ogród przed zabudowaniami kościelnymi

Rytwiany – pustelnia i gorzelnia

Rytwiany – niewielka wieś, która oferuje jednak sporo atrakcji. Bo czyż nie warto odwiedzić pustelni, w której modlą się Radziwiłłowie, zajrzeć do gorzelni, rzucić okiem na ruiny zamku lub spędzić noc w pałacu? Można też załapać się na spływ kajakowy.

Rytwiany

Dość wcześnie rano wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w kierunku pierwszego celu naszej podróży. Po niewiele ponad godzinnej jeździe dotarliśmy do Rytwian. Ta w sumie niewielka wieś ma dość bogatą historię sięgającą ponoć neolitu, choć jej część udokumentowana zaczyna się od mniej więcej XIII wieku. Właścicielami tych ziem były takie rody jak: Tęczyńscy, Lubomirscy, Potoccy czy Radziwiłłowie. Swoje włości miał tam też prymas Polski Wojciech Jastrzębiec – człowiek na tyle potężny, że pracował na dworze Władysława Jagiełły oraz był kanclerzem królowej Jadwigi. O jego pozycji może świadczyć choćby fakt, że w imieniu papieża trzymał do chrztu córkę naszej królewskiej pary – Elżbietę.

Pałac

Pierwszym miejscem, do którego dotarliśmy, był mieszczący się w pięknym ogrodzie pałac. Jego początki sięgają drugiej połowy XIX wieku, kiedy to w Rytwianach powstała cukrownia, a jej dyrektor musiał przecież zajmować odpowiednie dla niego lokum. Tamten budynek w wyniku zawiści konkurencji został jednak wraz z całą cukrownią spalony w połowie lat 20-tych ubiegłego wieku. Wtedy to książę Artur Radziwiłł postanowił przebudować upadające ruiny na pałac letni swojej rodziny.

Po II wojnie światowej jak wiele budynków należących do polskiej szlachty został znacjonalizowany i mimo że był użytkowany przez różne instytucje, powoli popadał w ruinę. Dziś w odremontowanym już budynku znajduje hotel. My z jego wnętrz skorzystaliśmy tylko w załatwianiu najbardziej prozaicznej ludzkiej czynności, a opróżnione pęcherze postanowiliśmy uzupełnić kawą podaną w hotelowym barze. Trzeba przyznać, że była dobra.

Gdy przyjęliśmy zastrzyk kofeiny, ruszyliśmy dalej. Na chwilę zatrzymaliśmy się przy początkowej stacji szlaku kajakowego i podziwialiśmy rzeczną bystrzynę. Kawałek dalej zaciekawił nas budynek dawnej ochronki (tak kiedyś nazywano przedszkola), w którym dziś mieści się kaplica. Niestety drzwi były zamknięte, więc wnętrza pozostały dla nas nieodkryte.

Gorzelnia

Rytwianach mieściła się cukrownia, a skoro cukier to musiał się tu również rozwinąć przemysł z nim związany. W jakiej produkcji można wykorzystać „białe złoto” i dobrze na tym zarobić? Odpowiedź jest prosta: postawiono gorzelnię. A dokładnie zrobiła to rodzina Radziwiłłów. Przed II wojną światową zakład prosperował tak dobrze, że gdy po zajęciu tych terenów Niemcy go przejęli, postanowili nie zamykać produkcji. Również po wojnie w Polsce Ludowej z racji dużego zapotrzebowania na mocne trunki alkohol lał się stąd strumieniami.

Taka sytuacja trwała aż do lat 70-tych XX wieku, kiedy to w wyniku dużej niegospodarności zarządu gorzelnia padła. Rozkradane budynki dość szybko popadły w ruinę. Dziś na starej bramie wiszą tabliczki ostrzegające o niebezpieczeństwie i zabraniające wstępu osobom nieupoważnionym. Nie przestraszyły nas one jednak i po chwili odnaleźliśmy dziurę w płocie, która pozwoliła nam na sprawdzenie, jak sytuacja wygląda za ogrodzeniem. Patrząc na stan murów, postanowiliśmy jednak nie eksplorować wnętrz budynków.

