Mui Ne – wydmy i niebezpieczeństwo

Zmęczeni zgiełkiem miasta często uciekamy w bardziej ustronne miejsca. Tak było i tym razem. Od tętniącego życiem Ho Chi Minh do Mui Ne – miasta plaż, białych i czerwonych wydm oraz malowniczej wioski rybackiej – dzieli zaledwie 3-4 godziny drogi autobusem. W tym tekście poznacie pomysł na jednodniową wycieczkę po okolicy Mui Ne oraz przygodę Reni, która mogła skończyć się dość nieprzyjemnie.

W sezonie bywa tu dość tłoczno. Co roku od sierpnia to grudnia przyjeżdżają kitesurferzy i windsurferzy z całego świata, by zmierzyć się z silnym wiatrem i wysokimi falami. Znajdziemy tu luksusowe hotele, masaże, spa, ale też budżetowe hostele. Plaże Mui Ne określane są jako jedne z najładniejszych w Wietnamie. Trzeba brać jednak pod uwagę, że czystość w rozumieniu azjatyckim różni się od naszego europejskiego. Problem śmieci nie jest tu obcy i nie ma większej różnicy, czy są one pozostawiane przez turystów, czy też przez lokalne restauracje i pensjonaty. Już na wstępie uczulamy na ten fakt i polecamy znaleźć własny kawałek plaży z dala od hoteli.

Nas zainteresował nie sam ośrodek wypoczynkowy, a jego okolica. Zanim przedstawimy Wam propozycję spędzenia dnia w pobliżu Mui Ne, chcemy opowiedzieć o niemiłej sytuacji, jaka spotkała Renię. Ku przestrodze, abyście zastanowili się dwa razy, nim zdecydujecie się na kupienie wycieczki, nawet gdy kusi niską ceną.

Przygoda pośród wydm

Renia podczas swojego sześciomiesięcznego wolontariatu zwiedziła z plecakiem sporą część Wietnamu. Gdy przemierzała południową część kraju, wykupiła wycieczkę w biurze podróży. Przez kilka godzin miała poznawać ciekawy rejon Mui Ne. Jak się okazało, pani w biurze nie powiedziała całej prawdy. Rano w umówionym miejscu czekał Wietnamczyk na skuterze, który miał być kierowcą.

I tu pierwszy zawód, bo mężczyzna bardzo słabo władał angielskim, a miał być również przewodnikiem. Zwiedzanie z nim polegało na tym, że podwoził Renię, zsiadali ze skutera, mówił nazwę danego miejsca po angielsku, był czas na zdjęcia i ruszali dalej. To nie było jeszcze najgorsze. Kilka godzin później zwykłe zniesmaczenie przerodziło się w autentyczną obawę o własne życie.

Uwaga na drobne przysługi

Gdy Renia dojechała na wydmy, przyłączyło się do nich dwóch młodych Wietnamczyków. Myślała, że jest to w ramach wykupionej wyprawy. Z uśmiechem opowiadali o ciekawostkach, co było miłą odmianą w porównaniu z pochmurnym kierowcą. Pod koniec spaceru w pewnym momencie chłopcy poprosili o zapłatę. Renia zaskoczona powiedziała, że wycieczkę opłaciła już w biurze i nie ma przy sobie pieniędzy. Oczywiście w kilku miejscach miała schowane dolary. Jest to jedna z podstawowych zasad zdrowego rozsądku i podróżowania.

Chłopcy z sympatycznych przerodzili się nagle w zadziornych i roszczeniowych. Po kilku mocniejszych wymianach zdań i stanowczości Reni zaczęli krzyczeć, energicznie gestykulować i coraz bliżej podchodzić do niej. I wiecie, jak zachował się kierowca? Cały czas stał obok cicho i nie reagował. Renia wsiadła na skuter i powiedziała do niego zdecydowanym tonem: „Jedziemy”. Chłopcy zaczęli jeszcze głośniej obrażać ją w swoim języku (po mowie ciała można naprawdę wiele zrozumieć) i nawet pobiegli za skuterem.

