Marokańczyk w kapturze - Tanger

Maroko – #2 Agadir „la mémoire marocaine”

W poprzednim tekście przybliżyłem Wam pierwsze chwile, które pozostały w mojej pamięci, po utracie czterdziestu trzech lat życia. Dowiedzieliście się też, jak przywitał mnie Agadir. W tym artykule dalszy ciąg mojej marokańskiej historii. Czy wszystko potoczyło się już dobrze? Czy odnalazłem zagubioną pamięć? Jak wróciłem do kraju? Na niektóre z typ pytań znajdziecie tu odpowiedź.

Marokański koszmar

Dalszy ciąg mojej marokańskiej opowieści, której początek znajdziecie w tekście „Bardzo chciałbym zapomnieć…”.

Agadir – meldunek

Po tym jak w końcu dowiedziałem się, że już nie powinienem się bać i że zaraz dotrę do hotelu myślałem, że może być już tylko lepiej i w pewnym sensie tak było. Załadowawszy mnie ponownie do policyjnego busa, marokańscy stróże prawa dowieźli mnie w ciągu kilku minut do mieszczącego się w centrum miasta hotelu. Kiedy podeszliśmy wszyscy do recepcji, nogi pode mną uginały się z powodu wyczerpania. Moi opiekunowie starali się szybko wyłuszczyć sprawę, stojącej za kontuarem recepcjonistce. Niestety pojawił się kolejny problem, to oni dostali telefoniczne potwierdzenie gwarancji konsulatu, że opłaty za pokój zostaną uiszczone. Hotel takiej informacji nie dostał. Nie chciano więc mnie zameldować.

Całą sytuację wytłumaczył mi polskojęzyczny Marokańczyk, zapewniając jednocześnie żebym się nie denerwował. Zaprowadził mnie do stojących w hotelowym lobby foteli i powiedział żebym usiadł. Zarzekał się, że już na pewno zostanę w tym miejscu. Poprosił też obsługę hotelową o butelkę wody, którą mi przyniesiono. Sam z policjantami próbował załatwić sprawę meldunku. Udało im się to po około 30 minutach. W tym czasie zdążyłem już przysnąć, w całkiem wygodnym fotelu. Jego słowa o tym, że już mogę iść do pokoju docierały do mnie jak przez mgłę.

Agadir – hotelowe życie

Po wkroczeniu do pokoju, recepcjonistka, która mnie tam zaprowadziła osobiście powiedziała, że za chwilę przyniosą mi jeszcze coś do zjedzenia. Spytała też, czy mam jakieś życzenia. Nie miałem żadnych, poza jednym – paść na łóżko i spać. W czasie około 15 minut oczekiwania na posiłek siedziałem na łóżku, prawie bez ruchu. Wpatrywałem się w jeden punkt na ścianie – nic tam nie było, po prostu mój umysł całkowicie się wyłączył.

W końcu kelnerka przyniosła mi dość spora pizzę i życzyła smacznego. Kiwnąłem tylko głową. Myślicie pewnie, że rzuciłem się zaraz potem na ten zdawałoby się rarytas dla wygłodzonego człowieka. Otóż nie, wcale nie odczuwałem głodu. Wziąłem do ręki jeden niewielki kawałek i przeżuwając poczłapałem do łazienki. Kiedy spojrzałem w lustro, to się przeraziłem. Wtedy po raz pierwszy zobaczyłem swoją twarz oraz tors. Całe były w strupach z zakrzepłej krwi i dużych ciemnych siniakach. Najgorzej wyglądała głowa i brzuch. Nawet nie miałem siły, aby się umyć. Zresztą prawdę powiedziawszy, nawet o tym nie pomyślałem. Tak jak stałem doczłapałem do łóżka i rozebrany do połowy, w butach, padłem na nie, nawet nie wchodząc pod kołdrę.

Agadir – dzień pierwszy w hotelu

Przespałem całą noc, obudziło mnie dopiero natarczywe pukanie do drzwi. Gdy je otworzyłem zobaczyłem kelnera, który spytał czy przyjdę do restauracji hotelowej na śniadanie. Odpowiedziałem, że wolę zjeść w pokoju. Otrzymałem sandwicha z tuńczykiem i duża szklankę świeżo wyciskanego soku pomarańczowego. Sok owszem wypiłem, ale kanapki zjadłem tylko kawałek. Miałem tak skurczony żołądek, że każda porcja podchodziła mi pod gardło.

