Nikiszowiec – Śląsk w starym stylu

Nikiszowiec

Postanowiliśmy poznać Śląsk, takim jakim był około 100 lat temu. Nie trzeba w tym celu przenosić się w przeszłość, wystarczy przejechać się do jednej z dzielnic Katowic. Wiek temu była ona oddzielnym górniczym miastem i do dzisiaj stara się zachować taki charakter. Poznajcie Nikiszowiec.

Jak dojechać do Nikiszowca?

Jeśli chcecie poznać Nikiszowiec, wystarczy na dworcu w Katowicach wsiąść w autobus linii 930, a następnie wysiąść na przystanku „Nikiszowiec Kościół”. Czas przejazdu na tej trasie wynosi około 20 minut. My jednak postanowiliśmy trochę urozmaicić sobie tę wycieczkę. Pojechaliśmy więc pociągiem do stacji Zalesie, a stamtąd przez lasy ruszyliśmy do Nikiszowca. Miało to ten plus, że „zaliczyliśmy” poranny spacer po pięknym lesie, gdzie słońce muskało promieniami zieleń traw.

Po pewnym czasie wyszliśmy na otwartą przestrzeń, a naszym oczom ukazały się zabudowania Kopalni Wieczorek. Kawałek dalej zobaczyliśmy charakterystyczną bryłę starej wieży ciśnień. U jej podnóża zaczynają się już pierwsze zabudowania Nikiszowca. Gdy przeszliśmy przez bramę, której łuk znajdował się w jednej z zabytkowych kamienic, znaleźliśmy się na głównym placu tego dawnego osiedla górniczego.

Nikiszowiec – historia

Nazwa Nikiszowiec pochodzi od oznaczenia znajdującego się w pobliżu szybu kopalnianego. Brzmiało ono z niemieckiego Nickisch (później zmieniono go na szyb „Poniatowski”). Na całe szczęście nikt z włodarzy tych terenów nie wpadł na pomysł zmiany nazwy miasteczka na np. Poniatowice, mogłoby ono wtedy stracić na swojej magii. A tak można zagłębiać się z przyjemnością w osiedle familoków.

Familoki – to nazwa kamienic – zaczęto budować w 1911 roku. Kilka lat później, wychodząc naprzeciw oczekiwaniom mieszkańców postanowiono postawiać nowy kościół. Jego budowę przerwał wybuch I wojny światowej. Były to bardzo trudne czasy dla mieszkańców tych terenów, a zakończenie działań militarnych wcale ich nie zakończyło. Rozpoczęła się tam bowiem epidemia tyfusu.

Mimo, że autochtoni mieli nadzieję na przyłączenie ich miejscowości do terytorium Rzeczpospolitej tak się nie stało. Było to jednym z powodów wybuchu Powstań Śląskich. Szczególnie podczas pierwszego z nich, w Nikiszowcu toczyły się bardzo zacięte walki. W końcu w 1922 roku mieszkańcy mogli powiedzieć, że mieszkają w Polsce.

W czasie II wojny światowej dość szybko Nikiszowiec znalazł się pod okupacją niemiecką, a mieszkańcom wyrobiono nowe dokumenty. Przy tej okazji trzeba było podawać jakim posługuje się językiem, większość stwierdziła, że dialektem śląskim. Niemcy uznali, że jest to niemiecki i wpisywali ludzi na Deutsche Volksliste. Mężczyźni zaczęli być na siłę wcielani do Wehrmachtu, w kopalni pracę podejmowały kobiety, a później jeńcy wojenni. Nie oznacza to jednak, że miejscowi godzili się na takie traktowanie, zaczęły tam powstawać liczne organizacje konspiracyjne. Po zakończeniu wojny Nikiszowiec  dalej służył jako osiedle przykopalniane. Obecnie jest atrakcją turystyczną Katowic, do których został włączony w 1960 roku.

Ulice Nikiszowca

Stuletnie kamienice z surowej cegły od razu przydają dzielnicy przemysłowego charakteru. Każde z okien obwiedzione jest czerwoną farbą, różnią się jednak wystrojem wewnętrznym. Różne firanki, sporo kwiatów w oknach i bibeloty zachęcają, by zaglądać do tego innego świata. Czas w tym miejscu jakby się zatrzymał. Oczami wyobraźni widzieliśmy spacerujących alejkami i wchodzących na podwórka górników, dzieci biegające z kijkami i szmacianymi lalkami oraz kobiety plotkujące pod sklepem.

Kiedy spacerowaliśmy pośród starych kamienic do naszych uszu dobiegł dźwięk akordeonu. Po chwili zorientowaliśmy się, że rozbrzmiewa on spod arkad znajdujących się u podnóża jednego z familoków. Podeszliśmy do mężczyzny, który grał na instrumencie i rozpoczęliśmy rozmowę.

Okazało się, że Pan Wiesław jest muzykiem Katowickiej Kapeli Podwórkowej Retro Paka. Pełni w niej funkcję zastępcy szefa. Zapraszał nas na koncerty, które organizują. Jak się dowiedzieliśmy po powrocie do domu, kapela ta jest laureatem wielu konkursów muzycznych. Ci śląscy muzycy występowali na scenach: Wiednia, Berlina, Saksonii, Budapesztu oraz Czech.

Kościół św. Anny

Po rozmowie z muzykiem poszliśmy zobaczyć jak wygląda górniczy Kościół św. Anny. Nie zawiedliśmy się, wnętrza są większe niż można by sądzić oglądając budowlę z zewnątrz, a ich zdobienia robią dość duże wrażenie.  Pierwszym elementem wyposażenia, na które zwróciliśmy wzrok nie był ołtarz, a zwisający z kopuły duży żyrandol.  Ściany przyozdabiały malowidła ukazujące drogę krzyżową, a światło wpadało do środka przez kolorowe witraże.

Pan Wiesław wskazał nam też jedną z ciekawostek Nikiszowca – powiedział żebyśmy zwrócił szczególną uwagę na dwie wieże kościoła świętej Anny. Nie umieszczono w nich tak jak w innych budowlach sakralnych tylko dzwonów, znajdują się tam również… koła windy kopalnianej.

Nie tylko turyści doceniają uroki Nikiszowca. Plenery tej dzielnicy zostały również użyte w kilku produkcjach filmowych. Dzielnica była jednym z ulubionych planów filmowych Kazimierza Kutza. Mówił on o tym miejscu, że jest Śląskiem w pigułce.

Nasz spacer przez Nikiszowiec trwał około 1,5 godziny. Do centrum Katowic wróciliśmy autobusem, by zwiedzić jedno z ciekawszych muzeów, jakie widzieliśmy w Polsce.

11 Comments

  1. Świetne klimaty, w Poznaniu w czasie wojny przy ulicy Opolskiej postawili osiedle domków, w zasadzie baraków, które miały być tymczasowym mieszkaniem dla Polaków wysiedlonych z centrum. Baraki stoją do dzisiaj, niskie murowane z wychodkami na zewnątrz. Podejrzewam, że mogą postać dłużej niż jeden blok z płyty z czasów PRL.

  2. Pingback: Atrakcje Katowic, które zobaczyliśmy w jeden dzień

Powiedz nam, co sądzisz o tym artykule