Iłża – W malinowym chruśniaku

Pod koniec maja razem z przyjaciółmi postanowiliśmy odwiedzić miasto znajdujące się na pograniczu Gór Świętokrzyskich i Niziny Mazowieckiej. Choć niewielkie kryje w sobie kilka wartych zobaczenia miejsc, a historią i ludźmi stąd pochodzącymi obdzielić można by kilka innych grodów.

Podjeżdżając do Iłży (miasta, którego nazwa pochodzi według prof. Jana Miodka od słów oznaczających rzekę wypływającą ze zbiornika wodnego), bo to właśnie ona była naszym celem, pierwszym rzucającym się widokiem była dumnie wznosząca się na wzgórzu wieża zamkowa. Zostawiwszy samochód przed starą kamienną bramą ruszyliśmy przez las w kierunku szczytu. Kilkuminutowy spacer wśród zieleni podziałał na nas kojąco, więc gdy dotarliśmy na górę, byliśmy w pełni rozluźnieni.

Z wznoszącego się tu kiedyś dumnie, a pochodzącego z przełomu XIII i  XIV wieku, zamku pozostały do dzisiaj jedynie ruiny i dumnie stojąca wieża. Nie trzeba jednak dużej wyobraźni, aby zobaczyć w głowie obrazy jego wielkiej świetności, gdy w tych murach gościli królowie.

Budowniczym iłżeckiego zamku był biskup krakowski Jan Grot (choć wieża może być starsza). Człowiek niebanalny, o wielkiej pozycji i sile charakteru, który przez wiele lat skonfliktowany był z królem Kazimierzem III Wielkim i który poważył się nawet na dokonanie najazdu na Wawel, aby uwolnić swojego sługę.

Później zamek odwiedzali Władysław Jagiełło, Aleksander Jagiellończyk, Zygmunt I Stary, Zygmunt III Waza, a Władysław IV w komnatach tej budowli poznał swoją przyszłą małżonkę Cecylię Renatę Habsburżankę. Kres świetności tej znaczącej skądinąd rezydencji położył dopiero „potop szwedzki” i związany z nim najazd wojsk węgierskiego księcia Jerzego Rakoczego, któremu marzył się rozbiór Polski.

Dzisiaj znajduje się tu niewielka wystawa (niestety podczas naszej wizyty zamknięta), może właśnie dla tego ważniejszy był dla mnie widok jaki rozpościera się stąd w kierunku położonego w dole miasta.

Schodząc ze wzgórza zamkowego minęliśmy niewielką kapliczkę będącą darem Julii i Władysława Pastuszków, koło której ustawiono w 2012 roku wysoki krzyż, mający upamiętniać stawiane w tym miejscu już od ponad 400 lat podobne konstrukcje.

Gdy już znaleźliśmy się u podnóża wzgórza zamkowego ruszyliśmy w kierunku małego kościoła pod wezwaniem św. Ducha oraz mieszczącego się przy nim Muzeum Regionalnego. Pierwszy został początkowo wybudowany w XV wieku i był świątynią przyszpitalną (choć szpitale w tamtych czasach dziś nazwalibyśmy raczej domami pomocy społecznej lub hospicjami). To właśnie w murach tego ostatniego mieści się dzisiaj muzeum. Niestety oba średniowieczne budynki nie dotrwały do naszych czasów, zniszczony podczas I wojny światowej obiekt kultu został odbudowany w 1922 roku, natomiast szpital postawiono na nowo w 1754 roku.

Wnętrz nie udało nam się jednak zobaczyć, czego żałowaliśmy. Zastawszy pozamykane drzwi poszliśmy ulicą Mostową w kierunku centrum miasta. Po chwili byliśmy już na rynku, na którym króluje zabudowa małomiasteczkowa. Warto zwrócić na nim uwagę na zabytkową instalację studni. Parę kroków dalej postawiono pomnik gen. Antoniego Hedy ps. „Szary”, kolejnego ważnego dla miasta człowieka. Był on bohaterem wojennym, żołnierzem, który walczył o wolność Polski, cudem unikając zsyłki na Sybir, trafił też do ciężkiego niemieckiego obozu jenieckiego, z którego uciekł, a potem dowodząc oddziałami partyzanckimi mocno dał się we znaki zarówno Niemcom, jak i później komunistycznym rządom na terenach polskich. Za swoją odwagę i poświęcenie został odznaczony Krzyżem Orderu Wojennego Virtuti Militari oraz Krzyżem Walecznym. Jeśli chcielibyście dowiedzieć się więcej o tym człowieku to możecie wziąć do rąk jego książki: „Wspomnienia Szarego” i „ Szary przeciw zdrajcom Polski”.

