zamek renesans - baranów sandomierski

Baranów Sandomierski – biała dama i Cyrankiewicz

Baranów Sandomierski jest świetną propozycją na wycieczkę jednodniową, jeśli przebywacie w województwie podkarpackim. Miasto słynie z przepięknego pałacu – jednej z najlepiej zachowanych w Europie perełek architektury renesansowej – i pewnego serca, którego zakochani nie mogą przegapić.

Baranów Sandomierski – krótko o historii

Po opuszczeniu Rytwian skierowaliśmy się w kierunku Wisły, która w tym miejscu oddziela dwa województwa – świętokrzyskie i podkarpackie. To właśnie w tym drugim znajdował się nasz kolejny cel dzisiejszej wycieczki. Był nim założony już pod koniec XI wieku Baranów Sandomierski.

Początkowo była to przybrzeżna osada i dopiero król Kazimierz Wielki nadał mu w XIV wieku prawa miejskie. Główną siłą rozwojową miasta została oczywiście Wisła, która w tamtych czasach była jednym z największych szlaków handlowych naszego kraju. A jeśli już przy handlu jesteśmy. to trzeba nadmienić, że w opisywanym mieście najbardziej rozwinęła się sprzedaż zboża i to właśnie na niej zbijano w Baranowie największe „kokosy”.

Zamek w Baranowie Sandomierskim

Na przełomie XVI i XVII wieku jeden z najzamożniejszych polskich rodów –  wywodząca się z Wielkopolski, a konkretnie Leszna – familia Leszczyńskich, postanowił w Baranowie Sandomierskim wybudować swój zamek. W tym celu zatrudniono urodzonego we Florencji włoskiego architekta Santi Gucciego. Ze swojego zadania wywiązał się on w sposób tak doskonały, że zaprojektowaną przez niego tutejszą budowlę zaczęto nazywać „małym Wawelem”.

Gdy dotarliśmy na miejsce, zaparkowaliśmy samochód na zamkowym podjeździe i postanowiliśmy zwiedzić na początek najbliższe otoczenie tego architektonicznego dzieła. W tym celu skierowaliśmy się w stronę dobrze utrzymanych zamkowych ogrodów. Spacer wśród zieleni był dla nas prawdziwą przyjemnością, a zaskoczeniem było to, że trafiliśmy również na pobliskie pole golfowe. Po pewnym czasie i spojrzeniu na zegarek ruszyliśmy w kierunku kas. Zdążyliśmy idealnie, bo przewodnik zbierał właśnie grupę.

Zwiedzanie zamku

Już po wejściu na dziedziniec rzuca się w oczy podobieństwo tego miejsca do krakowskiego Wawelu, choć oczywiście wszystko jest tu w mniejszej skali. Zwiedzanie kolejnych komnat zamkowych jeszcze bardziej uwidoczniło nam jak bardzo Leszczyńskim marzyła się rezydencja królewska. Trzeba przyznać, że ich determinacja w końcu się powiodła i w XVIII wieku przedstawiciel tej rodziny zajął najwyższe stanowisko w ówczesnej Polsce.

Przewodnik opowiadał nam liczne historie związane z tym miejscem, a jak przystało na znamienity ród, jest ich całkiem sporo. Ot, chociażby ta o pochodzącej z Warmii Auelii, która trafiła do Baranowa jako jeniec mający być tanią siłą roboczą. Jej uroda spowodowała jednak, że pan tego miejsca zakochał się w niej i poprosił ją o rękę. Dziewczyna nie skorzystała z tej propozycji, co rozsierdziło szlachcica. Kazał więc wybatożyć bezczelną dziewkę. Miarka się przebrała i Auelia z innymi więźniami postanowiła uciec. Ale to nie wszystko. Ciemiężeni porwali bowiem właściciela grodu i jako jeńca zmusili do wykonywania prac na swoich terenach. I tak sprawiedliwości stało się zadość.

