Ateny - droga do Akropolu

Ateny – droga do Akropolu – co warto zobaczyć?

W Atenach nie od razu zawitaliśmy na najbardziej turystyczne wzgórze. Nasza droga do Akropolu wiodła przez okalające go uliczki. Całkiem sporo tam atrakcji do zobaczenia. Spotkaliśmy się z Aresem i Zeusem, spojrzeliśmy na pomnik, w którym kiedyś była biblioteka, zajrzeliśmy do paru świątyń i stanęliśmy na dawnej granicy.

Areopag – Wzgórze Aresa

Wstaliśmy skoro świt i ruszyliśmy na poznawanie miasta. Kiedy doszliśmy do placu Jacqueline z Romilly, naszym oczom ukazał się przepiękny widok na skąpany we wschodzącym słońcu Akropol. Kawałek dalej skręciliśmy w jedną z bitych ścieżek i zaczęliśmy wspinać się na trochę mniejsze od niego wzgórze. Droga pięła się zakosami, ale nie była zbyt długa. Po chwili staliśmy już na szczycie.

Byliśmy na wzgórzu Aresa, greckiego boga wojny, który budził wśród starożytnych Greków wielki podziw i trwogę. To on był patronem bezwzględnej walki, wykorzystującej do zwycięstwa wszelkie środki, również te, które dzisiaj nazwalibyśmy, niezbyt humanitarnymi i honorowymi. Szpiedzy, kaci, tyrani i bezwzględni dowódcy nieznający litości byli mu bardzo bliscy, to właśnie ich wziął pod swoje skrzydła ten bóg.

Mieszkańcy Aten czcili go za to, że zrobił z nich niepokonanych wojowników mogących podbijać ówczesny świat. Kiedy rozglądaliśmy się wokoło, zobaczyliśmy w dole świątynię wielkiego przeciwnika Aresa – brata, któremu ten uwiódł żonę – Hefajstosa. To za ten haniebny czyn Ares został przegnany do Tracji.

Grecy postanowili na jego wzgórzu wybudować miejsce obrad swoich najwyższych władz sądowych, od których wierzchołek ten nosi nazwę aż do dzisiaj – Areopag. Będąc na szczycie, możecie zobaczyć pozostałości budowli z tamtych czasów.

Ze wzgórzem Aresa wiąże się jeszcze jedna opowieść. Podobno św. Paweł wygłosił na nim swoje kazanie, którym nawrócił św. Dionizego Areopagitę (późniejszego patrona Aten) na chrześcijaństwo.

Nawet jeśli nie interesuje Was historia, to warto wejść na to wzniesienie. Rozciąga się z niego niesamowity widok na Ateny.

Kościół św. Zofii i dom Proklosa

Po zejściu z Areopagu stanęliśmy przed wejściem do Kościoła św. Zofii. Został on wybudowany w 1919 roku na miejscu starej świątyni poświęconej Atenie.

Święta Zofia była męczennicą, która wolała poświęcić swoje trzy córki – Wiarę, Nadzieję i Miłość – niż wyrzec się wiary w Chrystusa i złożyć ofiarę rzymskiej bogini Dianie. Po ich śmierci została według jednych ścięta mieczem, a według innych zmarła z rozpaczy na ich grobie. Za świętą uznają ją wszystkie odłamy chrześcijaństwa.

Naprzeciw Kościoła św. Zofii można zobaczyć fundamenty budynku. W tym miejscu znajdował się dom Proklosa – ateńskiego filozofa, urodzonego w Konstantynopolu. Przez prawie 50 lat zarządzał on Szkołą Neoplatońską.

Ze swoich obowiązków wywiązywał się dość dobrze, a jak wiadomo czasy, w których żył (V w. n.e.) nie sprzyjały temu, bo w Europie w siłę rosło już chrześcijaństwo. Gdyby zagłębić się w jego teorie, to trzeba by przyznać, że wcale nie były takie „głupie”. Przekonywał np., że do źródła prawdy można dotrzeć trzema niezależnymi drogami: po pierwsze za pomocą rozumu, po drugie za pomocą wyobraźni i w końcu poprzez wiarę (miał na myśli jej mistyczne pojęcie prowadzące do zjednoczenia z wszechogarniającą ludzi energią Absolutu).

Nowe Muzeum Akropolu

Nasza, trochę okrężna droga do Akropolu wiodła również koło otwartego w 2009 roku Nowego Muzeum Akropolu. Placówka ta powstała w związku ze stale powiększającymi się kolekcjami archeologicznymi, których nie były w stanie pomieścić stare pomieszczenia.

Dzisiaj po uiszczeniu opłaty w wysokości 10 euro (01.04 – 31.10) lub 5 euro (01.11 – 31.03) można podziwiać zgromadzone na 4 piętrach eksponaty pochodzące ze starożytnych Aten. Znajdziecie tam m.in.: przybory codziennego użytku sprzed ponad 5000 lat, elementy starożytnych budowli, posagi i figury, płaskorzeźby przedstawiające mityczne zmagania bogów oraz bitwy armii ateńskich.

Ateny - muzea
Nowe Muzeum Akropolu

Łuk Hadriana

Przy ulicy noszącej nazwę żyjącego w XIX wieku bardzo rzutkiego i prężnie działającego na rzecz rozwoju miasta bankiera, Andreasa Syngrosa, wznosi się niesamowita budowla. Jest nią wybudowany w II wieku n.e. wielki łuk triumfalny na cześć cesarza, którego znano z dobroczynności (tylko na rzecz swoich, wrogów wycinał w pień) – Łuk Hadriana.

