Toruń – Luteranie, Orient i toruńskie pierniki

Pokrzepiony smacznym hostelowym śniadaniem i mając w zanadrzu jeszcze kilka godzin czasu przed odjazdem mojego pociągu ruszyłem na ostatni podczas tego wyjazdu podbój Torunia. Choć czasu było mało zdążyłem na niecodzienną opowiastkę o podróżach, oraz wizyty w ciekawych Skansenie i Muzeum Piernika, a na koniec były dwa obiady i wizyta w „krajach orientu”.

Podczas mojego przedśniadaniowego rekonesansu mijałem obstawiony rusztowaniami kościół ewangelicko-augsburski, chcąc zobaczyć jego wnętrza sprawdziłem, o której odbywa się nabożeństwo i postanowiłem dotrzeć tam na kilka minut przed jego początkiem. Niestety trochę przydługi spacer przed posiłkiem spowodował, że gdy stanąłem przed wejściem okazało się że msza trwa już w najlepsze, a stojący na ambonie ksiądz mówi o… podróżach. To jak o nich opowiadał wciągnęło mnie, więc stanąłem i postanowiłem wysłuchać go do końca. Spodobało mi się to, że nie było w jego słowach, żadnej polityki, a tylko proste nawiązania do życia i wiary. W ogóle również po mszy atmosfera była dość rodzinna, ludzie podchodzili do księdza, rozmawiali z nim i żegnali się.

Neogotycki kościół pw. św. Szczepana został wybudowany w 1904 roku, ale już w 1921 roku wyjechał z niego ostatni stały pastor, a nabożeństwa po tej dacie odprawiane były w nim sporadycznie. Podczas drugiej wojny światowej budynek został sprofanowany i konieczne było jego ponowne poświęcenie, co nastąpiło w 1945 roku.

Przed kościołem znajduje się na tablicy ogłoszeń kilka słów informujących o tym czym jest Kościół Ewangelicko-Augsburski i dlaczego się tak właśnie nazywa. Dowiedzieć się z niej można, że mianem ewangelików określa się wyznawców historycznych kościołów protestanckich, których można podzielić na: luteran (ewangelicy augsburscy), kalwinistów (reformowanych) oraz metodystów.

Zawarto też tam różnice, które odróżniają ewangelików od kościoła rzymsko-katolickiego, m.in.: są tylko dwa sakramenty (chrzest i komunia), spowiedź jest powszechna i polega na wyznaniu swoich win Bogu w osobistej rozmowie (człowiek rozlicza się z Bogiem, a nie z księdzem), celibat został zniesiony jako niebiblijny (apostołowie mieli rodziny i dzieci, bezżeństwo w kościele katolickim zostało wprowadzone dopiero w XI-XII wieku), luteranie nie uznają też zwierzchnictwa papieża oraz nie kanonizują, a przez to nie modlą się do świętych (jedynym zwierzchnikiem i odbiorcą modlitw jest Bóg), tak uwielbiana i wychwalana przez katolików Maria jest dla luteran wyłącznie matką Chrystusa i przykładem pokory i posłuszeństwa Bogu.

 

Niedaleko stąd znajduje się kolejny punkt mojego toruńskiego „must see” – mieszczące się w starym budynku arsenału oraz jego otoczeniu Muzeum Etnograficzne. Zgromadzone w nim zbiory prezentują m.in. życie codzienne ludzi zamieszkujących wsie i miasta okolicznych regionów na przełomie XIX i XX wieku. Eksponaty pogrupowano w sposób ukazujący poszczególne aspekty życia co dodatkowo pozwala na zorientowanie się co działo się w domach naszych przodków. Jak się orientujecie religia była w tamtych czasach bardzo ważnym aspektem codzienności, dlatego również i ona zajmuje sporą powierzchnię ekspozycji.

Niewątpliwą atrakcją tego miejsca jest również znajdujący się na tyłach budynku Arsenału skansen. Postawiono w nim m.in. chałupy, zabudowania gospodarcze, remizę, wiatrak. Oglądanie budynków z zewnątrz to jedno, ważne jest jednak, to, ze można wejść do nich do środka i poczuć się jakby przeniosło się w czasie.

