Port w Pireusie

Dzień w Pireusie – największy europejski port pasażerski

Kiedy zimą wiatr hula za oknem, warto wybrać się do Grecji. My postanowiliśmy spędzić pierwszy po przylocie dzień w Pireusie, który obecnie jest największym greckim portem. Chociaż mieliśmy tylko kilka godzin na zwiedzanie, to udało nam się sporo zobaczyć i dowiedzieć.

Port w Pireusie

W czasach antycznych Grecy obawiali się najazdu Persów, więc postanowili wybudować duży port. Był V w. p.n.e., kiedy to władca Temistokles wpadł na pomysł scalenia trzech przystani i obwarowania ich murem połączonym ze stolicą.

Przez wieki port w Pireusie był jedną z najważniejszych morskich przystani na Morzu Śródziemnym. Dopiero podczas panowania Turków mocno podupadł i został nawet, tak jak wszystkie zabudowania wokół, doszczętnie zniszczony. Jego ponowny rozkwit nastąpił dopiero w połowie XIX wieku, kiedy otwarto Kanał Sueski i Koryncki. XX wiek to już bardzo dynamiczny rozwój Pireusu, który jest obecnie największym portem pasażerskim w Europie i trzecim na świecie. Rocznie obsługuje około 20 milionów turystów.

W 2016 roku przejęli go Chińczycy. Wykupili większość udziałów za niebagatelną kwotę 368 milionów dolarów i zagwarantowali, że drugie tyle zainwestują w jego rozwój. Kiedy tam dotarliśmy, do nadbrzeża przycumowane były duże promy, które robiły spore wrażenie w blasku powoli chylącego się ku zachodowi słońca.

Kościół św. Dionizego Aeropagity

Po pewnym czasie naszym oczom ukazał się spory, wykonany w stylu bizantyjskim kościół prawosławny. Nosił wezwanie świętego Dionizego Aeropagity, który jest patronem Aten.

Człowiek ten był pierwszym nawróconym na chrześcijaństwo Grekiem, a zarazem pierwszym biskupem Aten. Pisma kościelne wymieniają go w gronie 72 apostołów wybranych przez Chrystusa, aby nieśli dobrą nowinę na cały świat. Piastował również urząd sędziego w greckim Sądzie Najwyższym (to stąd jego przydomek).

Kościół już z zewnątrz przypadł nam do gustu. Jednak dopiero gdy przekroczyliśmy jego progi, to oniemieliśmy. Wszystkie ściany pokryte były przepięknymi malowidłami. Pomni tego, że w łotewskich kościołach prawosławnych nie pozwolono nam robić zdjęć, szybko wyciągnęliśmy aparat i korzystaliśmy z okazji, że nikogo nie było.

Musicie wiedzieć, że greccy patriarchowie prawosławni nie należą do potulnych baranków. Znani są z tego, że zacięcie walczą o swoje. Kilka lat temu doszło nawet do sytuacji, że dwaj z nich (w tym jeden z Pireusu) wzywali papieża Franciszka do porzucenia katolicyzmu i nawrócenia się na prawosławie. Dodatkowo mieszali z błotem innych wielkich kościoła prawosławnego, którzy chcieli dialogu z katolikami.

Uliczki Pireusu

Po wyjściu z Kościoła św. Dionizego kontynuowaliśmy spacer nadmorskimi uliczkami Pireusu. Wiele ze znajdujących się tam kamienic zostało opuszczonych i popadło w ruinę. Obecnie straszą swoim wyglądem zarówno mieszkańców, jak i turystów. Jedynymi ozdobami takich miejsc są wszechobecne prace artystów ulicznych, przyozdabiających rudery pięknymi graffiti.

Ta smutna sytuacja wynika z kryzysu, jaki dotknął Grecję i trwał przez wiele lat. I chociaż turyści zbytnio go nie zauważali, to mieszkańcy, którzy wcześniej lubili życie na kredyt, odczuli go mocno.

Plac Temistoklesa

Po kilkunastu minutach powolnego spaceru stanęliśmy przed wejściem na niewielki skwer. Swoją nazwę zawdzięcza on Temistoklesowi – człowiekowi, który w V wieku p.n.e. doprowadził grecką flotę do rozkwitu. Jego pomysłowość i przebiegłość podczas walk morskich pozwoliła Grekom na zwycięstwo nad Persami w bitwie pod Salaminą. Na placu pośród zieleni i opadłych pomarańczy zatrzymaliśmy się na chwilę i pomyśleliśmy nad przemijaniem czasu.

To własnie niedaleko tego miejsca w 1959 roku odkryto podczas prac archeologicznych cztery posągi z brązu. Rzeźby te przedstawiają: jedna Apollina, dwie jego bliźniaczkę Artemidę oraz jedna Atenę. Wszystkie zostały datowane na okres V-IV w. p.n.e. i znajdują się dzisiaj w Muzeum Archeologicznym w Pireusie.