Stamtąd było już tylko kilka kroków do okazałego kościoła pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Wybudowany został on w pierwszej połowie XVII wieku, na miejscu dużo starszej, bo pochodzącej z XIV wieku świątyni. Do dzisiaj zachował się wykonany w 1629 roku ołtarz, oraz zabytkowe stiukowe dekoracje, które możemy podziwiać, gdy zadrzemy głowę do góry.

W połowie XVIII wieku przy kościele postawiono dzwonnicę, w którą wmurowana jest tablica epitafijna z tekstem:
„Tu leży Tomasz Lesiewicz mieszczanin iłżecki, grześnik między grześnikami w oczach boskich, który prosi łaskawego czytelnika o annielskie pozdrowienie lub o westchnienie do Pana Boga za dusze swoje. AD 1760”.

Po obejrzeniu świątyni i okalających ją terenów zeszliśmy schodami w kierunku placu 11 Listopada. Postawiono na nim pomnik upamiętniający polskich bohaterów ginących podczas różnych walk. Następnie skierowaliśmy się w kierunku oddalonego o około 400 metrów zabytkowego pieca garncarskiego pochodzącego z XIX wieku. Musicie bowiem wiedzieć, że Iłża już od XV wieku słynęła z najlepszej jakości wyrobów garncarskich. Ich rozpropagowaniu służyło niewątpliwie położenie miasta przy głównym trakcie handlowym łączącym Kraków z Warszawą. Po drodze natknęliśmy się na stary opuszczony dom, którego wnętrzom nie mogłem się oprzeć i zrobiłem kilka zdjęć.

Tak jak San Gimignano we Włoszech, tak Iłża w Radomskiem znana jest z jednych z najlepszych lodów. Sławą słynie przede wszystkim lodziarnia Janusza Nowaka, do której wstąpienia nie mogliśmy sobie odmówić. Słodkie przysmaki były tak przednie, że nie potrafiliśmy skończyć i ciągle domawialiśmy nowe gałki, o niespotykanych czasami smakach. Po pewnym czasie zostawiłem swoich przyjaciół ze smakołykami, a sam postanowiłem udać się na znajdujący się na pobliskim wzniesieniu cmentarz. Znalazłem na nim kilka ciekawych nagrobków, którym zrobiłem zdjęcia. Gdy wróciłem do lodziarni przyjaciele w dalszym ciągu delektowali się lodami. W końcu, z mocno przeładowanymi brzuchami, wypełnionymi prawie pół setką gałek lodowych (na 3 osoby) opuściliśmy Iłżę i ruszyliśmy w dalszą drogę, żegnały nas pięknie wyglądające farmy wiatrowe.

A teraz na koniec wytłumaczę Wam jeszcze czemu swój tekst zatytułowałem „W malinowym chruśniaku”. Otóż w Iłży często przebywał, u swojej ciotki, Bolesław Leśmian. Tak też było w 1917 roku. Gdy poeta przybył do miasta dowiedział się, że odwiedziła je również jego dawna miłość Celina ze swoją przyjaciółką Teodorą (którą wszyscy nazywali Dorą). Chcąc przywitać się z dziewczynami pobiegł za nimi i spotkał je w malinowym chruśniaku. Gdy Leśmian ujrzał Dorę jego serce zaczęło mocno bić i zapałał do niej silnym uczuciem, które dotrwało aż do jego śmierci.

Na pamiątkę tego spotkania poeta napisał jeden ze swoich najbardziej znanych wierszy „W malinowym chruśniaku”.

Jedna uwaga do wpisu “Iłża – W malinowym chruśniaku

Dodaj komentarz