ludzie przekraczając granice aleksander doba

World Travel Show – na szybko

W ostatni weekend miałem możliwość uczestniczenia w dużym wydarzeniu ze świata podróży i turystyki. W Warszawie, a dokładnie w Nadarzynie, gdzie mieszczą się duże hale targowe, organizowane były największe w Polsce, a jedne z największych w Europie, targi turystyczne o nazwie World Travel Show.

Jak część z Was wie, nie lubię zbytnio wielkich, nadętych imprez, przez które przewijają się ogromne tłumy ludzi. Jednak na World Travel Show mimo dość wysokich cen biletów (no dobra mnie one nie dotyczyły) postanowiłem się wybrać. Jako że nie pojechałem sam, a z moją dziewczyną i jej koleżanką, to transport miałem zapewniony. I całe szczęście, bo jak się później dowiedziałem od znajomych, ten przygotowany przez organizatorów był delikatnie mówiąc do… kitu (45 minut opóźnienia, niezatrzymywanie się na wyznaczonych przystankach itp.).

Nas na szczęście nawigacja poprowadziła bocznymi drogami i ominęliśmy największe korki na wjeździe, więc dojechaliśmy szybko i sprawnie. Po rejestracji biletów dziewczyn i odebraniu przeze mnie akredytacji mogliśmy zagłębić się w gąszcz stoisk.

Z racji wejścia, którym weszliśmy, na pierwszy rzut poszły jachty. Gdy minęliśmy sztucznie przygotowaną plażę, naszym oczom ukazały się wspaniale prezentujące się jednostki wodne o najróżniejszych rozmiarach i wyposażeniu. Ich ceny mieściły się w sporych widełkach, choć i tak nie były przeznaczone dla biednych polskich blogerów (na pewno nie za gotówkę). No dobra, na kajak byłoby mnie stać 😉

A skoro o kajakach mowa, to po kilku minutach dotarliśmy do głównej sceny, na której za chwilę miał rozpocząć swoje wystąpienie człowiek, który jak sam mówi, ma 28 lat… do setki. Ale to nie jego wiek jest tu ważny (choć chciałbym, mając te lata, być tak sprawnym i wytrwałym jak on), a jego dokonania. Aleksander Doba, z wykształcenia inżynier od lat pasjonował się poznawaniem świata, a że jest nietuzinkowym facetem, to za środek lokomocji wybrał sobie kajak. Po wielu wcześniejszych wyprawach, w których nierzadko okazywał się pionierem przecierającym nowe trasy i pokonującym wyśrubowane rekordy, w końcu w 2010 roku jako pierwszy człowiek na świecie przepłynął kajakiem Ocean Atlantycki, korzystając wyłącznie z siły własnych mięśni. W kolejnych latach dokonał tego jeszcze dwukrotnie. Podczas tych wypraw był również pierwszym kajakarzem, który przeżył spotkanie z morskim potworem, jakim był sztorm o sile 10 stopni w skali Beauforta. Gdy tak pląsał po scenie w swoistym i tylko jemu znanym tańcu, usta wielu słuchaczy coraz bardziej opadały z wrażenia i ręce same składały się do oklasków.

Po zakończeniu prelekcji udał się w kierunku swojego stoiska targowego, gdzie można było zakupić (u jego żony) napisane przez niego książki, przywitać się z nim, zrobić zdjęcie czy też wziąć autograf. Również i my skorzystaliśmy z tej możliwości.

Kolejną osobą, której wystąpienie wzbudzało wiele emocji, była znana i bardzo medialna kobieta, o której można powiedzieć „kobieta ukazująca krańce świata”, choć dawała się też poznać z innej strony (doskonale pamiętam jej pierwszą sesję w Playboy-u, gdy stwierdziłem, że ta kobieta ma w sobie to coś). Martyna Wojciechowska opowiadała o swoim życiu i tym, że wcale nie jest tak łatwo być podróżnikiem. A można ją w tej dziedzinie uznać za ekspertkę, w końcu swoje ekstremalne podróże zaczęła już w wieku 3 lat, gdy pod nieobecność rodziców spakowała się i wyruszyła w pierwszą wielką wyprawę, która na jej szczęście zakończyła się na… stacji benzynowej.

Najważniejszym projektem podróżniczym Martyny Wojciechowskiej jest oczywiście cykl „Kobieta na krańcu świata”, ukazujący się nieprzerwanie od 2009 roku. Choć w sumie, jak sama stwierdziła, nigdy na ten kraniec nie dotarła. Gdy przysłuchiwałem się jej wystąpieniu, sam zacząłem się zastanawiać, jak to jest z tym krańcem i doszedłem do wniosku, że każdy koniec wędrówki jest zarazem nowym jej początkiem. I niech już tak pozostanie.

Później ruszyliśmy na podbój stoisk oferujących informatory, albumy i mapy o poszczególnych regionach, zarówno polskich, jak i zagranicznych. Rzeczowe rozmowy z wystawcami pozwoliły nam zebrać sporo informacji oraz obrać nowe kierunki wypraw na nadchodzącą przyszłość.

Tak spacerując wśród stoisk, widziałem w niektórych pomieszczeniach kilku moich znajomych. Nie wchodziliśmy jednak, gdyż prowadzili prezentacje lub byli zajęci rozmowami z przybyłymi licznie odwiedzającymi (na nasze spotkania znajdzie się czas w przyszłości).

W końcu dotarliśmy do strefy „zimna”, gdzie w ogromnych kulach schowały się niedźwiedzie czy wilki polarne. Pod ścianami rosły pozbawione liści drzewa, a wśród nich biegało sporo dzieci. Nie, nie był to plac zabaw, a miejsce spotkań z Nelą Małą Reporterką. Ta 12-letnia dziewczynka dzięki swoim rodzicom podróżuje po całym świecie, a później swoje wyprawy opisuje w książkach. Pozwoliło jej to stać się idolką wielu nieletnich podróżników, którzy chcieliby w mniejszym lub większym stopniu wzorować się na niej. O tym, jak jest sławna, świadczyła chociażby kolejka, która ustawiła się po jej autograf. Popularność małej autorki książek doceniła też kapituła przyznająca wyróżnienia w dziedzinie twórczości drukowanej. Nela została bowiem najmłodszą w historii laureatką Bestsellerów Empiku.

Spacerując tak po strefie „zimy”, spotkaliśmy Kasię i Macieja Marczewskich. Jeśli chcielibyście wybrać się w jakiś polski zakątek, to śmiało możecie pytać ich o drogę. Znają większość traktów i bezdroży naszego kraju jak własną kieszeń. Ich strona „Ruszaj w Drogę” to istna skarbnica przewodników po Polsce.

Po tym miłym spotkaniu ruszyliśmy dalej, tym razem już w stronę wyjścia. Czekały na nas bowiem nowe obowiązki.

2 uwagi do wpisu “World Travel Show – na szybko

  1. Impreza także bardzo mi się podobała! Udało mi się spotkać wielu fajnych ludzi- na pewno będę się starała odwiedzić ją w przyszłym roku.Co do transportu przygotowanego przez organizatorów- wydaję mi się, że był całkiem w porządku. W moim przypadku przyjechał bardzo punktualnie i szybko dojechał do centrum miasta:)

Dodaj komentarz