Żywiec – 5 pomysłów, co warto zobaczyć w kilka godzin

żywiec - rynek miejski zimaRynek w Żywcu zimową porą

Żywiec – miasto, które kojarzy się wielu przede wszystkim ze złocistym trunkiem, przez wiele lat uważanym za najlepsze polskie piwo eksportowe – posiada też interesującą historię. Liczne zabytki oraz ciekawe położenie geograficzne zachęca do spaceru, szczególnie zimową porą.

Trzy godziny to niewiele, żeby zwiedzić miasto. Z drugiej jednak strony takie zwiedzanie daje przedsmak tego, co miejsce to oferuje. Zawsze można wrócić na dłużej i odkryć więcej szczegółów. Sprawdźcie, czym w tym krótkim czasie zaskoczył nas Żywiec.

Żywiec – legendy o powstaniu miasta

Według jednego podania, górale mieszkający w tych rejonach upodobali sobie hodowlę trzody chlewnej. W okolicznych bukowych lasach wypasali swoje ogromne stada świń, od czego las nazwano Świni Las. Interes okazał się bardzo intratny, co z kolei spowodowało napływ w te rejony kolejnych ludzi. W końcu ich liczba była tak duża, że powstała nowa osada. Zastanawiano się, jak ją nazwać. „Świński Gród” brzmiałby raczej niezbyt poważnie, dlatego po długich naradach postanowiono, że miejscu temu nadano nazwę Żywiec.

Inna legenda opowiada o tym, że w zamierzchłych czasach, gdy po lasach biegały nimfy, u podnóża jednego ze wzniesień powstała osada. Mimo że jej mieszkańcom dobrze się wiodło, byli nieszczęśliwi. Nie potrafili bowiem wymyślić nazwy dla swojego grodu. Jeden z nich postanowił, że wdrapie się na górę porośniętą lasem i tam w samotności pośród szumu drzew może na coś wpadnie. Gdy tak błąkał się w leśnych ostępach, na niewielkiej polanie spotkał płaczącą dziewczynę przecudnej urody. A że był dobrym człowiekiem, podszedł do niej i spytał, czy może jej jakoś pomóc. Kobieta okazała się być nimfą nieszczęśliwą z powodu braku miasta, którym mogłaby się opiekować. Po chwili rozmowy zawarli układ, dzięki któremu oboje byli szczęśliwi. Żywia, bo tak zwała się dziewczyna, objęła swoją pieczą osadę, a mieszkańcy na jej cześć nazwali swój gród Żywcem. I tak już zostało do dzisiaj.

Gdy wyszliśmy z pociągu, od razu ruszyliśmy na eksplorację. O tym, że w mieście znajduje się jeden z większych polskich browarów można się już dowiedzieć, pokonując ulicę Dworcową przejściem podziemnym mieszczącym się naprzeciw budynku dworca PKP. Lubimy takie reklamy i – choć zajmowały całą powierzchnię ścian tunelu – nie narzucały się krzykliwymi hasłami: „kup mnie” czy „jestem najlepsze”. Informowały natomiast w kilku słowach, jakie piwa produkuje się w miejscowym browarze i czym się one charakteryzują.

Góra Grojec

Aby dojść do browaru należy skręcić w prawo, my jednak udaliśmy się w lewą stronę – do centrum miasta. Już po kilku chwilach znaleźliśmy się przy dość wartko płynącej Sole. Gdy weszliśmy na przerzucony nad rzeką most, naszym oczom ukazał się widok na górę, z którą związana jest kolejna legenda, tym razem pełna cierpienia.

Pewnego razu młody grajek o imieniu Jec spacerując w okolicach Żywca, spotkał młodą dziewczynę w koronie na głowie. Okazała się ona córką królowej Beskidów, wygnaną na tułaczkę, dopóki nie wymyśli nazwy dla pobliskiej góry. Chłopak zaproponował jej pomoc i zakwaterowanie. W domu było miejsce, bo niedawno zmarł jego ojciec. Mijał tydzień za tygodniem, nastała sroga zima, której nie przetrzymała matka młodzieńca. Została pochowana na szczycie bezimiennej góry. Księżniczka obwiniała się o to i coraz smutniejsza często przesiadywała nad grobem swojej dobrodziejki. Nie mogły jej rozweselić nawet piękne dźwięki wydobywające się ze skrzypiec Jeca. W końcu i ona zmarła, a grajek z tęsknoty podążył za nią w objęcia śmierci. Wszyscy spoczęli na górze.

Od tego czasu często można było słychać szumiący wśród drzew wiatr halny. Przypominał on dźwięki płynące spod smyczka młodego grajka. Okoliczni zwykli wtedy mawiać, że to „Jec gro”. I to właśnie od tego ostatniego słowa powstała nazwa góry Grojec.

Park Zamkowy

Gdy znaleźliśmy się na drugim brzegu Soły, pozostało nam już tylko kilkaset metrów do celu naszej eskapady. Były nim położone w pięknym parku dwa zamki, które znajdują się tak blisko siebie, że można by wziąć je za jeden kompleks warowny.

