Sopot i Sztutowo – słynne molo i obóz zagłady

sztutowo - sopot moloNajdłuższe molo w Polsce

Podczas naszych wyjazdów lubimy odwiedzać zakątki o zupełnie odmiennym charakterze. Tak było i tym razem, gdy rano spokojnie spacerowaliśmy po popularnym nadmorskim mieście, by kilka godzin później znaleźć się w miejscu, gdzie każdy skrawek ziemi aż krzyczy od bólu, cierpienia i bezmyślnej głupoty popychającej ludzi do zbrodni. Przedstawiamy Wam Sopot i Sztutowo, które zobaczyliśmy w jeden dzień.

Sopot

Sopot położony jest dość malowniczo – z jednej strony widzimy pasmo wzgórz morenowych, a z drugiej Zatokę Gdańską. Na zwiedzenie tego jednego z najpopularniejszych i najładniejszych miejsc uzdrowiskowych mieliśmy zaledwie godzinę.

Krzywy Domek

Spacer po Sopocie zaczęliśmy od słynnego i nieco dziwacznego „cudu” architektonicznego. Krzywy Domek powstał w 2004 roku i miał nawiązywać do hiszpańskich dzieł samego Antonio Gaudiego. Przy jego budowie wzorowano się ponoć na pracach Jana Marcina Szancera, znanego niegdyś polskiego grafika. Specjalizował się on w ilustracjach do bajek i baśni oraz współpracował z bardzo znanymi kiedyś tytułami prasowymi dla dzieci, jakimi były „Płomyk” i „Świerszczyk”.

Krzywy Domek zajął pierwsze miejsce w rankingu 50 najdziwniejszych budowli świata opublikowanego przez portal Village of Joy. Wewnątrz skrywa centrum handlowe, lokale usługowe i gastronomiczne oraz siedzibę oddziału regionalnego RMF FM i RMF Maxxx. W budynku znajdziecie również tzw. „Ścianę Sławy”, czyli ścianę zapełnioną podpisani znanych osób biorących udział w wydarzeniach kulturalnych. Jest to sopocka odpowiedź na amerykańską Promenadę Gwiazd.

Szczerze mówiąc, domek nie przypadł nam szczególnie do gustu. Ciekawie wyglądający na fotografiach budynek w rzeczywistości nie robi już takiego dużego wrażenia. Udaliśmy się zatem dalej.

Dom Zdrojowy

Znaleźliśmy się na Placu Przyjaciół Sopotu. Stąd było już widać jeden z najbardziej rozpoznawalnych obiektów w mieście – Dom Zdrojowy, usytuowany naprzeciwko słynnego molo. W swojej bryle jest to budynek nowoczesny, choć niewątpliwie nawiązuje do swojego przedwojennego poprzednika, który został splądrowany i spalony przez Armię Czerwoną jako symbol kapitalistycznej rozpusty. Dzisiejszy budynek o powierzchni liczącej 10 105 m² został oddany do użytku stosunkowo niedawno, bo w 2009 roku.

Dom Zdrojowy wraz z przylegającym do niego hotelem Sheraton tworzy kompleks, w którym znajdziemy Państwową Galerię Sztuki, centrum konferencyjne, SPA, restauracje i bary, pasaż handlowy czy podziemny parking. W tym samym budynku możecie również odwiedzić informację turystyczną połączoną z pijalnią wód solankowych na 3 piętrze i podziwiać okolicę z punktu widokowego.

Molo w Sopocie

Jedną z głównych atrakcji Sopotu jest najdłuższe w Polsce molo. Spacery po nim to czysta przyjemność, tym bardziej że wspaniale wpływają na zdrowie. Stężenie jodu w najdalej wysuniętych w morze miejscach jest nawet dwukrotnie większe niż na lądzie.

Pierwszy pomost został zbudowany w 1827 roku, a obecny kształt mola został nadany w 1928 roku. Niewiele osób wie, że molo ma swoją własną nazwę. W 2005 roku Rada Miasta ochrzciła je imieniem Jana Pawła II, by upamiętnić dwie wizyty Papieża – z 1987 roku (na tym obiekcie) oraz 1999 roku (na sopockim hipodromie).

Molo składa się z części lądowej i drewnianej. Pierwsza z nich to plac z zabytkową fontanną, latarnią morską z punktem widokowym, muszlą koncertową i zielenią. To właśnie tam organizowane są imprezy do 6 tys. osób, a zimą natraficie na sztuczne lodowisko. Część drewniana zaś jest idealnym miejscem do spacerów, bo liczy 511,5 m z czego 458 m wchodzi w głąb Zatoki Gdańskiej.

