Serbia – Nowy Sad i Karłowice

Serbia – miejsce piękne, trochę dzikie, niby bliskie, a owiane jakby mgłą tajemnicy. Kraina wiecznie stojąca na drodze europejskich i azjatyckich mocarstw, to tam ścierały się w walkach potężne armie, to tam ginęli tysiącami prości żołnierze, wysyłani na rzeź przez garstki dowódców. Pokażemy Wam piękno tego kraju i jego główne atuty.

Serbia

Historia kraju w skrócie

Serbia to kraj zdawałoby się stosunkowo młody (w obecnym rozumieniu granic), którego historia jest jednak bogata. Jej dzisiejsze tereny zamieszkiwali w odległych czasach dzielni Dakowie i Trakowie. Później dotarli tam Rzymianie, rozbudowujący swoje wielkie imperium. Następnie zawitali w te rejony Bułgarzy, Cesarstwo Bizantyjskie i Węgrzy. Ziemie te często pustoszyli też Tatarzy.

W późniejszych latach tereny dzisiejszej Serbii trafiły w ręce Austro-Węgier, aby w końcu w XIX wieku powstało niepodległe państwo serbskie. I pewnie trwałoby tak sobie dość długo, gdyby w połowie 1914 roku arcyksiążę Franciszek Ferdynand nie odwiedził Sarajewa. To w tym mieście doszło do tragicznego w skutkach zamachu, w wyniku którego rozpętała się I wojna światowa.

Tuż po niej nastały rządy Jugosławii, a po jej rozpadzie toczyła się na nich niesamowicie krwawa i brutalna wojna domowa, w której czasami sąsiad zabijał sąsiada. W czerwcu 2006 roku Serbia ogłosiła niepodległość, a w 2014 została kandydatem do wstąpienia w szeregi Unii Europejskiej.

Sremski Kralovci (Karłowice)

Pierwszym miastem, do którego się udaliśmy było Sremski Kralovci. Jest ono sławne między innymi z organizowanych co roku w czerwcu i we wrześniu Festiwalu Gugelhupf i Festiwalu Wina. To imprezy, na które ściągają najwięksi wytwórcy wypieków i winiarze. Natomiast każde dziecko w kraju potrafi recytować wiersze słynnego poety Branko Radicevica, który studiował w najstarszym serbskim gimnazjum, znajdującym się tym mieście.

Cerkiew św. Mikołaja

My naszą podróż zaczęliśmy od zwiedzenia wybudowanej w 1762 roku cerkwi pod wezwaniem mojego imiennika – św. Mikołaja. Jej głównym atutem jest niesamowicie piękny ikonostas barokowy. Misternie napisane (przypominamy, że ikon się nie maluje) ikony przyciągają wzrok już po wejściu do świątyni. Warto więc porozglądać się wokół. Gdy to robiliśmy, nasz wzrok powędrował również w dół, a tam ujrzeliśmy niesamowicie kunsztownie wykonaną posadzkę.

Fontanna 4 Lwów

Wychodząc z cerkwi św. Mikołaja, nie uczyniliśmy tego głównym wejściem, a skierowaliśmy się do bocznych drzwi. Po chwili wylądowaliśmy w małym, acz pięknie utrzymanym ogrodzie. Po jego obejściu stanęliśmy przed ciekawie wyglądającą Fontanną 4 Lwów, z którą wiąże się miejska legenda. Otóż ponoć jeśli ktoś napije się z niej wody, na pewno wróci w to miejsce. Ale uwaga, to nie wszystko, nie przyjedzie tam sam, a ze swoją nową drugą połówką (single, jeśli chcecie zmienić stan, to łapcie kubki i jedźcie do Sremski Kralovci).

Karlovacka Gimnazija

Ci którzy chcieli, to pili, a my ruszyliśmy dalej w kierunku najstarszego w całej Serbii gimnazjum, które zostało założone i nieprzerwanie działa od 1791 roku. Już od początku XIX wieku miejsce to stało się centrum serbskiej edukacji, kultury i duchowości. Wielu znanych Serbów ukończyło tę szkołę.

Ważna częścią gimnazjum jest jego biblioteka, która przez dziesiątki lat gromadzi literaturę krajową i zagraniczną. Obecnie w jej posiadaniu znajduje się ponad 18 000 książek. W tym wiele unikatowych dzieł serbskich pochodzących z XVIII i XIX wieku.

Jeśli chcielibyście dowiedzieć się więcej o tym miejscu to zajrzyjcie na jego stronę internetową Karlovacka Gimnazija.

