Kolejka Bieszczadzka - Majdan (Cisna)

Ostatni dzień w Bieszczadach – kolejka i diabelska knajpka

Co robić w ostatni dzień w Bieszczadach? Mamy dla Was kilka propozycji. My zjedliśmy coś dobrego w „upiornym” towarzystwie, przejechaliśmy się kolejką, posłuchaliśmy o dziedzictwie tych rejonów i przekroczyliśmy kolejną granicę.

Cisna

Cisna – mała wieś gdzieś na południu Polski – miejsce, które dużo wycierpiało w swojej historii. Toczyło się tam wiele walk i sporo krwi ludzkiej przelano. Może właśnie dlatego do tego miejsca zawitały w końcu Bieszczadzkie Anioły. Otoczyły je swoją opieką i przez wiele lat śpiewały ludziom na festiwalu. Choć tak naprawdę ich głosy i muzykę słychać w każdym zakątku Bieszczadów.

Siekierezada

Skoro było o aniołach, to czas na czarty. Według legendy (stosunkowo młodej) nazwa „Bieszczady” wywodzi się z połączenia słów „Bies” i „Czady”.

Straszny diabeł (Bies) nawiedził w dawnych latach te ziemie, które wygrał z aniołami w grze w orła i reszkę. Nie lubił ludzi, więc ciągle im przeszkadzał i sprowadzał na złą drogę. Stworzył sobie też pomocników – Czady. Na początku posłuszne woli swojego stwórcy też uprzykrzały życie każdemu człowiekowi. Po pewnym jednak czasie przekonały się, że to niezgodne z ich naturą i przeciwstawiły się swojemu Panu. Odtąd prowadziły z nim walkę, w której znacząco pomógł im pewien mieszkaniec tych rejonów. Aby uczcić zmagania tych sił, region ten nazwano BiesCzady.

W ostatni dzień w Bieszczadach postanowiliśmy odwiedzić miejsce kultowe. Bar Siekierezada, w którym zatrzymać chce się każdy, kto zawita w te rejony. Gdy o nim słyszeliśmy, wyobrażaliśmy go sobie trochę inaczej. Z zewnątrz przypomina zwyczajną górską knajpkę. Po przekroczeniu progu przenosimy się do świata niczym z legend. Z każdej ściany spoglądają na nas groźne biesy, a siekiery wbite w stoły podsycają mroczną atmosferę. Nie bójcie się jednak, bo Bieszczadzkie Anioły czuwają nad Wami i jedzenie dostaniecie tam dobre, a i o trunki obsługa też się zatroszczy.

Bieszczadzka Kolejka Leśna

Kolej wąskotorowa zawitała w rejon Bieszczadów na przełomie XIX i XX wieku. Była doskonałą alternatywą dla ruchu kołowego, który na tym terenie nie dawał sobie dobrze rady. Dzisiaj, ponad wiek później, kiedy sieć dróg jest już o niebo lepsza od tej sprzed lat, ruch torowy zaczął tracić na wartości. Postanowiono więc przekuć go na atrakcję turystyczną.

Dość dobrze zorganizowane trasy, które przebiegają przez lasy, doliny i wzgórza, zapewniają wszystkim jadącym Bieszczadzką Kolejką Leśną niezapomnianych wrażeń. Teoretycznie pociągi poruszają się po trasach od maja do października, istnieje jednak możliwość wynajęcia poza tymi terminami kolejki przez zorganizowane grupy, do których często dołączają się turyści indywidualni. Koszt przejazdu w sezonie wynosi od 21 do 25 zł w zależności od trasy. Dzieci do lat trzech mogą jeździć bezpłatnie, trzeba jednak pamiętać o ich zgłoszeniu przy zakupie biletów dla opiekunów.

W Majdanie na głównej stacji kolejki znajduje się skansen taboru kolejowego, a w budynku dworca niewielka wystawa. Znajdziecie na niej stare mundury kolejowe, wyposażenie budynku zawiadowcy, urządzenia, które służyły do naprawy i konserwacji torów, a nawet kilka wypchanych bieszczadzkich zwierząt.

Tunel Łupkowski

Skoro jesteśmy już przy kolei, to proponujemy Wam odwiedzenie wsi Łupków. Leży ona na dwóch granicach: tej oddzielającej Beskid Niski od Bieszczadów oraz tej ważniejszej – państwowej, czyli polsko-słowackiej.

Przed I wojną światową Przełęcz Łupkowska była granicą z Węgrami. Aby usprawnić transport, wydrążono w 1874 roku tunel łączący obie strony. Jego historia jest dość burzliwa. W okresie 70 lat od powstania był cztery razy wysadzany i to za każdym razem przez kogo innego (Austria, Rosja, Polska, Niemcy), ale zawsze w celach strategicznych.

