wpadki w podróży - historie

Wpadki w podróży – 5 prawdziwych historii

Wpadki w podróży zdarzają się nawet najlepszym. Mikołaj przez pewien czas związany był z branżą turystyczną i często podróżował zawodowo. Podczas tych wyjazdów przydarzały się różne historie – czasami zabawne, a czasami mniej. Posłuchajcie kilku z nich.

Grobowiec w autokarze

Jak wielu Polaków również i Pan Marian, który wybrał się na objazdówkę po Włoszech, lubił raczyć się procentami. Kiedy tylko minęliśmy granicę z Czechami, otworzył pierwszą butelkę swojej własnej nalewki i zaczął ją spożywać w samotności na ostatnim miejscu w autokarze.

Długo nie trwało, a w ruch poszła kolejna. Po pewnym czasie Pan Marian poczuł, że powieki zaczynają mu opadać, a świat odpływa w dal. Jego żona uprosiła kierowców, aby Ci pozwolili zdrzemnąć się jej mężowi w tzw. „szlafce”. Jest to niewielka przestrzeń, w której sypiają kierowcy podczas podróży.

Pana Mariana ułożono do snu i pojechaliśmy dalej. Droga była płaska jak stół, więc i autokarem nie kołysało. Po około pół godzinie usłyszeliśmy wielki rumor, a zaraz po nim krzyk: „Ratunku! Wyciągnijcie mnie stąd, nie zakopujcie mnie!”. Kilkoro innych pasażerów zaczęło się śmiać. Po chwili, otworzono drzwi do „szlafki” i wypuszczono Pana Mariana. Biedak przebudził się w ciemnym, ciasnym pomieszczeniu i przestraszył się, że go zakopują w grobie.

Obiecał, że już nie weźmie alkoholu do ust i do końca wyjazdu faktycznie tak było. Czasami wpadki w podróży mogą wyjść nam na dobre.

Wpadki w podróży - historie prawdziwe

Rocznicowa niespodzianka

Wyobrażacie sobie 45 lat życia w małżeństwie? Jak dla nas pan Roman jest bohaterem, a pani Krysia świętą. Całe życie ciężko pracowali i nigdy nie wyjeżdżali poza granice Polski. Kiedy więc w końcu przeszli na zasłużoną emeryturę, postanowili, że „zaszaleją” i wybiorą się nad ciepłe morze do wymarzonej Grecji.

Niestety okazało się, że stać ich tylko na wycieczkę autokarową. Pan Roman miał chorobę lokomocyjną i bał się długiej, trwającej ponad dobę jazdy. Postanowili, że do Grecji pojedzie tylko Pani Krysia, zrobi dużo zdjęć i wszystko mu opowie.

Nadszedł dzień wyjazdu. Pan Roman odprowadził żonę na miejsce zbiórki i jak na dżentelmena przystało, sam schował bagaż do luku w autokarze. Pocałowali się czule jak para nastolatków na pożegnanie i Pani Krysia ruszyła na swoje 7-dniowe wakacje życia.

Piękna plaża, słońce i miła atmosfera bardzo jej się podobały, a do tego jeszcze ten młody rezydent, który wszystko potrafił ogarnąć. Codziennie przed snem dzwoniła do męża i z wypiekami na policzkach opowiadała, co zobaczyła, co jadła i z kim tańczyła na wieczornych dyskotekach na plaży.

W końcu nastał dzień powrotu. Pani Krysia ustawiła się w pierwszym szeregu do autokaru. Kierowca wyczytywał kolejne nazwiska, ludzie wsiadali do środka, a Pani Krysia stała dalej. W końcu mężczyzna zamknął listę. Kobieta podeszła do niego i spytała: „A ja?”. Sprawdzili jeszcze raz, ale niestety nie znaleźli jej nazwiska. Pani Krysia zalała się łzami. Kierowca postanowił zadzwonić i po chwili sprawa się wyjaśniła. Pan Roman zrobił swojej żonie niespodziankę i dokupił jej dodatkowe trzy dni wypoczynku nad greckim morzem. Czy zrobił to z miłości, czy może z chęci złapania oddechu po tych 45 latach razem, tego nie wiemy.

Wpadki w podróży się zdarzają. Nam może uśmiech zagościł na twarzy, pani Krysia została jednak w Grecji ze łzami w oczach.

Wpadki w podróży - samotność w Grecji

Mikołaj na Ringu

Pewnego razu Mikołaj, który miał wyjechać z wycieczką do Wielkiej Brytanii, spóźnił się i musiał dogonić własnym samochodem autokar. Udało mu się to dopiero na obwodnicy Berlina, nazywanej Ringiem. Zadzwonił do kierowcy, samochód zostawił na dużym parkingu przy stacji benzynowej i pojechał do Londynu.

Cały wyjazd poszedł jak po maśle i wszyscy byli zadowoleni. Wracając Mikołaj poprosił kierowcę, aby ten zatrzymał się na Ringu i wysadził go przy samochodzie. Niestety, żaden z nich nie pomyślał, że obwodnica Berlina to wielopasmowa autostrada, po której z dużą szybkością porusza się duża liczba samochodów. Kierowca wysadził Mikołaja, ale po drugiej stronie autostrady, co zresztą jest normalne i oczywiste.

