Sarajewo – miasto krwawych róż

Ostatni dzień naszej bałkańskiej przygody postanowiliśmy spędzić w mieście, którego historia jest niezwykle bogata. To tam nastąpiło zdarzenie, które na tyle wstrząsnęło światem, że doprowadziło do wybuchu I wojny światowej. Kilkadziesiąt lat później określenie „róża” przestało odnosić się do kwiatów, a nabrało całkiem innego i bardzo drastycznego znaczenia.

Rano po śniadaniu zapakowaliśmy bagaże do naszego środka transportu i mogliśmy udać się na eksplorację Sarajewa. Jako że noc spędziliśmy w Hotelu Saraj nie musieliśmy daleko maszerować, aby dotrzeć do brzegów rzeki Miljacka, będącej głównym ciekiem wodnym miasta. Nim tam doszliśmy, uwieczniliśmy jeszcze na zdjęciach znajdujący się w oddali Cmentarz Alifakovac. Jest to jedna z najstarszych muzułmańskich nekropolii w mieście. I to właśnie na niej spoczywają szczątki wielu zasłużonych dla grodu obywateli.

Po kilku minutach znaleźliśmy się przy moście Seher Cehaja, który przez wielu uznawany jest za jeden z najbardziej okazałych mostów Sarajewa. Czy tak jest w rzeczywistości? W naszej grupie zdania były podzielone. Niewątpliwie jednak to, co znajduje się przy kolejnej przeprawie przez rzekę, jest bardziej interesujące. Przynajmniej na nas. Meczet Cesarski z wysokim, wybijającym się w niebo minaretem jest najstarszą muzułmańską świątynią w stolicy, a jedną z najstarszych w całej Bośni i Hercegowinie. Jego początki sięgają XV wieku. Początkowo była to siedziba wezyra, później rezydencja najwyższych krajowych dostojników duchownych. Nawet w czasach, gdy miasto wchodziło w skład komunistycznej Jugosławii, lubili tam odpoczywać przywódcy państw i wybitni przedstawiciele z zagranicy.

W znajdującej się nieopodal bibliotece znajduje się jeden z największych zbiorów manuskryptów islamskich. Niektóre z nich datowane są nawet na XII wiek. Nam niestety nie udało się do niego dostać, a ponoć warto odwiedzić to miejsce. W zasadzie udostępnia się je turystom w dowolnym czasie, poza godzinami modlitw. Naprzeciwko znajduje się Ratusz Miejski. Patrząc na niego musieliśmy przyznać, że robi naprawdę imponujące wrażenie.

Gdy już się naoglądaliśmy, ruszyliśmy w kierunku kolejnego, jakże ważnego dla Sarajewa mostu. Ten obecny pochodzi z XIX wieku i nosi nazwę Most Łaciński. To właśnie na nim została zapoczątkowana jedna z największych rzezi w dziejach Europy. A było to tak.

W ciepły czerwcowy dzień Arcyksiążę Franciszek Ferdynand Habsburg wraz ze swoją małżonką podróżowali przez Sarajewo odkrytym samochodem. Był to dla nich szczególny dzień, obchodzili bowiem rocznicę swojego ślubu. W pewnym momencie do auta podbiegł 20-letni wtedy Gavrilo Princip. Był synem listonosza, a zarazem członkiem ugrupowania Czarna Ręka, którego założycielami i zarządcami byli oficerowie pragnący dokonać przewrotu. Gdy Princip (bo tak przeszedł do historii) podbiegł dostatecznie blisko, wycelował w koronowaną głowę pistolet i oddał strzały. Jedna z kul dosięgła władcę w szyję, co spowodowało szybką śmierć. Zamachowiec nie oszczędził również żony arcyksięcia. Ta śmiertelna intryga spowodowała wybuch I wojny światowej, w której zginęło ponad 8.500.000 osób. Na skrzyżowaniu obok mostu można dzisiaj zapoznać się z bogatą informacją o tamtych wydarzeniach wywieszoną w oknach Muzeum Sarajewa.

Po pewnym czasie dumając nad historią, poszliśmy dalej i już wkrótce stanęliśmy pod ruinami przypominającymi trochę stanowisko archeologiczne. Już w XVI wieku chcąc rozpropagować walory miejskie, wybudowano w tym miejscu karawanseraj (czyli miejsce, gdzie mogli spotykać się kupcy i prowadzić swoje, czasami nie całkiem czyste interesy). Mieściło się tam również coś na wzór hotelu, gdzie odpoczywali strudzeni wędrowcy. Stare mury noszą swoją dawną nazwę Taslihan.

Spacerując po starym mieście, wyraźnie widać ślady walk z lat 90-tych XX wieku. Piękne kamienice do dzisiaj (zupełnie jak w Mostarze) naznaczone są śladami po latających pociskach.