Ta ogromna, mająca ok. 18 m wysokości, kamienna brama robi niesamowite wrażenie. Człowiek wydaje się przy niej malutki. Ale nie ma się co temu dziwić, w końcu Hadriana po śmierci okrzyknięto bogiem. Po stronie Łuku, która zwrócona jest w kierunku Akropolu, wyryto napis: „To Ateny, starożytne miasto Tezeusza”, po drugiej zaś „To miasto Hadriana, a nie Tezeusza”.

Ateny - Brama Hadriana
Łuk Hadriana w Atenach

Olimpiejon – świątynia Zeusa Olimpijskiego

Świątynia Zeusa Olimpijskiego to dziś tylko promyk dawno przebrzmiałej chwały. Ze 104 kolumn, postawionych pomiędzy VI w. p.n.e. a II w. n.e. do dziś przetrwało jedynie 15. Złośliwi twierdzą, że stało się to za sprawą zazdrosnej Hery.

Jednak już tyle wystarczy, aby przy odrobinie wyobraźni stworzyć sobie w głowie obraz tej ogromnej budowli. Jeśli myślicie, że dumnie wznoszące się kolumny to jedyne, co można tam zobaczyć, to się mylicie. Na terenie objętym zwiedzaniem można bowiem podziwiać ruiny kilku mniejszych zabudowań. Poza tym pełno tam biegających kotów, kwitnących roślin i… obszczekujący wszystkich spory pies (według biletera ponoć niegroźny, ale za uchem nie dał się podrapać).

Wejście na teren tej jednej z największych świątyń starożytnego świata, odwiedzanej niegdyś przez rzesze wyznawców, a dzisiaj turystów, kosztuje 6 euro w sezonie letnim i 3 euro w sezonie zimowym.

Kościół św. Katarzyny

Po obejrzeniu Olimpiejonu zawróciliśmy, bo nasza droga do Akropolu przewidywała obejrzenie kolejnej świątyni. Jak na Ateny jest ona stosunkowo młoda, bo pochodzi z XI wieku.

Kościół św. Katarzyny jest ponoć najstarszym przykładem bizantyjskiego planu krzyżowego w stolicy Grecji. Wnętrze budynku choć dość małe i ciemne, to i tak robi spore wrażenie.

Budowlę postawiono na miejscu starożytnej świątyni bogini Afrodyty lub Artemidy. Wewnątrz znajdują się ponoć szczątki aż 3 świętych: Tryfona, Athanassiosa z Persji oraz Polydorosa.

Przed murem okalającym świątynię zauważyliśmy antyczne kolumny. Nie należą one jednak do zabudowań kościelnych i są odrębnym obiektem architektonicznym.

Pomnik Lizykratesa i Kościół św. Demetriosa

Przygotowana przez nas droga do Akropolu wiodła obok pomnika wzniesionego na cześć chóru Lizykratesa. W IV w. p.n.e. odniósł on zwycięstwo podczas Wielkich Dionizjów – imprezy na cześć, jakże bliskiego nam wszystkim boga wina Dionizosa.

Święta te trwały przez 5-6 dni, a podczas nich prezentowane były umiejętności chórów męskich i chłopięcych. Wystawiano też komedie polityczne i tragedie, a wszystko przy hektolitrach lejącego się do gardeł boskiego trunku.

Jeśli dokładnie przyjrzycie się górnej części pomnika, to zobaczycie sceny przedstawiające mit o Dionizosie porwanym przez piratów. Wnętrze pomnika/kolumny jest puste, co wykorzystali w XVII wieku kapucyni, którzy urządzili w nim bibliotekę.

Po drugiej stronie Placu Lizykratesa znajduje się ukryty wśród zabudowań Kościół św. Demetriosa. Wybudowano go w 1600 roku i choć jego wnętrza bardzo nam się spodobały, to niestety nie możemy ich Wam pokazać. Zaraz po wejściu do środka podeszła do nas kobieta i zabroniła wykonywania zdjęć. Potem pilnowała, abyśmy przypadkiem tego nie uczynili.

Tuż za kościołem znajdowało się otwarte podwórko pokryte pracami ulicznych malarzy. Lubimy tego rodzaju sztukę, więc nie omieszkaliśmy wykonać kilku zdjęć.

Na tym kończymy pierwszy z tekstów o Atenach. Kolejne atrakcje, przez które prowadziła nasza droga do Akropolu, znajdziecie w artykule Północne okolice Akropolu.

10 uwag do wpisu “Ateny – droga do Akropolu – co warto zobaczyć?

  1. Zdjęcia piękne jak zwykle. Grecja jest mi bardzo bliska, więc z przyjemnością czytałam ten wpis. Antyczne budowle, nawet te, którym nie udało się przeżyć w zadowalającym stanie działają i na moją wyobraźnię, Takie miejsca mają własną atmosferę. Pozdrawiam 🙂

  2. Gdy byłam w Atenach, to pamiętam, że już przed 6 rano budziły mnie hałasy z ulicy, nie pamiętam, czy to byli dostawcy do sklepów, czy może służby komunalne..?
    Akropol to było wtedy moje wielkie „łał!”, bo od zawsze chciałam pojechać do Grecji, a marzenie spełniło się dopiero w 1995 roku.

Dodaj komentarz