat od przystanku autobusowego, z którego odjeżdżał autobus. Te parę godzin marszu wśród pięknych okoliczności przyrody pozwoliło nam całkowicie naładować baterie przed kolejnymi podróżami.

8 uwag do wpisu “Góry Świętokrzyskie – szlak z Chęcin do Kielc

Dodaj komentarz