Idąc dalej ulicą Zelenih beretki, spotkaliśmy siedzącego przed pubem jednego z największych wynalazców z dziedziny szeroko pojętej fizyki. Facet był trochę nieruchawy, ale co się dziwić w końcu zmarł 75 lat temu, a w Sarajewie wystawiona jest tylko jego figura naturalnych rozmiarów. Nicola Tesla w całym swoim życiu opracował ponad 120 wynalazków i zdobył na nie prawie 300 patentów. Konkurował z takimi sławami jak Edison czy Marconi.

No dobra, zostawmy już sławnego choć umarłego w biedzie wynalazcę i chodźmy dalej. Mijając jedną z uliczek, zobaczyliśmy w oddali Katedrę Serca Jezusowego, ale postanowiliśmy zostawić ją sobie na później i poszliśmy dalej. Po kilku krokach staliśmy już przed największą sarajewską cerkwią, która jednocześnie jest jedną z największych na całych Bałkanach. Cerkiew Narodzenia Matki Bożej została wybudowana w 1874 roku i pełni obecnie rolę prawosławnej katedry. Jak pewnie możecie się domyślać widzieliśmy ją tylko z zewnątrz, a szkoda, bo jej wnętrza kryją ponoć wiele skarbów, ot choćby podarowany przez carską rodzinę Romanowów (tak tych, którzy byli ostatnimi carami Rosji) pozłacany ikonostat. Nie przejęliśmy się jednak tym zbytnio i chwilę dalej odpoczywaliśmy wśród zieleni niewielkiego Placu Wyzwolenia. Znajduje się tam kilka pomników, jednak nas bardziej zainteresowali szachiści, którzy w zamyśleniu przestawiali duże figury szachowe po planszy narysowanej bezpośrednio na płytach chodnikowych. Chwilę się im poprzyglądaliśmy i pokibicowaliśmy, a z powodu braku nadmiaru czasu ruszyliśmy dalej.

Naszym oczom ukazał się spory pomarańczowy budynek, którego tympanon oparty był na czterech kolumnach. Przez chwilę zastanawialiśmy się, co to może być. Może jakieś muzeum, a może budynek rządowy czy szkoła? Gdy do niego weszliśmy, okazało się, że jest to… Miejski Bazar. Wewnątrz kłębiły się tłumy kupujących i wystawców oferujących swoje towary. Jeśli myślicie, że były to jakieś ciuchy czy obuwie, to grubo się mylicie. Wśród półek i lad królowały wędliny, miody i inne wyroby spożywcze. A skoro już przy takich jesteśmy, to szczerze polecamy wam miód Livada (łąkowy), który kupiliśmy i do dzisiaj ze smakiem konsumujemy. Nie był sprzedawany w pięknym opakowaniu, ot zwykły słoik, jakich pełno w spiżarniach naszych babć czy mam, z papierową nalepką „Med Livada”. Na pewno nie przemysłowa robota, a wyrób porządnego rzemieślnika.

Po wyjściu, po drugiej stronie ulicy Mula Mustafe Baseskije wypatrzyliśmy kolejne targowisko. Tak zwany Markale. Dziś to spokojny przyczółek handlowy, ale w 1994-95 roku podczas oblężenia Sarajewa był miejscem strasznych masakr. Armia Republiki Serbskiej chcąc podłamać ducha obrońców miasta, dokonała ostrzału placu targowego w wyniku czego zginęło 86 osób, a 190 zostało rannych.

Przy placu zawróciliśmy i ruszyliśmy w kierunku wspomnianej już wcześniej przez nas Katedry Serca Jezusowego. Wybudowano ją w 1889 roku i była pierwszym rzymskokatolickim kościołem tej rangi w Sarajewie. Od kwietnia 2014 roku przed wejściem stoi pomnik Jana Pawła II. I z tym akcentem moglibyśmy opuścić to miejsce, jednak gdy spojrzeliśmy pod nogi zobaczyliśmy wiele „róż sarajewskich”. Czerwone plamki namalowane na chodnikach nie są jednak oznaką przepięknych kwiatów, a symbolem zastrzelonych przez snajperów mieszkańców miasta. Jedna „róża sarajewska” oznacza, że w tym miejscu zginęło co najmniej 5 osób.

Kolejnym budynkiem do jakiego dotarliśmy, była Stara Synagoga Żydowska. Jest to jedna z dwóch obecnie czynnych świątyń wyznania mojżeszowego w Sarajewie, a jednocześnie najstarsza. Aż do czasów II wojny światowej to tam pobożni żydzi sefardyjscy spotykali się na modlitwach. Dzisiaj choć dom modlitewny znowu pełni swoje podstawowe funkcje w większe święta, to jednak jego głównym przeznaczeniem jest bycie Muzeum Żydowskim.

Tuż przy świątyni natknęliśmy się na bezdomnego mężczyznę, który nie żebrał, a dzielił się z licznie zgromadzonymi dookoła gołębiami ostatnią bułką, którą posiadał. Już kiedyś zauważyliśmy, że biednym dużo łatwiej sięgać do swoich zapasów niż tym, którzy nastawieni są wyłącznie na gromadzenie. Może nie mają pieniędzy, ale mają wielkie serce, którego często brak tym drugim.

