rzeka płynąca przez las

Okolice Szczecina – szlak z Ulikowa do Trąbek

Chcielibyśmy pokazać Wam dzisiaj okolice Szczecina. To nadmorskie miasto, które nad morzem nie leży, coraz częściej jest odwiedzane przez turystów. I dobrze, bo warto tam się udać. A jak już w nim jesteście, to zobaczcie też, że nie tylko po górach można fajnie wędrować.

Pewnego wiosennego dnia wybraliśmy się do naszych znajomych do Szczecina, gdyż obiecali nam niezapomnianą wyprawę śladami historii po ziemiach zachodniopomorskich. Wyprawę organizował ich kolega, który odkrywa przeszłość ukrytą pośród malowniczych miasteczek i wsi polskiej ziemi. Głównymi atrakcjami naszej jednodniowej wycieczki miał być Zamek w Pęzinie oraz klasztor w Marianowie.

Dolina rzeki Krąpiel

Po szybkim śniadaniu spotkaliśmy się wszyscy w niewielkiej miejscowości Ulikowo, z której wyruszyliśmy na naszą wędrówkę. Już na początku drogi naszym oczom ukazał się niewielki średniowieczny kościół. Pochodzi on z XV wieku i został wybudowany z kamieni narzutowych.

rzeka płynąca przez las
Dolina rzeki Krąpiel – okolice Szczecina

Dalsza nasza droga wiodła w kierunku doliny rzeki Krąpiel, gdzie pośród zarośniętego wzgórza wznosił się kiedyś gród tętniący życiem. Dziś można tam spotkać jedynie trochę dzikich zwierząt przedzierających się pośród opadłego listowia. Po dawnej budowli też niewiele już zostało. O jej istnieniu świadczyć może jedynie wznoszący się tu duży wał ziemny. Osoby nieobeznane z historią tego miejsca spokojnie uznałyby go za naturalnie ukształtowanie terenu.

Śmiało możemy powiedzieć, że okolice starego grodziska dziś urzekają swoją urodą wszystkich pieszych wędrowców przemierzających te ziemie. W dole wije się spokojna i niewielka rzeka Krąpiel, o której czystości świadczyć może chociażby to, że miejsce to na swoje żerowiska wybrały bobry, a są to zwierzęta wybredne i nie zamieszkają w otoczeniu ścieków czy wysypisk śmieci.

Pęzino – kościół

Po pewnym czasie doszliśmy do przecinającego w górze rzekę mostu kratownicowo-nitowanego pochodzącego z 1888 roku, po którym do dnia dzisiejszego poruszają się pociągi. Idąc dalej wzdłuż sennie przepływającej rzeki, dotarliśmy do pierwszego miasteczka będącego jednym z celów naszej wędrówki – do Pęzina. Swoich kroków nie skierowaliśmy jednak na początku do jego głównej atrakcji, którą jest zamek, ale poszliśmy obejrzeć wznoszący się tu niewielki, acz bardzo ciekawy kościół. Powstał on w XVI wieku i początkowo był świątynią protestancką (jak zresztą wiele w tym rejonie).

wieża kościelna z trójkątną głowicą
Kościół w Pęzinie

Wchodząc na jego teren przez niewielką bramę, podziwiać możemy wznoszącą się dumnie ku górze wieżę, u podstawy której znajduje się wejście. Wewnątrz oczom naszym ukazało się bogactwo zdobień i kolorów charakterystyczne dla protestanckich budowli sakralnych. Historię tego miejsca przybliżył nam obecny jego opiekun. Zwrócił też naszą uwagę na fakt, że wnętrza budynku ulegały w czasie mijających lat różnym zmianom. I tak chociażby zdawałoby się pasujący do całości pięknie zdobiony ołtarz wcale nie był pierwotnym wyposażeniem. W jego miejscu znajdowała się bowiem duża centralnie umieszczona ambona. Swe płomienne kazania głosili z niej protestanccy kapłani. W oknach zauważyliśmy witraże przedstawiające świętych oraz sceny biblijne. Niestety, mimo zabezpieczeń grożą im duże uszkodzenia. Podczas silnych wiatrów łączenia poszczególnych elementów, nadszarpnięte zębem czasu, nie wytrzymują naporu mas powietrza. Podobno wyraźnie słychać nawet brzęczenie kolorowych szybek. Po wyjściu przed kościół obeszliśmy jeszcze okalający go teren i natrafiliśmy na znajdujący się nieopodal grobowiec rodziny Puttkamerów.