Otaczający historyczne budowle Park Zamkowy tak nam się spodobał, że to właśnie od spaceru pośród zieleni, a właściwie bieli, postanowiliśmy rozpocząć zwiedzanie tego miejsca. Został on założony przez rodzinę Wielopolskich (jednych z właścicieli żywieckiego zamku). Miało to miejsce pod koniec XVII wieku, później na przełomie XIX i XX wieku został przebudowany przez Habsburgów.

Spacer pośród wysokich drzew, po alejkach i mostkach, pod którymi przepływa woda działa naprawdę wyciszająco. Tym bardziej, że na przestrzeni ok. 26 ha znajduje się też sporo atrakcji, chociażby wybudowany w XVIII wieku Domek Chiński, będący tak naprawdę altaną parkową, w którym mieści się dziś kawiarnia. Kawałek dalej znajduje się fontanna z pergolą, która ciekawie wyglądała nawet mimo tego, że próżno było tam wypatrywać zieleni, którą cieszy to miejsce od wiosny do jesieni. Idąc dalej parkowymi alejkami, można dojść do Parku Miniatur Ziemi Żywieckiej, który podczas naszego pobytu był nieczynny z powodu prac konserwatorskich.

Pałac Habsburgów – Nowy Zamek

Opuściliśmy parkowe alejki i skierowaliśmy się w kierunku zamków. Pierwszy od strony parku jest ten nowszy, zwany też pałacem. Został on wybudowany, a właściwie przebudowany z oficyn, w drugiej połowie XIX wieku. Właścicielami tego miejsca byli Habsburgowie, więc swoim wyglądem zarówno zewnętrznym jak i wewnętrznym przypominać miał sławne wiedeńskie rezydencje Schoenbrun oraz Hofburg. Posiadłość musiała wyróżniać się przepychem, w końcu miał tu mieszkać pan Państwa Żywieckiego.

O tym, jak dużą atencją rodzina książęca traktuje do dziś Żywiec, świadczyć może pewien fakt. Gdy księżna Maria Krystyna Habsburg-Lotaryńska (znajdująca się na liście do brytyjskiego tronu) kilka lat temu wróciła do Polski, zamieszkała właśnie w Nowym Zamku. Dziś jej prochy złożone są w tutejszej konkatedrze. Podczas naszej eskapady niestety wnętrza były niedostępne dla zwiedzających, czego bardzo żałujemy.

Muzeum Miejskie – Stary Zamek

Tuż obok rezydencji Habsburgów znajduje się starszy, bo pochodzący z XV wieku, zamek rodziny Komorowskich. Dziś mieści się w nim Muzeum Miejskie w Żywcu i to właśnie ekspozycje tej instytucji nas zainteresowały. Kupiwszy bilety, skierowaliśmy się do pierwszej z ekspozycji. Była nią czasowa wystawa fotograficzna Witolda Jacykowa, znanego polskiego fotografika i malarza, będącego jednocześnie osobą kierującą Zakładem Teorii Sztuki i Fotografii Artystycznej w Instytucie Sztuki na Wydziale Artystycznym UŚ w Cieszynie.

Ekspozycja przeplatała się z wystawą Mariana Cholerka, której tytuł brzmiał „Polskie Orły Królewskie z Radzieckich Zegarków Na Zamku w Żywcu”. Ta druga przedstawiała polskie godła wykonane z części pochodzących z zegarków. Sam pomysł jak i wykonanie bardzo ciekawie prezentował się na zamkowych ścianach.

Sztuka Sakralna Żywiecczyzny

Podeszła do nas pracownica muzeum i spytała, czy mamy bilety na wystawę Sztuka Sakralna Żywiecczyzny. Po chwili rozmowy okazało się, że posiadany przez nas bilet zbiorczy mimo zapewnień kobiety z kasy nie zawiera wejściówki na tę ekspozycję. Już mieliśmy zrobić odwrót na pięcie, gdy zobaczyliśmy puszczone w naszym kierunku oko i szeroki uśmiech, a zaraz po nim słowa: „Niech państwo wejdą i tak nie ma dzisiaj zwiedzających”. Podziękowaliśmy i zagłębiliśmy się w pomieszczeniach zajętych przez eksponaty sztuki sakralnej.

Korzystaliśmy z uprzejmości, więc zobowiązaliśmy się do niewykonywania zdjęć. W związku z tym będziecie musieli przyjechać do Żywca, żeby  zobaczyć sami tę wystawę (a zapewniamy, że warto).

Historia i tradycja Żywca

Kolejne kroki skierowaliśmy na piętro, gdzie mieszczą się zbiory prezentujące historię i tradycję Żywca. Oprowadzani przez system nagłaśniający poznaliśmy wystrój wnętrz, ubiór i zwyczaje, jakie panowały w mieście przez wieki. Spora część kolekcji poświęcona jest życiu rodziny Habsburgów. Nie ma co ukrywać, że to za ich panowania Żywiec przeżywał największy rozkwit i przemysłową prosperity. Do dziś rodzina książęca wspiera miasto.

