Monaster Studenica freski - na południu serbii

Nasz dzień na południu Serbii

Kolejny dzień naszej bałkańskiej wyprawy miał być z założenia spokojniejszy. Zawadziliśmy o dwa naprawdę stare klasztory, których klimat jest niepowtarzalny. Dodatkowo przemierzaliśmy ulice jednego z miast, poznając koloryt i kulturę na południu Serbii. A są one stanowczo odmienne od tych znanych nam z Polski.

Monaster Studenica

Z samego rana pożegnaliśmy Belgrad i udaliśmy się w okolice Kraljeva. Miejsce to położone jest na południu Serbii wśród pięknych górskich krajobrazów, gdzie widoki zapierają dech. Znajduje się tam jeden ze starszych klasztorów serbskich o nazwie Studenica. Został on wybudowany już w drugiej połowie XII wieku przez wielkiego żupana Stefana Nemanię. Tylko kto to ten żupan i jak to się ma do polskich tytułów szlacheckich? Otóż to stanowisko było używane również i w naszym kraju. Odnosiło się do zarządcy dużych terenów i całych majątków. Gdyby porównać tą funkcję do dzisiejszych, to żupan byłby szefem dużej korporacji, wójtem, burmistrzem albo wojewodą.

Wspomniany Stefan Nemania stwierdził, że skoro jest tak ważny, to jego szczątki nie powinny spoczywać byle gdzie. Był majętny, więc kazał wybudować piękną cerkiew. Niestety, zmarło mu się nim budowa dobiegła końca. Jego synowie dokończyli ją jednak, a w hołdzie zmarłemu ojcu postanowili przyozdobić wewnętrzne ściany przepięknymi freskami, wykonanymi przez znamienitych artystów greckich.

W późniejszych latach dobudowywano kolejne cerkwie. Jeśli dobrze policzyliśmy, to było ich aż sześć. Klasztor prężnie się rozwijał, a wraz z nim przybywało kolejnych szczątków z rodziny Nemaniczów. Można się nawet pokusić o stwierdzenie, że ta pięknie położona budowla stała się nekropolią tej rodziny. Nam do gustu przypadła szczególnie imponująca brama boczna, na tle której zrobiliśmy małą sesję zdjęciową.

Novi Pazar

Po kilkunastu minutach odpoczynku ruszyliśmy w dalszą drogę w kierunku miejscowości o nazwie Novi Pazar. To potureckie miasteczko leży na południu Serbii niedaleko granicy z Czarnogórą. Mimo że zostało ono założone przez rodzinę wspomnianych już Nemaniczów, to właśnie Turkowie Osmańscy po 1450 roku uczynili z Novi Pazar duże centrum handlowe. Nadali miastu świetność i splendor, generując olbrzymie zyski operującym w rejonie kupcom. Co powiecie na to, że w XVII wieku miasto to było bardziej rozwinięte od ówczesnej stolicy Anglii? A skoro zyski, to i inwestycje w infrastrukturę, no bo przecież bogaty mieszczanin lubi wygody i piękno wokół siebie. Zaczęły więc powstawać łaźnie, meczety i haremy. Miasto nabierało charakteru, ale znajdowało się w ciągle zmieniającej się strefie wpływów. Często też było areną walk i to nie tylko o ziemię, ale i tych religijnych (a jak wiadomo te są najbardziej zażarte).

Meczet Altum Alen

My zwiedzanie zaczęliśmy od meczetu Altum Alen. Nie jest on najstarszym tego typu, ale za to dość ciekawym obiektem do zobaczenia. Na podwórku przed nim znajduje się niewielki cmentarz, po którym radośnie brykały małe koty i pies. Z budynku wyszły dzieci, spoglądające na nas i rozmawiające żywo ze sobą. W pewnym momencie pojawiła się tam również kobieta. Nie zwracała na nas uwagi, za to starała się przegonić psa. Nic on sobie z tego nie robił. Gdy była już rozwścieczona i wyglądała, jakby chciała zrobić zwierzakowi krzywdę, Renia zawołała go i wyszła poza obręb murów, a pies grzecznie podreptał za nią (jednak co charyzma, to charyzma).

Novi Pazar – centrum

Następnie ruszyliśmy w kierunku głównego placu miejskiego, który nosi nazwę Ishakovica. To właśnie przy nim znajduje się przypominająca grzybek studnia Sebilij. Był to, a nawet czasami jeszcze jest, główny punkt poboru wody pitnej. Dzisiaj wystarczy tylko podejść do niej i odkręcić kran, co i my zrobiliśmy. Jaka była w smaku ta woda? Naszym zdaniem woda to woda – nie miała ani siarkowych aromatów, ani metalicznego posmaku. Była normalna i dobra, bo koiła pragnienie.

Napojeni postanowiliśmy przespacerować się pośród pobliskich uliczek i zobaczyć, jak żyją ludzie w mieście, które przez wiele lat było uważane za kuźnię młodych kadr ISIS (niektórzy twierdzą, że do dzisiaj). Wcześniej Novi Pazar było siedzibą jednej z większych serbskich rodzin mafijnych. Pewnie to właśnie dlatego niezbyt dużo tam turystów. I to właśnie dzięki temu, że nie zawitała tam jeszcze komercja, można poczuć autentyczność tego miejsca.

Po pewnym czasie wpadliśmy jeszcze do restauracji etnicznej Gaziya na regionalną kawę. Smakowała wybornie, więc przed wyjazdem zaopatrzyliśmy się w jej zapas.

Monaster Mileseva

Na koniec dnia przed przekroczeniem granicy, zawitaliśmy jeszcze do prawosławnego monasteru Mileseva na południu Serbii. Wybudowano go w XIII wieku, a przy pracach zdobniczych zatrudniono największych malarzy i artystów tamtych czasów. Bardzo żałowaliśmy, że udało nam się zrobić tylko jedno zdjęcie wewnątrz cerkwi, ale przestrzegania zakazu fotografowania pilnowała groźnie wyglądająca mniszka w pełnym habicie.

Klasztor Mileseva jest uznawany za jedno z najświętszych miejsc w Serbii. Pielgrzymują do niego całe rzesze wyznawców prawosławia. A to za sprawą szczątków św. Sawy, których w klasztorze… nie ma. Nie ma, bo gdy pod koniec XVI wieku wojska osmańskie zajęły te rejony, dokonały również publicznego spalenia relikwii. I to właśnie za sprawą tego czynu miejsce to nabrało dodatkowej mocy, bo św. Sawę uznano pośmiertnym męczennikiem.

Nie wiemy, czy święty oddziałuje tam swoją mocą, jednak spacer po przyklasztornym ogrodzie podziałał na nas kojąco i dodał siły przed dalszą drogą. Ale o niej już w kolejnym tekście. Obiecujemy, że będzie ciekawie i widowiskowo.

Więcej informacji, jakie atrakcje odkryliśmy jeszcze w Serbii, znajdziecie w relacji Serbia – Nowy Sad i Karłowice.

4 uwagi do wpisu “Nasz dzień na południu Serbii

    1. Dziękuję 🙂 A żeby aplikować na stanowisko żupana trzeba spełnić kilka warunków. Po pierwsze trzeba być wysoko urodzonym szlachcicem, mieć kupę kasy i co najważniejsze umieć podróżować w czasie (i to wstecz, bo do przodu to przecież żaden problem 😉)

Dodaj komentarz