Bloger też człowiek

Jak część z Was już wie w ostatni weekend byłem w Cieszynie na spotkaniu blogerów specjalizujących się w tematyce podróży. Nie chciałbym tu jednak dokładnie opisywać poważnych tematów, które tam były poruszane, a które odnosiły się do prowadzenia blogów. Wolałbym skupić się na tym za co polubiłem i czemu podziwiam niektórych z uczestników. Jeśli chcecie poznać ich moimi oczami to zapraszam, może jak to bywa w relacjach Pudelka trafi się i jakiś smaczek.

Do Cieszyna wybrałem się dość wcześnie w piątek (jeśli korzystacie z komunikacji publicznej to wiecie, że czasami nie ma wyboru), choć wszystko miało zaczynać się wieczorem. Gdy przybyłem do najlepszego hostelu ever jego właściciele krzątali się starając się przygotować jak najlepiej na przyjazd gości. Rzuciłem plecak na przygotowane dla mnie łóżko i zaproponowałem pomoc. Mariusz oddelegował mnie do pomocy Władkowi prowadzącemu stronę Principatus Teschinensis, w przygotowywaniu plakietek identyfikacyjnych dla uczestników. Gdy już wszystkie, a było ich tak jak i uczestników niemało, przygotowaliśmy, postanowiłem przespacerować się w oczekiwaniu na pozostałych gości po atrakcjach, których nie widziałem za pierwszym razem.

Swoje kroki skierowałem więc w kierunku oddalonego o kilkanaście minut cmentarza żydowskiego. Po drodze minąłem jeszcze najstarszy w Cieszynie kościół, noszący wezwanie św. Jerzego. Został on wybudowany w połowie XIV wieku i od tamtej pory służy wiernym (choć czasami różnych wyznań). Jak się zapewne domyślacie przez wieki nastąpiło w nim wiele zmian. Najmocniej ucierpiał pod koniec 1945 roku gdy Niemcy wycofując się z Cieszyna, trochę przez przypadek doprowadzają do zniszczenia wszystkich witraży, dachu i pęknięcia sklepienia (co groziło całkowitym zawaleniem kościoła). Po latach w 1973 roku, chcąc odnowić świątynię również nie zastanawiano się nad tym jak to zrobić, tylko odwalono chałturę, jak to bywało w socjalizmie. Niedawno odkryto, że w wyniku tych ostatnich działań prawie całkiem zniszczono nieodkryte do tej pory freski z okresu średniowiecza – dziś stara się je odrestaurować.

Chwila marszu w górę i już stanąłem przed ruinami domu pogrzebowego, za którymi rozciąga się otwarty w 1647 roku i działający przez prawie 300 lat Stary Cmentarz Żydowski. Aby na niego wejść trzeba wspiąć się po kilku schodach opisanego powyżej budynku i z tego poziomu ruszyć zarośniętą ścieżką. Na terenie nekropolii królują chylące się ku ziemi stare płyty nagrobne, nierzadko oplecione plątaniną bluszczu. Całość robi niesamowite wrażenie. Gdy tak spacerowałem usłyszałem szelest liści, a po chwili moje oczy zobaczyły parę: sarnę i koziołka. Niech ten widok uświadomi wam jaki spokój panuje w tym miejscu.

Kawałek wyżej, przy tej samej ulicy znajduje się jeszcze jeden cmentarz żydowski noszący nazwę Nowy. Powstał bowiem na początku XX wieku i był czynnym miejscem pochówku, aż do lat 70-tych ubiegłego wieku. W jego centralnym punkcie ustawione są ruiny dużej budowli, która nie wiedzieć czemu przypominała mi miejsce lądowań… statków pozaziemskich. Były to mury domu pogrzebowego, które jeszcze ponoć nie tak dawno były zadaszone. Dziś po sklepieniu nie ma już śladu.

Wracając do hostelu zawadziłem jeszcze o znajdującą się po czeskiej stronie miasta ulicę Masarykovy sady. Tomas Garrigue Masaryk, był pierwszym urzędującym w Czechosłowacji prezydentem, tak lubianym, że uzyskał przydomek Taticek. I, może właśnie za sprawą swojego patrona, miejsce to nadaje się do spokojnych rodzinnych spacerów.

No dobrze na początku obiecałem trochę moich wrażeń ze spotkań z blogerami, a ja tu piszę o kolejnych miejscach, które odwiedziłem w Cieszynie. Obiecuję, że poniżej skupię się już na temacie tego za co polubiłem tę zwariowaną grupę, do której też należę.

