Ryga - panorama

Spacer po Rydze – miasto Hanzy

Stolica Łotwy to dość kontrowersyjne miasto. Przez lata istnienia przechodziła z rąk do rąk. Była też jednym z największych portów w Europie, a przed wiekami należała do sławnej Hanzy. Jadąc do niej, chcieliśmy dowiedzieć się, czy warto tam spędzić kilka dni. Pierwszego wybraliśmy się na spontaniczny spacer po Rydze.

Parę dni po Nowym Roku spakowaliśmy plecaki i ruszyliśmy na podbój Łotwy. Wyruszaliśmy z Warszawy na pokładzie litewskich linii autobusowych. Podróż zaczęła się z około 20-minutowym opóźnieniem. Jechaliśmy w nocy, więc przez większość drogi spaliśmy. Na miejsce mieliśmy dotrzeć około 14:00. Nasze zdziwienie było ogromne, gdy już o 11:00 usłyszeliśmy, że do celu pozostało 20 kilometrów i zaraz będziemy w Rydze. Widocznie litewskie autobusy poruszają się w odmiennym uniwersum czasowym. Dworzec autobusowy w stolicy Łotwy znajduje się w centrum miasta, więc nie musieliśmy kombinować dodatkowego transportu, aby rozpocząć nasz spacer po Rydze.

Hale targowe

Naprzeciw dworca za kilkunastometrowym kanałem znajdują się cztery budynki. Do ich budowy wykorzystano hangary mieszczące kiedyś niemieckie sterowce. Pierwotnie ustawiono je pod Lipawą, aby podczas I wojny światowej móc dokonywać nalotów na Petersburg. Gdy wojna się skończyła, budynki trafiły do Rygi i zaadaptowano je na duże targowisko. O tym, jak było duże świadczyć może fakt, że w chwili gdy je otwierano w 1930 roku, było największym centrum handlowym w Europie. Dziś na tym terenie umiejscowiono ponad 3000 stoisk, które dziennie odwiedza około 100 tys. osób. Co niewątpliwie jest liczbą dość imponującą tym bardziej, że w stolicy Łotwy mieszka obecnie około 600 tysięcy ludzi.

Spacerując pośród straganów, można posłuchać o codziennych problemach mieszkańców Rygi, zrobić zakupy na najbliższe dni lub po prostu nacieszyć oczy feerią barw. Nam najbardziej spodobały się stoiska ze świeżymi owocami morza.

Chwila na nadbrzeżu

Po wyjściu z hangarów przeszliśmy na drugą stronę ulicy i nadbrzeżem Dźwiny ruszyliśmy w kierunku centrum miasta. W oddali wznosiła się wyraźnie odbijająca się na horyzoncie wieża radiowo-telewizyjna, będąca ze swoimi 368 metrami, trzecią co do wysokości wieżą w Europie. Dla porównania najwyższy polski budynek, którym jest PKiN w Warszawie, ma wysokość 237 metrów.

Po minięciu mostu kolejowego naszym oczom ukazał się pomnik upamiętniający wydarzenia ze stycznia 1905 roku. Wtedy to car postanowił rozpędzić demonstrantów, którzy przyszli do niego z petycjami. Zrobił to za pomocą wojska. Rozpętała się krwawa jatka, w wyniku której zginęło ponad 120 osób (tyle podają źródła oficjalne, nieoficjalnie mówi się o ok. 800 zabitych, a Róża Luksemburg w swoich opracowaniach podnosiła tę liczbę aż do 6000).

Przy pomniku skręciliśmy w kierunku naszego hotelu, do którego doszliśmy niespiesznym krokiem, podziwiając piękną architekturę Rygi (będziemy jeszcze o niej pisać). Miasto zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Po chwili odświeżenia udaliśmy się na spacer po Rydze.