Molo w Sopocie – cennik

Niestety, za tą przyjemność w cieplejszym sezonie należy zapłacić. Polecamy jednak wybrać się na molo w chłodniejszym okresie. Jest magicznie, bez tłoku, a powietrze tym bardziej zachęca do oddychania pełną piersią.

Bilety obowiązują od 27 kwietnia do 29 września, pozostały okres – wstęp bezpłatny
Bilet normalny: 8 zł
Godziny biletowania: 27 IV – 18 VI 08:00 – 21:00 (piątki i soboty do 23:00), 19 VI – 31 VIII 08:00 – 23:00, 1 – 29 IX 08:00 – 20:00

Latarnia Morska

Tuż obok mola wznosi się zabytkowa wysoka wieża. Potocznie do dzisiaj nazywana jest Latarnią Morską, choć w swojej ponad stuletniej karierze pełniła tę funkcję jedynie przez ok. 20 lat. Początkowo od 1903 roku był to zwyczajny komin zakładu balneologicznego czy też łaźni. Dopiero w 1977 roku pomyślano o modernizacji obudowania i stworzeniu atrakcji w formie latarni morskiej. Jej światło sięgało na ponad 17 mil morskich (tj. 31,4 km), dziś jej zasięg zmniejszył się do 7 mil morskich.

Niestety, już w 1999 roku okazało się, że promień światła przez nią wysyłany jest niewystarczający i odebrano jej ten przywilej. Od tego czasu służy mieszkańcom i turystom głównie jako punkt widokowy, by z ok. 40 m móc spojrzeć na okolicę.

Bilet normalny: 6 zł
Godziny otwarcia: I-II oraz X-XII 10:00 – 16:00, III-IV 10:00 – 18:00, V 10:00 – 20:00, VI-IX 9:00 – 21:00

Idąc dalej „Monciakiem”, dotarliśmy do naszego samochodu i ruszyliśmy w kierunku głównego celu, jaki obraliśmy na ten dzień. Było nim niewielkie Sztutowo oddalone o 65 km od Sopotu.

Sztutowo

Jadąc z Gdańska w kierunku Krynicy Morskiej, mija się położoną wśród pięknych żuławskich lasów wieś Sztutowo. Jest ona siedzibą gminy o tej samej nazwie. To właśnie w jej obrębie schowany wśród drzew znajduje się najdłużej działający obóz koncentracyjny II wojny światowej, a dziś Muzeum Stutthof.

Muzeum Stutthof w Sztutowie

Konzentrationslager Stutthof powstał niezwłocznie po zajęciu przez wojska niemieckie Wolnego Miasta Gdańska. Działał od 2 września 1939 roku aż do 9 maja 1945 roku, kiedy to do prawie opustoszałego obozu wkroczyła Armia Czerwona.

Pierwszym transportem przewieziono ok. 150 Polaków z Wolnego Miasta Gdańska, aresztowanych przez Niemców 1 września 1939 roku. Początkowo miejsce to było określane jako obóz dla jeńców cywilnych oraz obóz specjalny. Następnie 1 października 1941 roku został przekształcony w obóz pracy wychowawczej, by 7 stycznia 1942 roku zostać przemianowany na obóz koncentracyjny.

W całym okresie działania obozu za „Bramą Śmierci” przetrzymywano ok. 110 000 osób pochodzących z 28 państw, z czego najliczniejszą grupę stanowili Żydzi. Najwięcej kobiet, mężczyzn i dzieci pochodziło z Polski, Litwy, Łotwy, Rosji, Węgier, Francji i Niemiec. W sumie zmarło 28 000 Żydów, co stanowiło ok. 43% z 65 000 wszystkich ofiar obozu KL Stutthof, głównie na skutek morderczej pracy, chorób, głodu i maltretowania fizycznego. Obóz obejmował powierzchnię aż 120 ha.

Tragiczna sytuacja więźniów

Najgorsza była zima, gdy na dworze temperatura dochodziła do -20°C, wewnątrz nieogrzewanych i nieumeblowanych baraków było jedynie kilka stopni więcej. Więźniowie śpiąc na podłodze wyłożonej sianem, musieli w nocy tulić się jeden do drugiego, aby jakoś przetrzymać do rana. Wielu ta sztuka się nie udawała i o świcie sprzątacze wynosili zamarznięte zwłoki.