Gdy wróciłem do hostelu po spacerze już przy kontuarze recepcji przywitała mnie uśmiechnięta dziewczyna w okularach, która zajęła się wręczaniem przybyłym identyfikatorów. Kasia Marczewska z bloga Ruszaj w Drogę, będącego największym kompendium wiedzy o tym gdzie wybrać się w Polsce, który prowadzi razem ze swoim mężem, okazała się być niezwykle otwartą osobą i dobrą słuchaczką. Rozdając plakietki opowiadałem jej o marokańskiej przygodzie, a że dla mnie ta historia już jest tak oklepana, że opowiadam ją bez emocji to współczuję mojej rozmówczyni i przepraszam za długie zdania oraz używanie niezbyt prostych słów.

Kolejną podróżniczkę odnalazłem kierując się słuchem, jej charakterystyczny i głośny głos wybijał się spośród gwaru panującego w salonie hostelowym. Kinga Bielejec z bloga Gadulec to istny wulkan energii, dziewczyna, która właśnie wróciła ze swoim chłopakiem z kilkumiesięcznego wyjazdu na obie Ameryki i już pakuje się na kolejne destynacje. To, że dużo mówi to jedno, ale najważniejsze jest to, że mówi ciekawie i z sensem. I mimo że słowa wypadają z jej ust jak z karabinu to o dziwo wszystkie układają się w sensowną opowieść, a to już sztuka.

Jak wiecie po powrocie z Maroko co najmniej raz w tygodniu odbywałem sesje u psychologa, widocznie więc ciągnie mnie do ludzi tej profesji, ponieważ następną osobą, jaką poznałem była Kasia Tutko z Połącz kropki, z wykształcenia psycholog z zamiłowania podróżnik. Dziewczyna dokładnie tak jak ja wychowała się w Kielcach, choć na moje nieszczęście miało to miejsce w zupełnie różnych epokach. Potem mieszkała też przez jakiś czas w Hiszpanii, a obecnie w Warszawie. Wiele z tras do miejsc, które odwiedziła pokonała wraz z przyjaciółmi podróżując… starym żukiem (dla młodszych czytelników informacja, nie chodzi o chrząszcza, a o samochód).

Po pewnym czasie postanowiłem zaczerpnąć świeżego powietrza, w tym celu udałem się na balkon. Dziękuję starym cieszyńskim architektom, za to, że solidnie i poważnie podeszli do swojej pracy. Na balkonie zamiast Julii stała pokaźna grupa uczestników spotkania delektująca się wdychaniem unoszącej się w mroku mgły. Bo przecież musiała być to mgła, słyszałem kiedyś, że blogerzy podróżniczy nie palą, bo skąd by mieli siłę i kasę na swoje podróże 😉

Jednym z częstych bywalców przestrzeni balkonowej był Piotr Czyszpak prowadzący blog Podróże Pana Szpaka. Człowiek, który nie kładzie się spać – wiem, bo sprawdziłem – o 7:00 rano na placu boju zostaliśmy tylko my dwaj. Miłośnik podróży po krajach byłego Związku Radzieckiego, zna je wszystkie, więc jeśli interesowałby Was ten kierunek to jego blog będzie dla Was najlepszym źródłem informacji. Plotka blogerska głosi, że broda Szpaka jest niezwykle miła w dotyku, niestety dla miłośniczek tego typu doznań, już zajęta.

Kolejny zakręcony podróżniczo bloger to istny człowiek orkiestra, w jego towarzystwie nie sposób się nudzić. Choć ma na imię Paweł nikt tak do niego się nie zwraca. Osmól jest 100% przykładem na to, że inteligencja i humor powodują przedwczesne wypadanie włosów. Jeśli wybieracie się gdzieś poza polskie granice zajrzyjcie na jego blog Osmol.pl.

Gdy poruszałem się po tłumie coraz żarliwiej gadających blogerów (czyżby to wpływ złocistego napoju z wiecznie pełnej zaczarowanej lodówki) w moje oczy wpadła ładna dziewczyna z charakterystyczną blond fryzurą i uśmiechem. Anita Demianowicz, autorka bloga B*Anita Travel to kobieta, przed którą mogę bić pokłony. Jej zdjęcia to dla mnie niedościgniony jak na razie wzorzec. Jeśli chcecie się dowiedzieć czegoś na temat podróżowania kobiet to Anita jest osobą do której warto zwrócić się o radę. A jej książkę pod tytułem Końca świata nie było, polecam nie tylko dziewczynom.

A teraz zadam Wam pytanie – lubicie seks i wesołe podejście do życia? Jeśli nie, to nie macie po co zaglądać na blog Bunkrów nie ma, którego autorem jest Tony, nie sięgajcie też wtedy po jego książkę. Dla wszystkich innych są to pozycje obowiązkowe, pokazujące, że podróże można rozumieć na różne sposoby i każdy znajdzie w nich coś dla siebie. A o tym, że Tony przyciąga kobiety jak magnes i musi się od nich opędzać przekonałem się osobiście, podczas konsumpcji smażonego sera 😉 A jeśli już jesteśmy przy smażonym serze to musicie wiedzieć, że w tym roku było to ulubione danie polskich blogerów podróżniczych, przynajmniej gdy odwiedzali Cieszyn. Lubią go też Ania i Michał prowadzący blog o nazwie Petrykivka. Ludzie, którzy sami określają się jako: zwariowana i gadatliwa kociara o żyłce dziennikarskiej (ja od siebie dodam, że obłędnie wyglądająca w czerwonej sukience), oraz szybko stawiający namiot mistrz żartu.