Kościół św. Gertrudy

Pierwszym miejscem, do którego się udaliśmy po odświeżeniu w hotelu, był luterański kościół św. Gertrudy. Został wzniesiony w drugiej połowie XIX wieku i określany jest „starym”. Podczas zwiedzania wnętrz świątyni naszą uwagę zwróciły misternie wykonane witraże. Pisząc o tym miejscu, nie można też nie wspomnieć o organach, które zostały wykonane w sławnej pracowni Wilhelma Sauera. Jego dzieła znajdują się w Berlinie czy Lipsku. Pracownia ta wykonała też największe swego czasu organy na świecie, które mieściły się we wrocławskiej Hali Stulecia. Dźwięk ryskich piszczałek jest uważany za najbardziej melodyjny w całej Łotwie. Nam niestety nie było dane ich posłuchać.

Cerkiew św. Aleksandra Newskiego

Niedaleko kościoła św. Gertrudy znajduje się kolejna świątynia. Tym razem jest to prawosławna cerkiew pod wezwaniem świętego Aleksandra Newskiego. Jej historia pośrednio związana jest z… Napoleonem. Całkiem możliwe, że gdyby nie jego zapędy imperialistyczne, to nigdy by nie powstała.

A było to tak… gdy wojska Napoleona wkroczyły do Rygi, doszczętnie zniszczyły znajdującą się nieopodal cerkiew Ikony Matki Bożej „Życiodajne Źródło”. Wierni niezwłocznie po opuszczeniu miasta przez wojska najeźdźców zebrali pieniądze i odbudowali kościół. A czemu zmieniono jego nazwę? Otóż święty Aleksander Newski był patronem sił rosyjskich, więc jego imię miało symbolizować zwycięstwo Wielkiej Rosji nad francuskim wrogiem.

Według nas cerkwie mają w sobie jakąś magię. Ikony, wysokie świeczki wotywne i zapach kadzidła tworzą w nich mistyczną atmosferę. Żałujemy tylko, że obowiązuje w nich całkowity zakaz robienia zdjęć i faktycznie jest egzekwowany. Dlatego cerkiew św. Aleksandra Newskiego jest jedyną, którą zobaczycie od wewnątrz na naszych zdjęciach, a właściwie zdjęciu. Udało się je zrobić Mikołajowi „z biodra”, choć po chwili miał już na głowie mężczyznę, który pilnował go aż do wyjścia.

Sobór Narodzenia Pańskiego

Kontynuując spacer po Rydze, doszliśmy do parku, na którego rogu postawiono pomnik mężczyzny. Na pierwszy rzut oka przypominał nam oficera wojsk francuskich z czasów Napoleona. Jeśli chodzi o datę, to jak najbardziej trafiliśmy, ale jeśli chodzi o narodowość – już nie. Zresztą co tu się dziwić, po co wystawiać na Łotwie pomniki najeźdźcom. Bardziej odpowiednie byłoby pomyśleć, że to bohater narodowy i wtedy byśmy trafili. Michaił Barclay de Tolly był rosyjskim generałem feldmarszałkiem i ministrem wojny, który dowodził obroną w czasie najazdu Napoleona. Przysłużył się również swojemu narodowi, tłumiąc insurekcję kościuszkowską. Jego dziadek był burmistrzem Rygi, a ojciec za swoje zasługi otrzymał tytuł szlachecki.

Tuż przy pomniku znajduje się pięknie wyglądająca największa w krajach bałtyckich prawosławna cerkiew. Sobór Narodzenia Pańskiego został wybudowany w 1883 roku i do czasów I wojny światowej pełnił swoją pierwotną funkcję. Potem Niemcy przemianowali go na zbór luterański, a po II wojnie światowej władze radzieckie urządziły w jego wnętrzach planetarium. Swoje właściwe przeznaczenie odzyskał dopiero w latach 90-tych XX wieku, kiedy Łotwa ogłosiła wyjście z ZSRR.

Pomnik Wolności i Opera

Kolejnym miejscem, na które warto zwrócić uwagę wybierając się na spacer po Rydze, jest wznoszący się na wysokość 35 metrów Pomnik Wolności. Został wybudowany w latach 30-tych XX wieku w miejscu, gdzie do 1915 roku, a więc do wkroczenia do Rygi wojsk niemieckich, stał pomnik cara Piotra Wielkiego. Po zakończeniu II wojny światowej władze radzieckie chciały wysadzić go w powietrze. Jednak dzięki pomysłowi znanej i pochodzącej z Rygi rzeźbiarki socjalistycznej Wiery Muchiny udało się go uratować. Przekonała ona władze do tego, aby sto metrów dalej postawiono pomnik Włodzimierza Ilicza Lenina. Gwiazdy trzymane nad głową przez alegorię wolności, które wcześniej symbolizowały trzy historyczne rejony państwa, zaczęto wtedy utożsamiać z jednością radzieckich republik bałtyckich. Dziś przed pomnikiem stoi warta honorowa.

