Na południe od Kielc – domki Hobbitów i płaszcz Wielkiego Mistrza

Na południe od Kielc

Na południe od Kielc można znaleźć wiele ciekawych miejscowości i wsi, które oferują pasjonująca przygodę w odkrywanie. Podczas naszej jednodniowej wycieczki znaleźliśmy prawdziwe domki Hobbitów, zaporę wodną oraz płaszcz Wielkiego Mistrza Zakonu Krzyżackiego. A wszystko to w mało turystycznych miejscach, zobaczcie sami jakich – zabieramy Was na naszą mikrowyprawę.

Borków

Ten wolny dzień zaczął się normalnie – śniadanie, kawa i już zmierzaliśmy ku czekającej nas przygodzie. Po przejechaniu kilkunastu kilometrów na południe od Kielc zagłębiliśmy się w leśne ostępy. Po chwili natrafiliśmy na zjazd, a za nim spory jak na takie miejsce parking. Kilka kroków od niego wznosiła się zapora, a z niej rozciągał się przepiękny widok na otoczony lasami zalew. W oddali zauważyliśmy też piaszczystą plażę i kilka zabudowań wokół niej.

Nas jednak bardziej zafascynowała sama niewielka tama, po której spacerowaliśmy. Podziwialiśmy stare mechanizmy sterowania przepływem wody, kipiel tworząca się u stóp zbiorników przelewowych i dźwięk płynącej oraz spadającej wody. Z tablicy informacyjnej dowiedzieliśmy się, że jesteśmy w Borkowie na zaporze wodnej. Wybudowano ją stosunkowo niedawno, bo w latach 70-tych ubiegłego wieku.

Wieś Borków leży przy Cisowsko-Orłowińskim Parku Krajobrazowym i przebiega przez nią Wschodni Szlak Rowerowy Green Velo. Jego całkowita długość wynosi około 2000 km i jeśli lubicie jeździć na dwóch kółkach, to gorąco polecamy Wam go.

Kilkunastominutowy spacer po koronie, z której rozciągał się przepiękny widok na okoliczne tereny dodał nam energii. Mogliśmy ruszać dalej w nieznane.

Pierzchnica

Po około 10 km dojechaliśmy do kolejnej małej miejscowości położonej na południe od Kielc. Pierzchnica prawa miejskie otrzymała już w połowie XIV wieku i od tego momentu powoli się rozwijała. Niestety bardzo mocno miasto to ucierpiało w czasach potopu szwedzkiego, kiedy to zostało spalone.

Mimo tego podniosło się i wylizało z ran wojennych. W połowie XIX wieku uruchomiono w Pierzchnicy fabrykę naczyń glinianych, która szybko stała się głównym ośrodkiem utrzymania dla okolicznych mieszkańców. Wybuch powstania styczniowego i duża pomoc jaką ludzie z Pierzchnicy okazali walczącym spowodowała, że władze odebrały miastu jego prawa miejskie.

Kościół św. Małgorzaty

Po zostawieniu samochodu na parkingu przy rynku, udaliśmy się w kierunku zabytkowego kościoła. Kościół św. Małgorzaty wybudowano pod koniec XVIII wieku. Jego główną atrakcją jest znajdujący się wewnątrz i pochodzący z XV wieku obraz świętej Małgorzaty. Niestety choć zewnętrzne drzwi były otwarte, zaraz za nimi natrafiliśmy na kolejne – zamknięte. Wnętrze mogliśmy podziwiać wyłącznie przez niewielkie szybki.

Przed wejściem do kościoła stoi dzwonnica, którą wybudowano w 1800 roku, natomiast za kościołem znajduje się niezbyt duży cmentarz. Nie jest może zbytnio ciekawy, ale kilka interesujących pomników można na nim znaleźć.

Góra Piwniczna w Pierzchnicy

Kiedy już wracaliśmy już do samochodu podziwiając małomiasteczkową zabudowę, spotkaliśmy mieszkańca Pierzchnicy. Po chwili rozmowy wskazał nam jeszcze jedną, interesującą lokalizację, o której przewodniki raczej nie krzyczą. Postanowiliśmy się tam udać, tym bardziej, że dzieliło nas od niej tylko kilkaset metrów.

Kiedy podeszliśmy do Góry Piwnicznej, naszym oczom ukazał się widok niczym z Hobbitowa. Pagórki poprzecinane trochę zarośniętymi ścieżkami, mieszczą zdawałoby się niewielkie domki ziemne. Są to pochodzące nawet sprzed 200 lat kamienne piwniczki. Ich historia nie jest może tak literacka jak ta odnosząca się do karzełków z książek Tolkiena, ale warto je zobaczyć. Szczególnie ciekawie prezentują się wiosną, gdy całe wzgórza pokrywa soczysta zieleń traw.