Lochy zamkowe

Zapoznawszy się z nowszą historią miasta, ruszyliśmy na parter, gdzie znajdują się dwie kolejne wystawy. Pierwsza ukazuje najstarszą historię zamku, etapy jego powstawania, a w podłodze odsłonięto nawet mury średniowiecznych pozostałości, na których wybudowano Stary Zamek.

Obok tej wystawy znajduje się wejście do zamkowych lochów, w których urządzono prezentację narzędzi tortur, jakie w dawnych czasach stosowali kaci. Strachliwi nie jesteśmy, ale wyobraźnię mamy, więc włoski na karku stanęły nam dęba, gdy czytaliśmy wywieszone przy urządzeniach opisy. Zresztą posłuchajcie sami: „… Po tym na zamku w lochu pochodniami smolnemi onego męczono i osądzono na górze Grójcu przez kata Jurka krakowskiego stracono. Naprzód mu pasy dwa na plecach udarto i dwie ręce ucięto, a na ostatku żywo na haku, jako hetmana zawieszono. A brata jego Pawła kołem połamanego do koła wpleciono”.

Po wyjściu z podziemi pomyśleliśmy sobie o dzisiejszych osadzonych w więzieniach, którzy mają biblioteki, telewizory, siłownie, ciepły posiłek i łaźnie oraz przywilej pracy (tak, przywilej nie przymus) i którzy narzekają na warunki.

Dział Etnograficzny

Kolejnym działem muzeum, który odwiedziłem był dział etnograficzny, w którym dowiedzieć można się sporo o zwyczajach panujących w rejonie Żywiecczyzny. Wszyscy znamy chociażby tradycję kolędników, ale czy wiecie, że w niektórych beskidzkich wsiach po domach chodzą Szlachcice? Są to młodzi kawalerowie przebrani za Szlachcica, Masarza, Górala, Żyda i Żydówkę.

W innym pomieszczeniu zaprezentowano życie górali tego rejonu, począwszy od prowadzenia domu poprzez proste warsztaty, w których wykonywali swoją pracę. Nie zapomniano również o dzieciach – na piętrze znalazło się miejsce na bogatą kolekcję zabawek i instrumentów muzycznych. Ostatnią i według nas najmniej ciekawą ekspozycją była dość szaro prezentująca się wystawa przyrodnicza.

Centrum

Po wyjściu z pomieszczeń zamkowych spojrzeliśmy na zegarek i okazało się, że czas już nas goni. Mimo to postanowiliśmy jeszcze wstąpić do pobliskiej Konkatedry pw. Najświętszej Marii Panny. Kościół ten swoje początki datuje na połowę XV wieku, choć od tamtego czasu był wiele razy rozbudowywany i przebudowywany. To właśnie w nim spoczywają szczątki największych rodzin żywieckich Komorowskich i Habsburgów.

Za konkatedrą znajduje się rynek, a na nim budynek ratusza. Ten obecny wybudowano w połowie XIX wieku na miejscu poprzedniego – drewnianego. Jego architekturę porównuje się do stylów synagog ze współczesnej mu epoki.

Street art nad rzeką

Niestety, nie odwiedziliśmy kilku ciekawych miejsc, bo musieliśmy czym prędzej wracać na dworzec kolejowy. Po drodze nie mogliśmy się jednak oprzeć przed zejściem na nadbrzeże Soły, gdzie znaleźliśmy interesujące widoki na rzekę i jej panoramę oraz ciekawe graffiti.

Wiemy jedno – Żywiec jest na naszej liście miast, do których jeszcze wrócimy i to na dłużej. Co najmniej połowa wartych do obejrzenia w nim miejsc pozostała dla nas wciąż nieodkryta. A jeśli Żywiec przypadł Wam do gustu, polecamy również inne nasze artykuły o miejscach w województwie śląskim.

14 Comments

  1. spodziewałem się tak obszernego artykuły, pięknie opisane, a do Żywca mam lekko ponad 100km, a nigdy tego miasta nie odwiedziłem. Czas jednak odwiedzić.

  2. Warto zwrócić uwagę, że Żywiecczyzna leży historycznie w Małopolsce. Dziś często błędnie utożsamia się kotlinę z Beskidem Śląskim.

    • Historycznie Żywiecczyzna faktycznie była najdalej wysuniętym na zachód regionem Małopolski, choć obecnie znajduje się w woj. śląskim. Pasma górskie na południe i wschód od Żywca określa się mianem Beskidu Żywieckiego.

  3. Piękne miasto i ciekawe położone. Bardzo ładne zdjęcia.

  4. Super zdjęcia 🙂 pochwał się jakim aparatem robione. Pozdrawiam

  5. Pingback: Mikrowyprawy - 20 pomysłów, jak przeżyć przygodę blisko domu

Powiedz nam, co sądzisz o tym artykule