Pęzino – zamek

Idąc dalej, po krótkim czasie doszliśmy do wysokiego muru i przekroczyliśmy znajdującą się w nim pokaźną bramę. Naszym oczom ukazał się pierwszy z naszych głównych celów – zamek w Pęzinie. Budowla ta początki swoje datuje na XIV wiek. Kiedyś otoczona była szeroką fosą zalaną wodą, dziś pozostał po niej wyłącznie duży rów okalający mury. Po przekroczeniu drzwi zamkowych trafiliśmy na dziedziniec, skąd mogliśmy dostać się do wnętrz tej budowli.

Zamek z cegły
Okolice Szczecina – zamek w Pęzinie

Pierwsze kroki skierowaliśmy do podziemi, można tam podziwiać „kunsztowne narzędzia” dochodzeniowo-procesowe. Znajdują się tu Bocian, Madejowe Łoże, Dyby, Klatka oraz wiele innych wymyślnych urządzeń, z którymi nikt z nas nie chciałby mieć do czynienia. Na wyższych piętrach poznaliśmy warunki, w jakich mieszkali ówcześni mieszkańcy zamku. Mikołaj wypróbował łóżko, które się tam znajdowało. Ciekawostką był dla nas pokój wiedźmy/zielarki. W bujanym fotelu siedziała jego „zakonserwowana” mieszkanka. Kolejne pomieszczenia zawierają eksponaty związane z rycerstwem oraz stroje, w które ubierali się ludzie z różnych epok. Dużym zainteresowaniem cieszyła się „toaleta”. A co w niej było takiego szczególnego? To prawdziwe średniowieczne pomieszczenie (dziś już oczywiście nie używane), w którym za odpływ służyła dziura w siedzisku skierowana swoim wylotem bezpośrednio do fosy. No cóż, o higienę w tamtych czasach niezbyt dbano.

Marianowo

Po opuszczeniu zamku ruszyliśmy w stronę kolejnej miejscowości, którą było oddalone o kilka kilometrów Marianowo. Gdy tam dotarliśmy, ujrzeliśmy pięknie położone jezioro, z którego wypływał niewielki strumień zasilający znajdujący się tuż obok zabytkowy młyn wodny. Po kilkuset metrach doszliśmy do zabudowań klasztornych.

Obecny ksiądz prowadzący tutejszą parafię zaznajomił nas z historią tego miejsca oraz udostępnił możliwość zwiedzenia kościoła. Jego niewątpliwą atrakcją jest znajdująca się na jednej ze ścian bocznych zabytkowa kunsztownie zdobiona ambona.

ceglany budynek z wieżą kościelną
Marianowo – budynek kościoła

Spośród opowieści dotyczących tego miejsca wyłowiliśmy jedną. Na początku XVII wieku do znajdującego się tutaj przytułku dla kobiet powyżej 15-go roku życia, trafiła sporo starsza Sydonia. Niedługo potem zatrzymano ją i przewieziono do Szczecina, gdzie skazano ją za uprawianie czarów. Nie spłonęła jednak żywcem na stosie. Jako szlachciankę uśmiercono ją w bardziej „godny”, a na pewno mniej bolesny sposób. Kat obciął jej głowę.

Na zakończenie naszej wycieczki ksiądz pozwolił nam na rozpalenie ogniska, przy którym mogliśmy posilić się kiełbaskami, chlebem i przyniesionym przez duchownego ciastem. Całości dopełniła ciepła herbata i kawa. Po chwili „obżarstwa” pozostało nam udać się wzdłuż starych wąskich torów do odległych o kilka kilometrów Trąbek, skąd mogliśmy wybrać się pociągiem w drogę powrotną. Mamy nadzieję, że ta trasa – jedna z wielu w tym rejonie – zainteresowała Was i stwierdzicie, że okolice Szczecina są warte uwagi. Natomiast jeśli chcecie odwiedzić samą stolicę województwa zachodniopomorskiego, to zajrzyjcie do tekstu Szczecin – Gryfy na wieki!.

7 uwag do wpisu “Okolice Szczecina – szlak z Ulikowa do Trąbek

    1. Na całym świecie jest wiele miejsc, które leżą poza utartymi szlakami, daleko od głównych atrakcji turystycznych, a które warto odwiedzić. Można dowiedzieć się w nich dużo ciekawych rzeczy i poznać liczne historie. A dodatkową ich zaletą jest to, że nie są jeszcze przesiąknięte komercją.

  1. Pięknym zajęciem jest zwiedzanie własnego kraju i pokazywanie innym jego piękna. Sam robię to samo w miarę swoich możliwości. Pozdrawiam i życzę wytrwałości w realizacji założonych nie tylko podróżniczych celów.

Dodaj komentarz