Pierzchnica położona jest na dość podmokłych terenach, co uniemożliwia podpiwniczenie gospodarstw domowych. Mieszkańcy postanowili więc przechowywać produkty żywnościowe w kamiennych pomieszczeniach rozsianych na okolicznym wzgórzu. Te swoiste spiżarnie mają dość spore wymiary 3×4 metra i posiadają sklepienia kolebkowe. Dziś są wciągnięte do rejestru zabytków.

W swojej długiej historii służyły nie tylko jako „lodówki” na produkty spożywcze. Podczas zawieruchy wojennej i powstańczej, chowano w nich dzieła sztuki, ludzi i broń.

Kije

Jeszcze dalej na południe od Kielc znajduje się niewielka wieś Kije. Choć mała, posiada bardzo długą historię, powstała bowiem na przełomie X i XI wieku. Jak się pewnie domyślacie skoro taka bogata historia, to miał w niej swój udział niewątpliwie kościół katolicki. Już w pierwszej połowie XII wieku, kiedy to mieściła się tam siedziba kasztelanii czechowskiej, wybudowano w Kijach kościół w stylu romańskim. Niestety nie dotrwał do naszych czasów.

Kościół św. Apostołów Piotra i Pawła

Nie znaczy to, że obecny XVII-wieczny jest mniej ciekawy. Wręcz przeciwnie, to właśnie dla niego przybyliśmy do tego miasta. Mieliśmy szczęście, przed naszym przyjazdem skończył się pogrzeb i świątynia miała być zamykana. Po chwili rozmowy kościelny zgodził się jednak poczekać, aż zobaczymy kościół. Wnętrze, jak na małomiasteczkowy kościół przedstawiało się imponująco, znajduje się tam wiele ciekawych rzeźb i obrazów.

My swoje pierwsze kroki skierowaliśmy jednak ku całkiem innemu zabytkowi mieszczącemu się w tej świątyni. Na jednej z bocznych ścian znaleźć można wiszący za szybą płaszcz krzyżacki. To nie byle jakie okrycie. Strój należał do wielkiego mistrza Ulryka von Jungingen. I to w niego był ubrany gdy zginął w bitwie pod Grunwaldem.

A skąd taki skarb wziął się w małych Kijach? Został przekazany parafii przez króla Władysława Jagiełłę, za zasługi jakich dokonał pogromca wielkiego mistrza, Mszczuj z rodu Łabędź. Rodzina rycerza była fundatorem starej, drewnianej świątyni kijskiej.

Niestety do dnia dzisiejszego oryginał płaszcza się nie ostał. Zaginął najprawdopodobniej w 1702 roku, zrabowany przez wojska szwedzkie. Replika znajdująca się za kościelną szybą, pochodzi z 2013 roku.

Stary cmentarz w Kijach

Po odwiedzeniu kościoła postanowiliśmy zwiedzić stary cmentarz z początku XIX wieku. Większość płyt nagrobnych znajdujących się na nim jest mocno zniszczonych. Jeśli jednak mamy być szczerzy, to do nas takie groby przemawiają bardziej niż te nowe – wymuskane i jakby sterylne. Spacerując tak pośród zieleni, natrafiliśmy na duży pomnik z sentencją Stefana Wyszyńskiego – „Gdy gaśnie pamięć ludzka, dalej mówią kamienie…”.

Można by odpowiedzieć, że jest to święta prawda. To właśnie dlatego lubimy zaglądać na stare nekropolie. Skrywają bowiem wiele tajemnic. A ludzie tam spotkani chętniej wracają pamięcią do dawnych lat. Tak było też tym razem. Starsza pani, na którą się natknęliśmy opowiedziała nam o jednym z najbardziej znanych mieszkańców wsi Kije. Był nim Tadeusz Burdziński – bohater, żołnierz AK, cichociemny i powstaniec warszawski. Takie relacje zapadają w pamięć najbardziej.

Jeśli spodobała się Wam nasza relacja z mikrowyprawy na południe od Kielc, to zajrzyjcie do tekstów opisujących pobliskie miasta – Chmielnik i Pińczów.

8 Comments

  1. Uwielbiam Świetokrzyskie ! Miejsca mojego dzieciństwa! Sto lat nie byłam! Dziękuje za ten wpis

    • Świat jest piękny, a my biegnąc tam, gdzie prowadzą nas przewodniki zapominamy rozejrzeć się wokół 🙂 Sam czasami jestem zdziwiony na co trafiam.

  2. Niezła objazdówka, z historii wszystkiego po trochu. Z drugiej strony ciągle słyszymy, że nas okradali, Szwedzi, Rosjanie, Niemcy. Byliśmy kiedyś w Moskwie. Ciekawe, czy coś zabraliśmy ze sobą.

  3. Pingback: Chmielnik – czar przeszłości – Przekraczając granice

Powiedz nam, co sądzisz o tym artykule