Kościół św. Spyridona

Nasze następne kroki skierowaliśmy w kierunku niepozornego w porównaniu z poprzednim kościoła. Była to kolejna świątynia grekokatolicka, ale jakże inna w swojej bryle od opisywanej przez nas powyżej. Kościół św. Spyridona został wybudowany w drugiej połowie XVIII wieku. Jednak już w XI wieku w tym miejscu powstał ufortyfikowany klasztor. Postawiono go, aby chronić świętości przed grasującymi w regionie piratami. Jako ciekawostkę dodamy, że to właśnie w tej świątyni na początku XIX wieku, gdy Grecja uzyskała niepodległość, pierwsze władze Aten złożyły ślubowanie.

Kościół Trójcy Świętej

Ten dzień w Pireusie obfitował w świątynie. Po drugiej stronie placu Temistoklesa wznosi się kolejna. Swoim wyglądem przypomina pierwszy z odwiedzonych przez nas tego dnia kościołów. Uwierzcie, że w blasku zachodzącego słońca prezentowała się przepięknie.

Kościół pod wezwaniem Trójcy Świętej został wybudowany w 1845 roku. Dziś jednak po tamtych murach nie ma już śladu, zostały doszczętnie zniszczone podczas II wojny światowej. Na jego odbudowę trzeba było długo poczekać, gdyż na tej i sąsiednich działkach uruchomiono stanowiska archeologiczne. Podczas prowadzonych prac znaleziono kilka statków, złote monety, mozaiki i napisy w kamieniu.

Świątynię którą widzimy dzisiaj, wybudowano pomiędzy 1964 a 1979 rokiem. We wnętrzu mogącym pomieścić ponoć ponad 3000 wiernych wszystkie światła były pogaszone. Mrok rozpraszały jedynie wdzierające się przez wąskie, ale dość liczne otwory okienne, ostatnie promienie zachodzącego słońca. Wystarczyły jednak do tego, abyśmy wykonali serię zdjęć. Po wyjściu na zewnątrz uwieczniliśmy jeszcze znajdującą się przed wejściem flagę grecką, która łopotała w ostatnich światłach dnia.

Kościół św. Pawła

Nasz dzień w Pireusie powoli się kończył. Musieliśmy wracać do Aten, gdzie o godzinie 19:00 zamykano drzwi hostelu, w którym nocowaliśmy (potem właściciel szedł imprezować). Na stację metra postanowiliśmy jednak wrócić trochę okrężną drogą i zagłębiliśmy się w gąszczu drobnych uliczek.

Tak spacerując wśród stojących koło siebie ciekawych budynków i walących się ruder, stanęliśmy przed kolejnym kościołem. Tym razem była to świątynia rzymskokatolicka świętego Pawła.

Kiedy pod koniec pierwszej połowy XIX wieku zlikwidowano niewielką świątynię katolicką, wyznawcy postanowili poszukać miejsca i funduszy na nową. Szło to dość opornie, bo ten odłam chrześcijaństwa jest w Grecji mniejszościowy, a co za tym idzie ma też mniej środków finansowych. W końcu jednak udało się pozyskać ciekawą działkę i postawiono na niej kościół, któremu nadano wezwanie św. Pawła.

Kościół św. Barbary

Dosłownie kilkadziesiąt kroków od Kościoła św. Pawła znajduje się schowana wewnątrz podwórka prawosławna świątynia poświęcona św. Barbarze. Idąc szybko, szczególnie o zmierzchu, można ją przeoczyć, a warto zajrzeć chociaż na chwilę do tego skromnego, a zarazem bogato zdobionego wewnątrz kościoła.

Patronka tego miejsca była żyjącą w III wieku dziewicą, która wydana przez swojego ojca została najpierw zatrzymana i uwięziona, a następnie ścięta mieczem. Jej rodzic doniósł na nią nie za jakieś wielkie wykroczenie przeciwko władzy rodzicielskiej, a za to że nie chciała wyrzec się chrześcijaństwa. Ponoć przed śmiercią miał się jej ukazać anioł dzierżący w rękach kielich i hostię. Obecnie św. Barbara uważana jest za świętą zarówno w kościele katolickim, jak i prawosławnym.

Nad miastem zapadła ciemność, a my stanęliśmy w końcu przed stacją metra, z którego odjechaliśmy do centrum Aten. Ten krótki, bo kilkugodzinny dzień w Pireusie uważamy za udany, choć nie udało nam się odwiedzić Muzeów Archeologicznego i Morskiego.

7 uwag do wpisu “Dzień w Pireusie – największy europejski port pasażerski

Dodaj komentarz