Dzień w Górach Lovcen – Czarnogóra

Dzień w Górach Lovcen pozwolił nam na odetchnięcie od miejskiego zgiełku i spojrzenie na świat z góry. Nie oznacza to, że obcowaliśmy jedynie z naturą. Odwiedziliśmy mauzoleum ze złotym (dosłownie) sufitem, wstąpiliśmy do cerkwi i monasteru. Rzuciliśmy okiem na Pałac Królewski, a nawet zajrzeliśmy za płot wykonany z luf muszkietów.

Po szybkim, acz treściwym śniadaniu wyruszyliśmy całą grupą spędzić jeden dzień w Górach Lovcen. Kiedy wspinaliśmy się środkiem transportu po górskich serpentynach, naszym oczom ukazywały się coraz to wspanialsze widoki na Zatokę Kotorską i Adriatyk. W pewnym momencie postanowiliśmy przez chwilę ponapawać się niesamowitymi panoramami.

Cudowne widoki na punkcie widokowym spowodowały, że w ruch poszły migawki aparatów fotograficznych. I wszystko byłoby dobrze i sielankowo, gdyby nie odwieczny problem dzisiejszych miejsc turystycznych (choć coraz częściej nie tylko ich) – śmieci. Walały się one dosłownie wszędzie, tylko nie w stojącym obok koszu. Nie rozumiemy ludzi, którzy przyjeżdżają zobaczyć piękno przyrody, a zarazem niszczą i szpecą wszystko wokół, a w mieszkaniach pozują pewnie na „Perfekcyjną Panią i Pana Domu”. To „Janusze” i „Grażyny” turystyki, którym dożywotnio powinno odebrać się możliwość obcowania z naturą.

Jezerski Vrh

Legenda Czarnogóry

Zanim opowiemy Wam, co zobaczyliśmy, na szczycie góry, mała dygresja. Czy wiecie, skąd wzięła się nazwa Czarnogóra? Otóż, gdy pewnego razu wenecka armada przybyła w te rejony, dzień chylił się ku końcowi. Zachodzące słońce chowało się za szczytami Lovcen, dając jasną poświatę nieba, ale górom przydając czerni i mroku. Ten niesamowity widok spowodował, że jeden z marynarzy krzyknął „monte negro”, co dosłownie oznacza „czarne góry”. Inni to podchwycili i odtąd kraj ten nosi nazwę Montenegro.

Na szczycie

Na szczyt, który nas interesował, można było dostać się dwiema drogami. Zasięgnąwszy opinii naszego przewodnika, zdecydowaliśmy (z powodu drobnej kontuzji jednego z członków zespołu), że wybierzemy łatwiejszy i krótszy wariant. Później tego żałowaliśmy, ale cóż. Co było, to było. Podjechaliśmy autokarem dość wysoko i ruszyliśmy górską ścieżką w kierunku drugiego pod względem wysokości szczytu w Lovcen. Nosi on nazwę Jezerski Vrh i wznosi się na 1657 metrów.

Po krótkiej chwili wspinania (grrr, przewodnika mieliśmy ochotę powiesić za pewną część ciała), która miała trwać około godziny, a wyniosła maksymalnie 15-20 minut (i to z pogaduchami po drodze), dotarliśmy prawie na sam szczyt Jezerskiego Vrha.

W oczekiwaniu na pozostałą część grupy, która wędrówkę zaczęła z niższego i bardziej oddalonego punktu, usiedliśmy w restauracji Vladika, gdzie raczyliśmy się różnymi napojami. A jak to bywa z dużą ilością picia, w końcu musi ono wypłynąć z człowieka. Niezbędna była więc toaleta. Część dziewczyn skorzystała z męskiej. I właśnie to jedna z nich wybiegła stamtąd z informacją, że spaceruje sobie tam nietypowy – przynajmniej dla Polaków – gość. Męska część wycieczki szybko wskoczyła do środka i zaczęła strzelać fotki. Nie, nie bójcie się, dzieci też mogą je oglądać. Po ścianie sennym krokiem spacerował sobie… skorpion.

Mauzoleum Petara II Petrovica Njegosa

Kiedy już obie grupy się połączyły, ruszyliśmy po schodach w kierunku ustawionego na szczycie Mauzoleum Petara II Petrovica Njegosa. Facet był ostatnim teokratycznym władcą Czarnogóry (dla niewtajemniczonych oznacza to, że władzę w państwie sprawuje najwyższy kapłan). Poza tym był też niezwykle płodnym twórcą literackim. W swoich wierszach i sztukach szerzył tezę o wyższości prawosławia nad islamem. Nawoływał do wybijania innowierców, bo tylko kościół prawosławny daje dobro i szansę na życie wieczne.

Ostatnim życzeniem władcy było to, aby na szczycie Jazierskiego Vrha w niewielkiej kaplicy spoczęły jego szczątki. Początkowo prośby nie spełniono, tłumacząc, że liczne potyczki i ciągła niepewność o bezpieczeństwo tego miejsca zagrażają bezpieczeństwu wiecznego spoczynku Njegosa. Po kilkudziesięciu latach „relikwie” trafiły jednak na górę, gdzie zgodnie z przewidywaniami, były narażone na zniszczenie. W 1916 roku po całkowitym zniszczeniu kaplicy, ponownie wróciły do Cetynii. I pewnie leżałyby tam do dzisiaj, gdyby nie zapędy komunistycznych władz Jugosławii do budowania ogromnych pomników. W końcu w 1974 roku wybudowano na szczycie Jezierskiego Vrha ogromne mauzoleum, do którego wiedzie droga przez wykuty w skale tunel i umieszczone w nim 462 schody.