Klasztor

Wsiadłszy do samochodu, skierowaliśmy się do największej atrakcji wsi Rytwiany, położonej jednak nie wśród zabudowań, a w ciszy pobliskiego lasu. Znajdują się tam tereny i budynki pokamedulskiego klasztoru wybudowanego w XVII wieku. Surowe pustelnicze życie w eremach w otoczeniu pięknych lasów niewątpliwie mocno wpływało na zakonników. Duży wkład w powstanie tego miejsca miał wojewoda krakowski Jan Tęczyński.

I tak życie pustelników toczyło się tu aż do czasów rozbiorów, kiedy to w wyniku carskiej ustawy o likwidacji zakonów dokonano kasacji zgromadzenia kamedułów i wygoniono z Rytwian braciszków. W okresie międzywojennym wspomniany już wcześniej książę Artur Radziwiłł próbował przywrócić zabudowaniom ich pierwotne funkcje, lecz z racji poważnych zniszczeń zakon kamedułów nie osiedlił się w Rytwianach ponownie. Starania księcia nie poszły jednak na marne. Odremontowano kościół i stał się on świątynią parafialną.

I taka sytuacja pewnie trwałaby do dzisiaj, gdyby na początku XXI wieku biskup sandomierski Wacław Świerzawski nie zdecydował się na odnowienie budynków. Potem ustanowił w tym miejscu Diecezjalny Ośrodek Kultury i Edukacji.  Dziś można poza podziwianiem erem zamieszkać w nich na jakiś czas i wyciszyć swoje skołatane ciągłym „biegiem” nerwy. My spacerując ogrodowymi alejkami, poczuliśmy się jakby część świata, ta „pędząca”, pozostała gdzieś za nami.

Jeśli jednak uważacie, że nie potrzebujecie wyciszenia, to i tak tu przyjedźcie. Warto bowiem zajrzeć do kościoła, ciemne wnętrza rozświetlają piękne zdobienia. My rzuciliśmy jeszcze okiem za ołtarz (do dziś nie wiemy, czy można tam było wchodzić). To, co tam ujrzeliśmy, zaparło nam dech. Niewielkie pomieszczenie chóru zimowego okraszone było przepięknymi malowidłami.

Na zakończenie dodamy, że ród Radziwiłłów do dzisiaj otacza to miejsce estymą. Kilka lat temu to właśnie w tym kościele w otoczeniu ponad 300 przedstawicieli największych polskich rodzin szlacheckich Artur Radziwiłł zawierał związek małżeński. Natomiast na pobliskim cmentarzu w 2009 roku pochowano księcia Macieja Radziwiłła, który Rytwiany darzył wielką miłością.

Ruiny zamku

Po dłuższej chwili zwiedzania wsiedliśmy do samochodu i udaliśmy się ponownie do centrum, aby zobaczyć ostatnią atrakcję wsi Rytwiany. Były nią ruiny zamku i okalający je park. Choć mówienie tu o ruinach to chyba jednak trochę przesada. Po zabytkowej budowli wzniesionej najprawdopodobniej w XIV wieku przez rodzinę Bogoriów ze Skotnik pozostał jedynie wysoki na kilkanaście metrów fragment muru narożnego. Położony jest on pośród zieleni, a wokół niego wzdłuż alejek poustawiano naturalnych rozmiarów figury znamienitych ludzi związanych z tym miejscem.

Po chwili spaceru wsiedliśmy do naszego pojazdu i ruszyliśmy w kierunku zamku w Baranowie Sandomierskim – pięknie odrestaurowanego i mieszczącego w swoich wnętrzach ciekawe muzeum. O tym, co nas tam zachwyciło przeczytacie w tekście Baranów Sandomierski – biała dama i Cyrankiewicz.

2 uwagi do wpisu “Rytwiany – pustelnia i gorzelnia

  1. W Rytwianach też byłam w tym roku. Klasztor naprawdę pięknie utrzymany, park również. Akurat przygotowywano się do odpustu, więc były też stragany, wystawa obrazów i … sporo ludzi (ale takich lokalnych, więc to mi nie przeszkadzało).

Dodaj komentarz