O tym, że Sarajewo to tygiel religijny wiedzieliśmy jeszcze przed przyjazdem. Nie zdziwiło nas zatem, że po wyjściu z synagogi trafiliśmy do meczetu. Gazi Husrev-bega jest jednym z największych i najważniejszych przykładów islamskiej architektury sakralnej na Bałkanach. Szczególną uwagę po wejściu na dziedziniec zwraca duża studnia, nad którą znajduje się imponująca drewniana kopuła. Tuż obok niej przysiadła sobie grupka kobiet muzułmańskich z dziećmi, które jak każde inne na świecie miały problem z usiedzeniem na miejscu.

Po chwili dla reportera spojrzeliśmy na zegarki i przyspieszyliśmy kroku, chcieliśmy jeszcze coś zjeść i powałęsać się w poszukiwaniu pamiątek. Obie te rzeczy zaplanowaliśmy do wykonywania na Bascarsija, jednym z najbardziej turystycznych miejsc Sarajewa, będących ogromnym targowiskiem i miejscem spotkań, zarówno dla przyjezdnych, jak i dla mieszkańców miasta.

Jak zaplanowaliśmy, tak też i zrobiliśmy. Obiad jedliśmy w ogrodzie znajdującym się na zapleczu jednej z knajpek, co po zgiełku ulic spowodowało, że te chwile ciszy tak nam się spodobały, że nie chciało nam się wychodzić i na zakupy zostało niewiele czasu. Powłóczyliśmy się trochę po małych, mieniących się wszystkimi kolorami tęczy sklepikach. Kupiliśmy kilka pamiątek dla siebie i bliskich, i udaliśmy się na miejsce spotkania. Była nim oczywiście najbardziej charakterystyczna budowla tamtego rejonu, czyli studnia miejska. Ma ona kształt dużego grzyba i przesiaduje pod nią zawsze wielu ludzi. Została ona wykonana w drewnie w 1753 roku i stała w zupełnie innym miejscu. Na plac Sebilji trafiła za sprawą architekt Wittek w 1891 roku.

Na koniec tekstu nie wypada nie wspomnieć o wydarzeniu, które miało miejsce w Sarajewie (choć nie z naszym udziałem). Otóż w 1984 roku toczyły się w nim jeszcze jedne walki. Na szczęście nikt w nich nie zginął, bo były to zmagania sportowe. Międzynarodowy Komitet Olimpijski powierzył bowiem ówczesnej Jugosławii, a konkretnie miastu Sarajewo organizację Zimowych Igrzysk Olimpijskich. Ich maskotką stał się bardzo sympatyczny wilk o imieniu Vućko.

Dzień ten dość intensywny i niosący wiele wrażeń, był też dniem, w którym niestety musieliśmy rozstać się z przepięknymi Bałkanami i wyruszyć w drogę powrotną do Polski. Wyjazd zaszczepił w nas fascynację tym regionem, wciąż nie do końca odkrytym. Polecamy Wam szczerze tzw. objazdówkę – odwiedzenie kilku krajów bałkańskich tak, aby poznać ich pełną różnorodność i niezwykły koloryt.

14 uwag do wpisu “Sarajewo – miasto krwawych róż

  1. Również planuję kolejny wpis właśnie o Sarajewie 🙂 Jako ciekawostkę dodam, że mam zdjęcie z Sarajewa z 2015 roku gdzie w szachy gra dokładnie ten sam zawodnik co na waszych zdjęciach (pan w kapeluszu 🙂 – niestety nie mogę dodać jej do komentarza; w którym roku tam byliście? ma nawet ten sam kapelusz 😉

  2. W najbliższej przyszłości nie planuję wizyty w Sarajewie, ale Wasz wpis naprawdę mnie zaciekawił. Wygląda na to, że Sarajewo to niesamowite miasto, które trzeba odwiedzić i poczuć jego klimat na własnej skórze! Kto wie, może kiedyś tam zawitam 🙂

  3. Poczułam się tak, jakbym przechadzała się z Wami po tym Sarajewie! Świetny wpis! 🙂 Z chęcią wybrałabym się do Sarajewa. W ogóle całe Bałkany są dla mnie nadal nieodkryte – trzeba to w końcu zmienić! 😉

  4. Bardzo dobrze wspominam Sarajewo – przepiękne miasto. Próbowałem znaleźć tę reklamę wilka z Sarajewa, ale nie udało mi się. Natomiast jest bardzo ładna piosenka Jaromira Nohavicy – Sarajewo.

  5. Sarajewo jest wspaniałe. Szkoda, że nie zrobiliście wypadu na jagnięcinę do knajpki na wzgórzu 🙂 Niesamowite miejsce z piękną panoramą miasta mega dobre jedzenie i co najwazniejsze nie rujnuje kieszeni. 🙂

Dodaj komentarz