Ponownie położyłem się do łóżka, zasłoniwszy uprzednio rolety antywłamaniowe – och jak mnie raziło to słońce. Po kilku minutach otrzymałem telefon. Kiedy niezbyt pewnym głosem powiedziałem halo, usłyszałem poprawną polszczyznę. Kobieta, która ze mną rozmawiała poinformowała mnie, że jest konsulem RP. Nie potrafiłem wydusić słowa, do oczu napłynęły mi znowu łzy i zacząłem szlochać. Pani konsul spytała, czy u mnie wszystko dobrze i czy hotel opiekuje się mną należycie. Wydukałem, że owszem hotel jest OK, ale ja nic nie pamiętam i jestem przerażony. Zapewniła mnie, że nie mam się obawiać, bo moi przyjaciele już działają i jak najszybciej załatwią mi powrotny lot do Polski. Moja mama i przyjaciółka miały też zadzwonić do mnie jeszcze tego samego dnia. Poinformowała mnie też, że już wiedzą o mojej amnezji i są w kontakcie z polskimi lekarzami, którzy zaraz po powrocie zajmą się moją głową oraz ogólnym stanem zdrowia.

Hotel – prywatne telefony

Po tej rozmowie zjadłem drugi kawałek, „wczorajszej” pizzy, a potem w oczekiwaniu na zapowiedziane telefony położyłem się na łóżku. Rozmowa z moją przyjaciółką wywołała u mnie kolejna falę szlochu, która zaczęła się po jej stwierdzeniu „Mam na imię… pewnie teraz mnie nie pamiętasz…”. Kolejne zapewnienia, że wszystko będzie dobrze i najprawdopodobniej opuszczę Agadir i polecę do Polski za cztery dni, trochę podniosły mnie na duchu.

W oczekiwaniu na telefon od mamy znowu drzemałem, ale zacząłem czuć, że coś mnie kłuje w udo. Kiedy mu się przyjrzałem, zauważyłem, że coś niewielkiego jest w nie wbite. Niewiele myśląc, złapałem to w paznokcie i powoli zacząłem wyciągać. Jakie było moje zdziwienie, gdy w końcu w moich palcach znalazł się około 3-4 centymetrowy kolec kaktusa. Zacząłem się oglądać. Ku mojemu zdziwieniu i przerażeniu odnalazłem takich dziewięć. Pod wieczór zacząłem czuć jakiś smród. Cholera! To ja tak śmierdzę zauważyłem. Zrzuciłem moje jedyne ciuchy i poczłapałem pod prysznic. Potem ległem nago na łóżku przykrywając się kocem.

Cała energia psychiczna, którą dały mi rozmowy telefoniczne gdzieś się ulotniła, znowu zacząłem szlochać z rozpaczy. Brak jakichkolwiek wspomnień, czy choćby kojarzenia twarzy jest straszny i nikomu go nie życzę. Czułem wtedy dużą dezorientację i strach – tak nie wstydzę się tego przyznać, strasznie się bałem.

Agadir – kolejne hotelowe dni

W ciągu dwóch następnych dni mój stan psychiczny się nie zmienił. Spędzałem je na leżeniu, szlochaniu z rozpaczy i spaniu. Moje ciuchy (przypominam, że były to jedyne, które miałem) pokojówki wzięły do prania. Telefony od pani konsul trochę podnosiły mnie na duchu, ale tylko na chwilę.

Na trzeci dzień mojego pobytu w hotelu otrzymałem wyprane ciuchy. Wieczorem zadzwoniła pani konsul i poinformowała mnie, że kolejnego dnia będę miał dwie wizyty. Pierwszą osobą, która powinna mnie odwiedzić, była sekretarka konsula honorowego. Miała mi przynieść bilet na samolot, zapłacić za hotel oraz zostawić trochę pieniędzy na taksówkę, czy drobne zakupy. Drugą znajoma moich znajomych. Agadir był miejscem, w którym rezyduje, pracując w jednym z większych polskich biur turystycznych.

Po przebudzeniu w piątek postanowiłem, że skoro będę miał odwiedziny (niestety nie wiedziałem o których godzinach) to postaram się jakoś wyglądać. Kiedy już się odświeżyłem i ubrałem w czyste ciuchy, doszedłem do wniosku, że muszę spróbować wyjść z pokoju. Stał się moją osobistą twierdzą rozpaczy. Podszedłem do drzwi i położyłem rękę na klamce, wtedy dopadł mnie irracjonalny strach. Stałem tak jakiś czas, zanim zebrałem się w sobie i wyszedłem na korytarz. Udałem się na śniadanie.

W restauracji, stojąc przy szwedzkim bufecie usłyszałem dobiegający od strony jednego ze stolików język polski. Zagryzłem wargi i postanowiłem podejść do pary, która przy nim siedziała. Przywitałem się i powiedziałem, że jestem polskim turystą i że straciłem pamięć. Chwilę porozmawialiśmy, a na koniec dziewczyna zaproponowała mi, że jak wieczorem wrócą z wycieczki, to spojrzy na moją ranę na głowie i poprawi mi opatrunek (okazało się że jest pielęgniarką). Mam też się nie przejmować zbytnio, bo pamieć na pewno mi wróci.