Innym środkiem uśmiercania osadzonych była niepozornie wyglądająca komora gazowa. Znaleźliśmy ją za ostatnim budynkiem, tuż przy torach kolejki wąskotorowej, którą zwożono ludzi niczym bydło na rzeź. Więźniowie ginęli także od strzału w głowę lub na szubienicy. Ta ostatnia była używana, gdy egzekucje chciano ukryć przed pozostałymi więźniami. Nie udało się ustalić dokładnej liczby wyroków śmierci na szubienicy.

Marsz Śmierci

Wielu więźniów zginęło podczas tzw. marszu śmierci. Władze obozu były świadome, że front wschodni zbliża się do Stutthofu, podjęły więc decyzję o ewakuacji obozu. 25 stycznia 1945 roku zgromadzono więźniów na apelu o godzinie 4 rano, po czym ponad 11 000 osób wyruszyło w morderczą trasę w kierunku niemieckich obozów służby pracy (RAD) w pobliżu Lęborka. Każdy z nich dostał przydział ok. 500 g chleba i 120 g margaryny lub topionego sera. Porcja ta miała wystarczyć na całą trasę, ale większość wygłodniałych więźniów pochłonęła ją od razu, dalej maszerując bez żywności.

Przez 11 dni więźniowie pokonali 120-170 km mimo śniegu i temperatury -20°C, walcząc z wycieńczeniem, głodem i okrutnym traktowaniem strażników. Ok. 7 000 osób dotarło do miejsca docelowego, ok. 2 000 więźniom udało się uciec dzięki pomocy miejscowej ludności, a pozostałe 2 000 to ofiary tragicznej ewakuacji.

Obóz dziś

Dziś w słoneczny dzień przechadzamy się po terenie o powierzchni 20 ha z zielonymi drzewami, widzimy pod nogami równe alejki i przystrzyżoną trawę, gdzieniegdzie poustawiane schludnie wyglądające baraki. Gdyby nie tablice informacyjne i umieszczone na nich zdjęcia, ciężko by było uwierzyć, że znaleźliśmy się na obszarze dawnego niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i zagłady.

Jednak gdy zaczniemy czytać i spojrzymy na nieme czarno-białe zdjęcia wywieszone w gablotach, to uśmiech znika z twarzy, serce zaczyna mocniej bić, a włosy na głowie jeżyć. Sztutowo pozostawia nas z okrzykiem, który wyrywa się z piersi: „Jak człowiek mógł zgotować drugiemu człowiekowi taki los?!”. Warto wybrać się w to miejsce i poznać czarne karty historii, by wyciągnąć wnioski na przyszłość. Jako przedsmak proponujemy wirtualne zwiedzanie na stronie muzeum.

Muzeum Stutthof w Sztutowie – zwiedzanie

Muzeum Stutthof, ul. Muzealna 6, Sztutowo
Wstęp do muzeum jest bezpłatne
Godziny otwarcia: codziennie 8:00 – 18:00 (01.05 – 30.09), 8:00 – 15:00 (01.10 – 30.04)

Pełni emocji, skołatanych myśli i refleksji opuściliśmy Sztutowo, by jak najszybciej dotrzeć do Elbląga– miasta dzielnego Piekarczyka.

7 Comments

  1. Nigdy tam nie byłam i chyba nie pojadę. Widziałam na świecie kilka takich miejsc, gdzie człowiek człowiekowi, na czele z Oświęcimiem i chyba straciłam wiarę w człowieczeństwo. Ale o waszych podróżach czytam z przyjemnością

    • Dziękujemy Ci za uważne czytanie naszych tekstów i cieszymy się że się Tobie podobają ? A co do obozów, to nie są to miejsca, które łatwo się odwiedza. Choć uważam mimo wszystko, że warto to robić i pisać o tym, aby nie zapomnieć. Bo zapomnienie jest pierwszym krokiem do powtarzania błędów.

  2. Mnie się jakoś udało omijać takie miejsca. Nawet w czasach szkolnych nie załapałem się na żadna wycieczkę do miejsc kaźni. Zgadzam się jednak, że trzeba pisać o tym, a skoro wpadnie nam w ręce jakiś tekst, czy dokumentacja zdjęciowa to trzeba czytać i oglądać.
    To się nie może powtórzyć

  3. Pingback: Elbląg - Stare Miasto i Wyspa Spichrzów - Przekraczając Granice

Powiedz nam, co sądzisz o tym artykule