Podczas jednego z wykładów siedziałem koło bardzo fajnych ludzi, których imiona brzmiały Paulina i Michał, koło nich leżała Emilka. Leżała nie dlatego, że była zmęczona bądź znudzona prelekcjami, czy nie daj boże imprezą integracyjną. Robiła to bo ma 4 miesiące. Tak dobrze widzicie, powiem Wam więcej Emilka już w brzuchu matki przejechała kilkanaście tysięcy kilometrów samochodem, w pierwszą podróż z Poznania do Świnoujścia wyjechała w wieku 2 miesięcy, a miesiąc później poleciała z rodzicami na Sycylię. Tym, którzy są przeciwni wyjazdom z małymi dziećmi powiem, że dziewczynka jest niesamowita, spokojna i bardzo uśmiechnięta, co więcej łapie świetny kontakt ze wszystkimi. W przyszłości na pewno będzie „dobrą partią” – w końcu jest podróżniczką od poczęcia. Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej o tej rodzinie wejdźcie na ich blog Addicted 2 Travel.

Skoro zabrałem Was już do sali gdzie odbywały się prelekcje to muszę wspomnieć o pewnej szczególnej osobie, bo jak można w takim tekście pominąć Królową (przez duże K). Na koniec nasi wspaniali organizatorzy przygotowali konkurs z wiedzy o świecie i podróżach. Rywalizacja była zacięta i dość długa, pytania i odpowiedzi czasami mocno zaskakiwały zarówno uczestników, jak i publiczność. Tym bardziej chapeau bas dla Hanny Sobczuk, która pozostawiła za sobą wielu innych uczestników i wygrała, otrzymując tytuł niepodzielnej władczyni. Jeśli chcecie się coś więcej o niej dowiedzieć, a warto, to zajrzyjcie na jej blog Plecak i walizka.

Na zakończenie zwrócę Wam jeszcze uwagę na jedną dziewczynę, której deptam od jakiegoś czasu po piętach co może wyglądać jakbym był jej psychofanem lub followersem w realu. Magda lubi podróże, kabanosy i drinki z palemką. No dobra co do tych ostatnich to nie wiem 😉 Ma też jak sama mówi blog podróżniczy o najdłuższej nazwie, a brzmi ona W 10 inspiracji dookoła świata.

Na koniec naszego pobytu w Cieszynie wstąpiliśmy na ścieżkę skazańców. Naszym przewodnikiem był Władek, który o Cieszynie wie naprawdę wiele. Podczas dość długiego spaceru przybliżył nam krwawą historię cieszyńskich skazanych na śmierć. Powiem Wam, że ich męki były niewyobrażalne, a dzisiejsi osadzeni w zakładach karnych powinni być wdzięczni opatrzności, że nie urodzili się kilkaset lat temu. Na zakończenie wycieczki Władek postanowił pokazać jeszcze chętnym pięknie kwitnące magnolie, z których słynie Cieszyn.

Ja, Szpak i Kamila Napora, prowadząca blog Kami and the rest of the world zrezygnowaliśmy z magnolii, bo widzieliśmy je już tego dnia rano.

Wyjeżdżając z Cieszyna wszyscy żałowaliśmy, że ten weekend minął tak szybko. Wiemy jednak, że jeśli nic nie pokrzyżuje naszych planów spotkamy się tam znowu. Bo jak tu nie wracać do spotkań u chłopaków z 3 Bros Hostel albo poczwórnych espresso w najbardziej klimatycznej z odwiedzonych przeze mnie kawiarni/antykwariacie Kornel i Przyjaciele.

Tych, których nie opisałem w tym tekście przepraszam, ale jak wszyscy wiemy tekst zbyt długi staje się nudny, a ja muszę dbać swoich czytelników.

A amatorom mitów o blogerach podróżniczych spieszę z informacją, że jesteśmy zwykłymi ludźmi. I tak jak w życiu, każdy z nas jest inny, każdy zarabia w inny sposób, każdy ma jakieś wady i zalety. Wśród nas są piękne dziewczyny i mniej piękni faceci, mamy różne pragnienia i charaktery. Łączy nas to, że kochamy podróże i poznawanie otaczającego nas świata i ludzi.

6 uwag do wpisu “Bloger też człowiek

Dodaj komentarz