Nasz bohater nie zastanawiał się długo i zarzucił plecak na ramię. Pomyślał: „Nie ma problemu – przebiegnę”. Kiedy podszedł do krawędzi jezdni zauważył, że nie będzie to takie proste. Tym bardziej, że nagle za plecami usłyszał dźwięk policyjnej syreny. Patrol motocyklowy przyglądał mu się z ciekawością: „Ma pan zamiar wbiec na autostradę?”, „Kto? Ja? Nie, tak tylko tu sobie stoję”. Stał tak 15 minut, a policjanci za nim. W końcu jeden z nich zaczął się śmiać. Zszedł z motocykla i kazał iść za sobą. Weszli obaj na niewielkie wzniesienie skryte za drzewami. Nad autostradą była przerzucona wąska kładka, ogrodzona łańcuchem i kłódką. „Możesz przejść, tylko uważaj” usłyszał Mikołaj. Po chwili był już przy swoim samochodzie.

Takie wpadki w podróży mogą skończyć się tragicznie, warto więc przygotować się na podobne sytuacje wcześniej.

Wpadki w podróży - droga

Zaginiony pilot

Słyszeliście kiedyś o pilocie wycieczki, który zgubił swoją grupę? Nie? To posłuchajcie.
Wybraliśmy się na wycieczkę do Londynu. Grupa liczyła około 35 osób i była mocno zintegrowana, co ułatwiało jej prowadzenie. Pierwsze atrakcje poznane, wszyscy zadowoleni i podekscytowani wizytą w kilku kolejnych ciekawych muzeach.

Aby się tam dostać, musieliśmy dojechać do nich metrem, które okazało się dość zatłoczone. Wszyscy sprawnie przeszli przez bramki i ustawili się na peronie. Z ust pilota padły zdania: „Wsiadamy szybko i wysiadamy na ósmej stacji. Proszę się mnie pilnować”. Kiedy wagony podjechały, wysypał się z nich tłum i zrobiło się zamieszanie, ale grupa wsiadła do środka. Pociąg ruszył i wtedy okazało się, że są wszyscy, brakuje tylko… pilota wycieczki, który nie zdążył wsiąść.

Historia dobrze się skończyła. Mikołaj przejął rolę szefa grupy z jej lekkimi oporami i wysiedliśmy na odpowiedniej stacji. Po kilku minutach kolejnym pociągiem dojechał pilot i mogliśmy kontynuować zwiedzanie.

Londyn - Metro

„Janusze i Grażyny” w hotelowej restauracji

Czy sytuację tę można podciągnąć pod wpadki w podróży? Może nie do końca, ale dodajemy ją ku przestrodze dla zbyt zachłannych.

Kończyła się dwutygodniowa objazdówka po Francji. Uczestnicy trochę już zmęczeni szykowali się do powrotu. Przed nami było kilkanaście godzin jazdy autobusem.

Restaurację hotelową otwierali o 8:00 i na tę porę miało być śniadanie. Większość ludzi dotarła około 8:15. Na wystawionych talerzach i półmiskach pustki. Nikt nie jadł, więc pewnie jeszcze nic nie podano. Poszliśmy do kuchni i pytamy, kiedy to zrobią. A tam wielkie zdziwienie i konsternacja. Przecież o 8:00 wszystko było wyłożone na stołach.

Razem z pracownikami hotelu zrobiliśmy prywatne śledztwo. Po chwili znaleźliśmy winowajców – dwie pary z naszej wycieczki. Schowani za filarami jakby nigdy nic przygotowywali sobie bułki na podróż. Uzbierał się już ich spory stosik, w końcu zawinęli prowiant dla całej grupy. Myślicie, że się przejęli? Kompletnie.

Chwila rozmowy z hotelarzami i sprawa załatwiona. Na „szwedzki stół” wjechały nowe produkty, ale… przy drzwiach do restauracji stanęło dwóch kelnerów. Nie wypuszczali nikogo z jedzeniem na zewnątrz. Nasze dwie pary musiały zjeść wszystko na miejscu. Pilnowała ich też cała grupa.

Do końca podróży nie odezwali się już do nikogo, nie wychodzili też na posiłki na postojach, za to często widziano ich w okolicach toalety. Pamiętajcie – „januszostwo” nie popłaca.

Wpadki w podróży - Janusze i Grażyny

Wpadki w podróży to chleb powszedni wszystkich pracowników biur podróży. Czasami są one zabawne, niekiedy niestety kończą się niewesoło. Pamiętajcie, aby w podróży zachowywać się odpowiedzialnie i dbać o siebie, jak i współtowarzyszy.

A Wam przydarzyły się jakieś niespodziewane wpadki w podróży?

8 thoughts on “Wpadki w podróży – 5 prawdziwych historii

  1. Historia z grobowcem to mój hit! XD mi nie przydarzyło się nic nadzwyczajnego, ale raz razem z narzeczonym pomyliliśmy miasto rezerwacji hotelu i zamiast w Ho Chi Minh zarezerwowaliśmy hotel w Hanoi – no też na H! 😀

  2. Historia o grobowcu chyba najciekawsza.
    My natomiast mieliśmy podobną sytuację do opisanego pilota w Anglii.
    Byliśmy w Tokio. Na jednej ze stacji metra podjechał piękny pociąg z wagonami pomalowanymi w stylu bajki Hello Kitty. Chciałem zrobić fajne zdjęcie – moje dziewczyny weszły do wagonu, stały w drzwiach robię jedno, drugie trzecie zdjęcie po czym zamknęły się drzwi i pociąg odjechał.Całę szczęście „odnalazłem” zguby kilka stacji dalej.

Powiedz nam, co sądzisz o naszym artykule