Kilkadziesiąt metrów od Pomnika Wolności pośród drzew znajduje się piękny budynek Łotewskiej Opery Narodowej. Wybudowano ją w 1863 roku, a już 19 lat później prawie cała uległa zniszczeniu w wyniku pożaru. Jej odbudowa trwała aż 5 lat. Dziś podczas sezonu, który trwa 9 miesięcy, wystawianych jest tam około 200 spektakli operowych i baletowych.

Niewątpliwą ciekawostką jest też płaskorzeźba sławnego niemieckiego kompozytora Richarda Wagnera, którą podczas spektakli podświetlają światła. Skąd pomysł umieszczenia w tym miejscu podobizny muzyka? Otóż pomiędzy 1837-1839 rokiem pracował on jako dyrektor teatru w Rydze. Interesuje Was, czemu stamtąd wyjechał do Paryża? Powód był prozaiczny – twórca „Pierścienia Nibelunga” i „Tristana i Izoldy” uciekał przed swoimi wierzycielami.

Katedra Protestancka

Następnym miejscem, które odwiedziliśmy pierwszego dnia podczas spaceru po Rydze, była wybudowana w XIII wieku katedra protestancka. Przylega do niej spory kompleks klasztorny, w którego krużgankach powystawiano wiele ciekawych artefaktów związanych z historią miasta. W samym kościele uwagę przyciągają piękne witraże. I choć są sporo młodsze od murów, bo pochodzą z przełomu XIX i XX wieku, to warto zwrócić na nie uwagę. Nam spodobał się również prosty ołtarz oraz zaliczane do największych na świecie organy mechaniczne.

Kościół św. Piotra

Powoli zaczęło się ściemniać, a my po całonocnej jeździe byliśmy lekko senni i głodni. Kończąc więc nasz spacer po Rydze, wstąpiliśmy tego dnia do jeszcze jednego miejsca – za to bardzo ważnego dla łotewskiej stolicy. Wzmianki o kościele św. Piotra pojawiają się w kronikach już w 1209 roku. Zwiedzanie tego miejsca zaczęliśmy jednak nie od podziwiania samego kościoła, a od wjechania windą na jego wieżę. Rozciąga się z niej piękna panorama na całe miasto.

Gdy do windy weszło kilka osób, starszy już windziarz spytał, czy wszyscy posługują się językiem Tołstoja. Słysząc potwierdzenie, nacisnął guzik i rozpoczął swoją krótką opowieść o tym, jak pojazd potrafi się zaciąć w połowie drogi, a miał przy tym iście diabelską minę. Przed dojechaniem na szczyt rozpoczęły się lekkie wstrząsy i zgrzyty, wtedy jedna z kobiet zrobiła się blada i zasłoniła twarz rękoma. Nie dane było nam jednak usłyszeć jej wysokiego C, bo drzwi rozsunęły się i uderzył w nas mocny powiew wiatru.

We wnętrzach zostało niewiele z przedwiekowej świetności tej świątyni, ale warto je obejrzeć. Podczas naszego pobytu w Rydze wystawiono w kościele św. Piotra wystawę malarstwa współczesnego. Była dość ciekawa, może dlatego, że mocno kontrastowała z tymi historycznymi murami.

Koszt zwiedzania kościoła i wjazdu na platformę widokową to 7 euro (więcej informacji na stronie świątyni).

Po wyjściu ze świątyni udaliśmy się na odpoczynek do hotelu, który wyglądał niczym relikt epoki komunizmu. Kolejnego dnia mieliśmy zaplanowane zwiedzanie kilku muzeów. Przeczytacie o nich w tekście Muzea Rygi i jej secesyjne uliczki.

10 uwag do wpisu “Spacer po Rydze – miasto Hanzy

Dodaj komentarz