My też skorzystaliśmy z tego niecodziennego traktu, aby dostać się na górę. Gdy już tam dotarliśmy, drogę do wnętrza mauzoleum zagrodziły nam dwie duże kariatydy (kolumny w kształcie kobiet). Po ich ominięciu znaleźliśmy się w pomieszczeniu z prawie 30-tonowym pomnikiem władcy. Nie on jednak przyciąga uwagę odwiedzających to miejsce, a sklepienie, do którego wykonania użyto około 18 kilogramów… złota.

Kawałek dalej znajduje się punkt widokowy, z którego rozpościerał się imponujący widok na pobliskie pasma górskie. Wyraźnie wśród nich wybijał się najwyższy szczyt Lovcen – Stirovnik. Góra niestety jest niedostępna dla zwykłych śmiertelników, znajduje się bowiem na niej baza wojskowa.

Cetynia

Mając jeden dzień w Górach Lovcen postanowiliśmy wybrać się do Cetynii. Miasta, którego nazwa wzięła się od przepływającej nieopodal rzeki, a które przez długi czas było trudno dostępną stolicą Czarnogóry.

Cerkiew na Cipurze

Nasze zwiedzanie zaczęliśmy od odwiedzenia niewielkiej kaplicy, zwanej Cerkwią na Cipurze. Wybudowano ją w XIX wieku na polecenie pierwszego króla Czarnogóry – Mikołaja I. Stoi ona na miejscu starszej budowli sakralnej postawionej jeszcze przez założyciela miasta Ivana Crnojevica. W jej wnętrzach znajdują się groby obu panów i żony Mikołaja I. Na zewnątrz zaś widać pozostałości po pierwszej świątyni, wśród których w pogodne dni wylegują się psy.

Monastyr Narodzenia Matki Bożej

Kilka kroków dalej znajduje się jeden z najważniejszych Czarnogórskich klasztorów. Monastyr Narodzenia Matki Bożej stoi na miejscu pierwszego cetyńskiego klasztoru i dworu Ivana Crnojevica. A czemu jest taki ważny? Wcale nie chodzi o jego wiek, mieszkańców czy też piękno. W jego wnętrzach przechowywana jest podobno jedna z największych relikwii chrześcijaństwa – ręka Jana Chrzciciela.

Obok niego stoi dość interesujący budynek, którego nazwa brzmi Biljarda. Jest to dom wspomnianego już przez nas wyżej Petara II Petrovica Njegosa.

Pałac Królewski i Vlaska Crkva

Dalszy spacer prowadził koło Pałacu Królewskiego, choć my nazwalibyśmy go bardziej rezydencją lub dworem. To spory budynek w kolorze czerwonym, w którego wnętrzach mieści się dzisiaj muzeum poświęcone życiu rodziny królewskiej. Niedaleko niego postawiono pomnik Ivana Crnojevica, założyciela miasta.

Innym punktem, który odwiedziliśmy spacerując ulicami Cetyni, była Vlaska Crkva. To najstarszy budynek miasta. Został wybudowany około 1450 roku. Początkowo jako budulca użyto wikliny i błota. Oczywiście, jak sobie wyobrażacie, w tym stanie nie przetrwał do dzisiaj. Obecny pochodzi z 1864 roku. Ciekawostką jest też płot zamontowany w XIX wieku, który wykonany jest z… luf muszkietów i strzelb. W świątyni tej śluby brały pary królewskie, a kolejnym królom nakładano tam koronę na głowę.

Nasz dzień w Górach Lovcen dobiegł końca. Udaliśmy się jeszcze na szybki posiłek i ruszyliśmy w dalszą drogę w kierunku naszego miejsca noclegowego. Zainteresował Was ten kraj, to poznajcie inne proponowane przez nas atrakcje Czarnogóry.

13 uwag do wpisu “Dzień w Górach Lovcen – Czarnogóra

  1. Śmieci znajduję także wysoko w górach, gdzie przebywają (zdawałoby się) „prawdziwi” miłośnicy przyrody. Też tego nie pojmuję.
    PS. Widoki cudne. 🙂

  2. My do Mauzoleum Njegosa wjechałyśmy wypożyczonym samochodem i to było dość traumatyczne przeżycie (ze względu na wąską drogę), ale na pewno było warto. Widoki stamtąd piękne. Cetinje też obspacerowałyśmy, a nawet odwiedziłyśmy dwa muzea (również bardzo ciekawe). Napiszę o tym w moich następnych wpisach.

  3. Ciekawe jest pochodzenie nazwy Biljarda (po polsku – Bilardówka) od… pierwszego stołu bilardowego, który został tam sprowadzony 🙂
    Uwielbiam Czarnogórę 🙂

  4. Gdzie są ludzie tam są śmieci! Straszny problem!!! Nigdy nie zrozumiem jak można tak po prostu wyrzucić za siebie papierek lub jtelkę… przecież wystarczy wziąć to do plecaka i wyrzucić kiedy na drodze spotkamy śmietnik…

Dodaj komentarz