Kościół Pokoju

Jak już wspomnieliśmy we wstępie, Serbia to kraj gdzie dochodziło do licznych wojen. Ale każda wojna ma swój finał i taki miał miejsce w Kościele Pokoju. Aby coś o nim powiedzieć, musimy cofnąć się w czasie do roku 1699. To wtedy nastąpiło podpisanie traktatu karlowidzkiego, kończącego wojnę między Ligą Świętą a Imperium Osmańskim. W związku z tym wydarzeniem postawiono drewniany barak o wejściach na każdej z czterech ścian (wszyscy z sygnatariuszy mieli własne). Po tym historycznym momencie budynek przekazano kościołowi katolickiemu, który w pierwszych latach XIX wieku przekształcił go w murowany kościół, stojący po dziś dzień. Nosi on wezwanie Matki Boskiej Pokoju. Niestety nie udało się nam zobaczyć jego wnętrz. Ponoć w tym celu trzeba dzwonić do pewnej kobiety, która otwiera jego podwoje (oczywiście za drobną opłatą).

Na koniec zwiedzania Sremski Kralovci trzeba wspomnieć jeszcze o znajdującym się tam Pałacu Patriarchy z okazałym skarbcem, Muzeum Pszczelarstwa oraz najstarszej działającej do dziś aptece w Wojwodinie (region w Serbii).

Fruśka Gora

Serbia to też góry i świątynie. Odwiedzony przez nas tego dnia region, należy do malowniczego masywu górskiego Fruśka Gora. W minionych wiekach obfitował on w liczne klasztory. W czasach świetności było ich 35, niestety do dnia dzisiejszego dotrwało jedynie 16 (działania wojenne nie sprzyjają zachowywaniu historycznej architektury).

Klasztor Krusedola

Grzechem byłoby więc nie odwiedzić najbardziej znanego z nich. Po pewnym czasie jazdy zatrzymaliśmy się przed wysokim murem odgradzającym Klasztor Krusedola od świata zewnętrznego. Budynek monastyru wybudowano w 1516 roku, a o jego znaczeniu może świadczyć to, że w XVIII wieku był siedzibą metropolii prawosławnej. Podlegały jej wszystkie serbskie świątynie prawosławne. Budowniczym tego miejsca był św. Maksym Brankovic i jego matka św. Angelina. Nie ma więc co się dziwić, że znajduje się tam ich mauzoleum. Nie są jednak jedynymi znamienitymi osobami pochowanymi w tych murach. Spoczywają tu m.in. król Milan Obrenovic, księżniczka Ljubica Obrenovic oraz liczni wojewodowie, metropolici czy biskupi.

Niestety oprowadzający nas mnich wyraźnie zakazał wykonywania jakichkolwiek zdjęć wewnątrz budynku monastyru, czego bardzo żałujemy, bo zrobił on na nas spore wrażenie.

Klasztor Novo Hopovo

Całkiem niedaleko wznosił się kolejny klasztor – Novo Hopovo. Wybudowano go na przełomie XV i XVI wieku. Początkowo był męski, a obecnie, od 1920 roku żeński. Dzięki temu, jak się pewnie domyślacie, przynajmniej z zewnątrz jest lepiej utrzymany. Mniszki były też bardziej wyrozumiałe i niezbyt pilnowały nas, abyśmy nie robili zdjęć. Co zaowocowało całą sesją fotograficzną. Na zdjęciach poniżej możecie podziwiać m.in. przepiękne XVII i XVIII-wieczne freski zdobiące ten historyczny monastyr.

Nowy Sad

Serbia podzielona jest na kilka rejonów, na zakończenie dnia wyruszyliśmy do Nowego Sadu, będącego stolicą Wojewodiny. Miasto to przeżyło największy rozkwit w XVIII wieku, kiedy to powstały w nim: browar, fabryka tytoniu i zakład produkujący jedwab. W tym też czasie założono tam najstarszą, działającą nieprzerwanie, instytucję edukacyjną wydającą własną gazetę – Matica Srpska.

Twierdza Petrovaradin

My nasze zwiedzanie zaczęliśmy jednak od miejsca, które gdy stanie się nad Dunajem, jest doskonale widoczne i zdecydowanie przyciąga wzrok. To wznosząca się na wzgórzu potężna twierdza Petrovaradin, którą potocznie nazywa się „Gibraltarem Dunaju”.