Wszystko skończyło się dobrze. Jak to najczęściej bywa, nie było nikogo dookoła, a piaszczyste wydmy dodatkowo tłumiły wszelkie krzyki. Mogło wydarzyć się wszystko, a ślady łatwo można by było zatrzeć na takim odludziu. Po tego typu przygodach jesteśmy zgodni, że warto jest zapłacić drożej, by czasem kupić wycieczkę w większym gronie niż zaoszczędzić na własnym zdrowiu.

Mui Ne – miasto rybaków

Mui Ne było zwykłym miasteczkiem rybackim, które spodobało się urlopowiczom i przerodziło się w znany ośrodek wypoczynkowy. Leży on w prowincji Binh Thuan, czerpiącej spore zyski z branży turystycznej i jest określane jako „turystyczna stolica Wietnamu”. Wciąż jeszcze niedaleko od centrum można obserwować rybaków w ich codziennej pracy. Wyraziste kolory łodzi rybackich cieszą oko i fantastycznie prezentują się na zdjęciach. Zbudowane są z liści palmowych i bambusa, a kształt łupiny orzecha nie jest przypadkowy. Osoba z jednym wiosłem wykorzystując balans ciała, może dość zwinnie przemieszczać się i łowić ryby, które są m.in. wykorzystywane do produkcji sosu rybnego, wietnamskiego specjału.

Z drugiej strony podpatrywanie tych ludzi budzi w nas mieszane uczucia. Chcemy poznać ich ciężką pracę, a jednocześnie uchwycić ją na pięknych fotografiach. Sytuacja komplikuje się, gdy przez tą wioskę każdego dnia przewijają się tysiące turystów. Miejsca takie tracą na autentyczności i stają się pewnego rodzaju „żywym zoo”. Chęć zysku z turystyki jest zmorą takich miejsc i istnieje obawa, że wkrótce teren ten będzie nadmiernie zabudowany.

Wydmy w okolicy Mui Ne

Wystarczy pojechać na północ od Mui Ne i znajdziemy się na „Saharze Wietnamu”. Widoki są odrobinę podobne do tych znanych z Maroko czy Egiptu. Biały i czerwony piasek doskonale kontrastują z błękitem nieba. Czerwone Piaszczyste Wydmy są mniejsze od Białych Piaszczystych Wydm i leżą w innym miejscu. Pomimo to opłaca się nadłożyć nieco drogi, by odwiedzić obie i na własne oczy zobaczyć różnicę w kolorze ziemi. Dla osób lubiących próbować lokalnych ciekawostek polecamy sandboarding, czyli zjazd po piaszczystej górze na plastikowym „dywanie” czy „sankach”.

Podczas tej samej jednodniowej wycieczki możecie dostrzec w tym samym miejscu pustynne krajobrazy i tropikalną roślinność. Wystarczy udać się do małego kanionu niedaleko miasta. Wśród czerwono-pomarańczowych wydm i formacji skalnych leniwie przepływa potok Fairy Spring (Suoi Tien). Spacerując wzdłuż niego, dojdziecie do Morza Południowochińskiego.

Nawet w snobistycznym Mui Ne można złapać oddech w otoczeniu czarującej przyrody, wciąż położonej na uboczu. Jeśli interesuje Was, czy warto naszym zdaniem odwiedzić kraj stożkowych kapeluszy, zerknijcie na wcześniejszy post o atrakcjach Wietnamu. To nie koniec opowieści o tym państwie, wrócimy do niej. Natomiast już za tydzień przeniesiemy się ponownie do Polski, by pokazać Wam sielankową Suwalszczyznę.

Jedna uwaga do wpisu “Mui Ne – wydmy i niebezpieczeństwo

Dodaj komentarz