Po ostatnim zniszczeniu w 1944 roku wojska radzieckie zawiadujące tym terenem wpadły na pomysł przemieszczania się górą. Bezpośrednio przez Przełęcz Łupkowską poprowadzono tory. Przewyższenia są tam jednak zbyt duże i w końcu doszło do tragedii. Podczas zjeżdżania nie wytrzymały hamulce i pociąg wybuchł. Zginęło wiele osób. Dlatego po raz kolejny w 1946 roku przebito się przez górę. Od tej pory tunel dobrze się sprawdza. Dzisiaj łączy linią kolejową Polskę ze Słowacją i jest najdłuższym (416 m) tunelem na tej granicy.

Wiedząc, że już żaden pociąg nie pojedzie przeszliśmy się na stronę słowacką wzdłuż torów. I tak w ostatni dzień w Bieszczadach znaleźliśmy się poza granicami naszego kraju. Nie zabawiliśmy tam jednak długo, bo wróciliśmy do Łupkowa szlakiem turystycznym łączącym oba kraje.

Jako ciekawostkę dodamy, że choć wieś do dużych nie należy, to odwiedził ją cesarz Austro-Węgier Franciszek Józef I oraz na kartach powieści Wojak Szwejk. To z Łupkowa pochodził też Józef Garbień, napastnik reprezentacji Polski w piłce nożnej, który strzelił zwycięskiego gola w pierwszym wygranym przez nią meczu. Miało to miejsce 28.05.1922 r.

Bieszczadzkie Sery Owcze

Oboje lubimy czasami przekąsić wędzony ser z owczego mleka, zwany potocznie oscypkiem. Uwaga, ta nazwa jest zarezerwowana dla serów pochodzących tylko z kilku gmin w Polsce (w większości małopolskich). Dlatego będąc w Bieszczadach, chcieliśmy zobaczyć, czym różnią się pochodzące z tego regionu od tych „oryginalnych”.

Żeby spróbować prawdziwych regionalnych specjałów, trzeba udać się do ich producentów, a nie kupować na targowiskach i straganach przydrożnych. Tak też zrobiliśmy.

Jadąc w kierunku Komańczy, zatrzymaliśmy w okolicy Osławicy. Tamtejszy wytwórca gwarantuje, że jego sery są prawdziwe i nie zawierają żadnych domieszek. Cy możemy to poświadczyć? Smak był wyborny, a proces produkcji, który mogliśmy obserwować, wyglądał rzetelnie i ekologicznie.

Dziedzictwo Łemkowskie

W ten dzień w Bieszczadach spotkaliśmy się jeszcze z niesamowitą kobietą. Pani Daria Boiwka z Komańczy od kilkudziesięciu lat stara się zachować dla potomnych dziedzictwo łemkowskie.

Łemkowie przez wieki zamieszkiwali tereny wschodnich i południowych Bieszczadów, północnej Słowacji i części Małopolski. W tych pierwszych współżyli z Bojkami. Po II wojnie światowej, gdy Związek Radziecki „dzielił” swój świat, uznano, że Łemkowie nie są Polakami, a Ukraińcami. W ramach sławnej akcji „Wisła” zostali oni przymusowo przesiedleni na tereny dzisiejszej Ukrainy.

Wbrew sobie musieli opuścić domy, które zamieszkiwali z dziada pradziada. Zostawili za sobą budynki, wsie i kościoły. Na ich miejsce trafiła inna – napływowa ludność, która wprowadziła tam swoje poglądy, zwyczaje i wierzenia. Dziedzictwo Łemków na ziemi bieszczadzkiej zaczęło zanikać.

Od wielu lat jedną z jego obrończyń i propagatorek jest Pani Daria. Jej mąż był Łemkiem i dlatego mocno związała się z tą kulturą. I dlatego też razem z nim we własnym domu otworzyła Izbę Pamięci, będącą swoistym Muzeum Łemków. Miejsce to jest otwarte przez cały rok i od jego współtwórczyni można wiele się dowiedzieć. Bardzo chętnie rozmawia z tymi, którzy wykażą zainteresowanie Łemkowszczyzną.

Pani Daria jest też artystką-rzemieślnikiem. Tworzy niesamowite ozdoby z kolorowych koralików. Każde z jej dzieł wykonywane jest na podstawie oryginalnych wzorów ludowych i w sposób, jaki to kiedyś robiono. Chętni za niewielką opłatą mogą nawet zakupić takie wytwory regionalne, a musimy przyznać, że wiele z nich może się podobać.

Po rozmowie z Panią Darią Boiwką musieliśmy rozstać się już z przepięknymi i wręcz mistycznymi Bieszczadami, by powrócić do szarej miejskiej rzeczywistości. Ten ostatni dzień w Bieszczadach pomógł nam jeszcze bardziej poznać ten region, Wiemy, że będziemy do niego wracać, bo jeszcze wiele zostało tam do odkrycia.

Tekst powstał we współpracy z Podkarpacką Regionalną Organizacją Turystyczną.

12 uwag do wpisu “Ostatni dzień w Bieszczadach – kolejka i diabelska knajpka

  1. Faktycznie, plan idealny na ostatni dzień po przeczołganiu się po całych górach :D! A Siekierezadą i serkami mi narobiliście smaka, że hej 🙂

Dodaj komentarz