Została ona rozbudowana podczas walk Austriacko-Tureckich w XVII wieku. O jej ogromie może świadczyć chociażby to, że jest drugą co do wielkości tego typu budowlą w Europie. Aby się do niej dostać, musieliśmy przespacerować się malowniczymi uliczkami miasta, a na koniec wdrapać się po schodach na szczyt wzgórza. Było warto. Z okalających twierdzę murów rozpościera się doskonały widok na całe miasto i sennie płynący u stóp wzgórza Dunaj. Na jednym ze zdjęć możecie zobaczyć chyba najsławniejszy pomnik Nowego Sadu, stojący na brzegu rzeki. Nosi on nazwę Ofiar Faszyzmu.

Na górnym poziomie pośród połaci traw, które przecinają alejki, zobaczyć można wielu artystów, którzy spoglądając w dal malują swoje obrazy. Miejsce to umiłowali sobie również inni artyści, można by rzec specjalizujący się w sztuce… przetrwania. Mówimy o nowożeńcach, którzy podczas pięknej pogody przychodzą tam, aby zrobić sobie sesje ślubne.

Pałac Biskupi

Gdy już nakarmiliśmy swój wzrok niesamowitymi widokami, ruszyliśmy przez most w kierunku centrum miasta. Po dłuższej chwili marszu stanęliśmy przed niesamowicie ciekawym budynkiem, przypominającym nam architekturę mauretańską. Jak się po chwili okazało, był to Pałac Biskupi wybudowany w 1901 roku, a stosunkowo niedawno odrestaurowany. Tuż przed tym budynkiem na sporym placu przechodzącym następnie w ulicę, często można spotkać kuglarzy, artystów i brykające beztrosko dzieci.

Katedra św. Jerzego

Gdy pójdziemy w drugą stronę, już po kilku krokach znajdziemy się przed prawosławną katedrą św. Jerzego, którą wybudowano 4 lata po pałacu, a która obecnie jest jednym z najważniejszych obiektów sakralnych miasta. Wzniesiono ją na przełomie XIX i XX wieku, na miejscu starszej, pochodzącej z 1734 roku, która została zburzona podczas Wiosny Ludów. W to jakie piękne są jej wnętrza musicie uwierzyć nam na słowo, bo po raz kolejny spotkaliśmy sie ze stanowczym zakazem robienia zdjęć.

Plac Wolności

W końcu ruszyliśmy w kierunku najważniejszego placu miejskiego, noszącego nazwę Placu Wolności. Po jednej jego stronie wznosi się okazały budynek Ratusza Miejskiego, a naprzeciw niego Kościół Mariacki. Mimo iż nie pełni takiej funkcji, przez wielu z racji na swoją wielkość, nazywany jest katedrą. Pomiędzy nimi ustawiono pomnik Svetozara Milentica, człowieka na wskroś wszechstronnego, który poza tym, że był i adwokatem, i dziennikarzem, to został jeszcze politykiem, a później burmistrzem Nowego Sadu.

To właśnie w cieniu tego pomnika stanęliśmy na chwilę i doszliśmy do wniosku, że najwyższy czas wrzucić coś na ruszt. Mimo, że dookoła aż roiło się od fajnie wyglądających knajpek, postanowiliśmy zagłębić się w gąszcz małych uliczek. Jak po chwili się okazało, był to strzał w dziesiątkę. Na jednym z licznie wystawionych stolików ujrzeliśmy ciekawie wyglądające menu (miało kształt starej drewnianej i zniszczonej deski do krojenia). Spojrzeliśmy na siebie i już wiedzieliśmy – zostajemy tutaj.

Weszliśmy do środka i po chwili miły kelner przyjął od nas zamówienie. Poza głównym posiłkiem poprosiliśmy o herbatę. Gdy oczekiwaliśmy na posiłek, podziwiając wystrój wnętrza, zauważyliśmy, że kelner wyszedł na zewnątrz. Szybko jednak wrócił niosąc pudełko z… herbatą i szeroko się uśmiechnął, pokazując ją nam. Kiedy przyniósł zamówiony posiłek, spytaliśmy, o co chodziło z napojem Anglików. Odpowiedź zaskoczyła nas niemiłosiernie, okazało się bowiem, że w ofercie restauracji… nie było herbaty, więc kelner poszedł ją specjalnie dla nas kupić. Za niesamowicie dobry smak potraw, miłą obsługę i proklienckie podejście wystawiamy ogromny plus restauracji Astal Saren mieszczącej się w Nowym Sadzie, przy ulicy Mite Ruzica 4 (z całą odpowiedzialnością możemy Wam ją polecić).

Serbia przywitała nas godnie. Zmęczeni atrakcjami pierwszego dnia udaliśmy się na spoczynek, by kolejnego ruszyć do Belgradu – stolicy tego państwa.

Dodaj komentarz