 

Ekspozycja Muzeum Etnograficznego była tak wciągająca, że o mało nie przegapiłem momentu, kiedy miałem się udać do Muzeum Toruńskiego Piernika. Jest to największa tego typu placówka w Europie. Na początku skierowałem się razem z innymi zwiedzającymi do pomieszczenia, w którym na długich stołach przygotowane były już akcesoria potrzebne do przygotowania pierników. Po chwili bardzo ciekawej prelekcji prowadzonej przez jedną z pracownic muzeum wszyscy zaczęli przygotowywać swoje pierniki, na koniec, po ich podpisaniu przekazaliśmy je do wypieczenia, i ruszyliśmy na poznawanie historii. Co interesujące ekspozycje rozlokowane na kilku piętrach zwiedza się początkowo w towarzystwie pracownika muzeum, a później można już samodzielnie powrócić do każdej z sal i na spokojnie przyjrzeć się każdemu z eksponatów. W kilku miejscach porozstawiano kosze z piernikami, które zwiedzający mogą zjeść. Na koniec pracownica przynosi wypieczone wyroby naszych rąk. Oczywiście można je skonsumować, ale ja, jak i większość zwiedzających postanowiła je zachować. Po zakończeniu zwiedzania udałem się jeszcze do muzealnego sklepu, w którym zakupiłem masę pierników zarówno dla sienie jak i rodziny. Jeśli chcielibyście sami spróbować zrobić toruńskie pierniki to na jednym z zamieszczonych poniżej zdjęć znajdziecie przepis.

 

W końcu przyszła pora na zjedzenie obiadu, a skoro byłem koło najbardziej znanej toruńskiej pierogarni to wybór był oczywisty. I tu opadła mi szczęka, choć właściwie mogłem się tego spodziewać, dziewczyna stojąca przy drzwiach poinformowała mnie, że brak wolnych miejsc. Nie był bym oczywiście sobą, gdybym jednak nie spróbował. Błagalne oczy Shreka nie pomogły, ale uśmiech i chwila rozmowy zdziałały cuda, dziewczyna zawołała koleżankę i już siedziałem przy stoliku, co prawda nie na głównej sali, a na zapleczu, ale mogłem sprawdzić czy dobra fama o tym miejscu jest prawdziwa. Na początek zamówiłem trzy pierogi z pieca, potem pięć pierogów z wody, każdy był w innym smaku. I powiem Wam jedno, jeśli będziecie w Toruniu to koniecznie wstąpcie na ulicę most Pauliński i spróbujcie pierogów w Pierogarni Stary Toruń.

Najedzony ruszyłem do oddalonego o paręset metrów ostatniego celu mojej wizyty w Toruniu. Było w nim mieszczące się w Kamienicy pod Gwiazdą Muzeum ‘Świat Orientu”. Wystawa, którą otwarto tu w 1970 roku, była pierwszą w Polsce stałą ekspozycją sztuki dalekiego wschodu. Wśród eksponatów znaleźć można chińskie i japońskie rzemiosło artystyczne, starożytne wyroby z brązu, broń, piękną chińską porcelanę oraz różne rzeźby z krajów Orientu.

Fundatorem, a zarazem największym darczyńcą „Świata Orientu” był Tadeusz Wierzejski, jeden z największych kolekcjonerów polskich okresu międzywojennego, a później kustosz Muzeum Narodowego w Warszawie.

 

Gdy wyszedłem na rozświetlony słońcem rynek i spojrzałem na zegarek okazało się, że muszę się spinać, aby zdążyć na pociąg. Prawie przebiegłem całą drogę do dworca. Gdy jechałem już z powrotem do domu powziąłem decyzję, że Toruń to miasto do którego na pewno powrócę, bo zostało w nim jeszcze wiele ciekawych miejsc do odwiedzenia.
Inne teksty o Toruniu znajdziecie tutaj:
Toruń – Filutek, osioł i żaby
Toruń – Drzewo wisielców
Toruń – miasto Tony’ego

Jedna uwaga do wpisu “Toruń – Luteranie, Orient i toruńskie pierniki

Dodaj komentarz