Wizyty

Po śniadaniu psychicznie podbudowany wróciłem do pokoju i czekałem na gości. Pierwsza przyszła sekretarka polskiego konsula honorowego i tu spotkało mnie wielkie zdziwienie. Kobieta (bardzo zresztą miła) nie znała ani polskiego, ani angielskiego. Dzięki pomocy recepcjonistki udało się jednak dogadać i wszystko załatwiliśmy. Dowiedziałem się też, że prowadziłem blog, w którym opisywałem moje podróże. Recepcjonistka zaproponowała mi, że mogę skorzystać z hotelowego komputera i zobaczyć co pisałem. Byłem jej wdzięczny, w końcu jakieś źródło zaczepienia. Czegoś się o sobie dowiem.

Poszedłem za nią do business room-u, gdzie posadziła mnie przed tak samo wielkim, jak starym monitorem. Przeraziłem się. Jak się to obsługuje, to też uleciało z mojej głowy wraz z pamięcią. Pracownica hotelu wyczuła moje zdenerwowanie i pomogła mi w obsłudze oraz uruchomiła blog. Z czasem odkryłem, że przeglądanie go nie jest wcale takie trudne, za to bolesne. Po kilkunastu minutach wpatrywania się w migoczące na ekranie zdjęcia z moich wyjazdów, zaczęła mnie boleć głowa.

Poznawanie mojej przeszłości zostało jednak przerwane, zostałem poproszony do recepcji bo dzwoniono do mnie. Była to druga osoba, która miała mnie odwiedzić tego dnia – będę na pół godziny stwierdził miły kobiecy głos. Wróciłem szybko do pokoju i poprawiłem bandaż na głowie, rozdarcia na koszulce postarałem się zamaskować i czekałem. Za chwilę rozbrzmiał w moim pokoju dzwonek telefonu i poinformowano mnie, że mam przyjść do lobby.

Agadir – jak wyszedłem na miasto

Gdy tam dotarłem zobaczyłem młodą ładną dziewczynę, która wyciągnęła na powitanie rękę i przedstawiła się. Chwilę porozmawialiśmy, dowiedziałem się, że pojedzie ze mną w sobotę na lotnisko i pomoże w wylocie. Bardzo się z tego ucieszyłem. Po pewnym czasie dziewczyna spytała, czy chciałbym z nią wyjść zobaczyć Agadir. Strach ścisnął mi serce. Mam wyjść poza hotel? Ale jednocześnie zadziałało poczucie wstydu. Kurde człowieku ładna dziewczyna chce z tobą iść na kawę, a ty się boisz. No i oczywiście zgodziłem się.

Nie żałowałem tego, była bowiem świetną rozmówczynią i moja psychika się rozluźniła, a ja poczułem się pewniej. Umówiliśmy się na poranek kolejnego dnia, bo linie lotnicze zażyczyły sobie stawiennictwa na odprawie cztery godziny przed wylotem. Okazało się, że nie było to jedyne nasze spotkanie tego dnia.

Po południu moja opiekunka zadzwoniła i powiedziała, że konsul poprosiła ją, żeby przeszła się jeszcze ze mną na komisariat, aby uzyskać oficjalne potwierdzenie napadu i kradzieży moich rzeczy. Gdy dotarliśmy na policję, potraktowano nas w typowo marokańskim stylu. A więc miło wysłuchano naszych tłumaczeń i prośby, ale odmówiono przyjęcia jakiegokolwiek zgłoszenia. Według nich powinniśmy udać się w tej sprawie do Marakeszu (totalna spychologia). Wróciliśmy więc do hotelu i pożegnaliśmy się. Pielęgniarka, która miała do mnie dotrzeć, jednak się nie zjawiła.

Kolejny dzień miał być dniem mojego powrotu do Polski i spotkań z przyjaciółmi oraz rodziną.

Myślicie, że tak się stało – no cóż nic w życiu nie można brać za pewnik, ale o tym już w tekście Maroko – #3 „Myślał indyk o niedzieli…”.

11 uwag do wpisu “Maroko – #2 Agadir „la mémoire marocaine”

    1. Teraz po półtorej miesiąca i rozmowach z przyjaciółmi i psychologiem, mogę spokojnie o tym pisać, ale wtedy był to dla mnie koszmar. Choć dzięki temu zdarzeniu dowiedziałem się też, że mogę liczyć na wielu przyjaciół i znajomych 🙂

Dodaj komentarz