Cena biletów:

  • zwiedzanie zamku – bilet normalny: 15 zł, ulgowy 8 zł
  • wejście do historycznego parku: 2 zł
  • zwiedzanie Zbrojowni Rycerskiej: 6 zł.

Godziny otwarcia i informacje dla zwiedzających znajdziecie na tej stronie.

Legenda o Białej Damie

A jeśli już jesteśmy przy zamkowych opowieściach, to jak na prawdziwą twierdzę przystało i ta ma swoją „białą damę”. W przeciwieństwie do innych ta jednak nie straszy, a w ramach pokuty musi ochraniać to miejsce. Czym sobie zasłużyła na taki los? Otóż dziewczyna, którą była za życia, cechowała niespotykana buta i próżność. Jej uroda opiewana była w pieśniach po całej okolicy, więc jak możecie się spodziewać, na brak adoratorów nie mogła narzekać. Dwóch z nich postanowiło rozwikłać spór o rękę panny w pojedynku. Podczas walki byli tak zażarci, że polegli oboje. Dziewczynę uznano winną ich śmierci i zamurowano w baszcie. Od chwili śmierci błąka się ona po okolicy i wypatruje któregoś ze swoich absztyfikantów. Podobno czasami jeden z nich również pokazuje się na zamku, ale widzieli go tylko nieliczni.

Jak to z tymi duchami jest trudno powiedzieć, ale na pewno nie przestraszył się ich Józef Cyrankiewicz, który po II wojnie światowej upodobał sobie tę rezydencję i często odpoczywał tu ze swoją, nie mniej znaną żoną aktorką, Niną Andrycz.

Baranów Sandomierski – pozostałe atrakcje

Na zakończenie zwiedzania zjedliśmy obiad w zamkowej restauracji i postanowiliśmy sprawdzić inne ciekawe miejsca w tym mieście. Mimo nie najlepszej pogody nie żałowaliśmy tego kroku. Po chwili spaceru znaleźliśmy się przed wejściem do wybudowanego na początku XVII wieku kościoła pod wezwaniem Ścięcia Świętego Jana Chrzciciela. Jego fundatorami była rodzina Leszczyńskich. Początkowo budowla murowana, która zastąpiła wcześniejszy drewniany budynek sakralny, służyła wyznawcom kalwinizmu. Jeśli ciekawi Was, czemu tak było, to spieszymy z odpowiedzią. Właściciele zamku i okolicznych ziem byli wyznawcami tez głoszonych przez Jana Kalwina.

Wracając do samochodu, zajrzeliśmy jeszcze na rynek, w którego centralnym punkcie znajduje się wysokie na trzy i pół metra serce wykute z brązu. Zwane jest ono Sercem Lasowiaczki i nawiązuje do historii wielkiej miłości pomiędzy Marysią i Antkiem. Ponoć jeśli zakochani pocałują się pod nim, ich miłość przetrwa wszystkie burze i będzie wielka i dozgonna. My i nasi przyjaciele nie omieszkaliśmy „zabezpieczyć” naszego uczucia i przypieczętowaliśmy wizytę w Baranowie Sandomierskim złączeniem ust.

Gdy zaczęło się ściemniać, wróciliśmy na kwaterę, aby odpocząć przed kolejną wyprawą. Następnego dnia mieliśmy zwiedzić spore miasto, które uważane jest przez niektórych za szare i nieciekawe. My jednak odkryliśmy w nim co najmniej kilka miejsc wartych zobaczenia.

3 uwagi do wpisu “Baranów Sandomierski – biała dama i Cyrankiewicz

      1. W czerwcu. Byłam już wcześniej w Baranowie i wtedy ten angielski ogródek przed wejściem pełen był kwiatów, a z fontanny tak nie obłaziła farba. Generalnie miałam całkiem inne wspomnienia z tego miejsca i opuściłam je raczej rozczarowana.

Dodaj komentarz