Toruń – Filutek, osioł i żaby

W poprzednim tekście zacząłem Wam przybliżać mój krótki wypad do Torunia, dzisiaj jego dalszy ciąg, w którym spojrzymy na to miasto z góry, zajrzymy do ratusza, pogłaskamy pieska sławnego profesora Filutka. Opowiem Wam też o pewnej dziewczynie, która podczas wieczoru panieńskiego musiała jeździć na osiołku.

Po wyjściu z Muzeum Podróżników im. Tony’ego Halika ruszyłem w kierunku Rynku Staromiejskiego, aby tam dotrzeć skręciłem w ulicę Chełmińską. Gdy już prawie byłem na miejscu, przy jednej z latarni zobaczyłem stojący parasol i pilnującego go pieska. Zacząłem się szybko rozglądać za ich właścicielem, ale nigdzie w pobliżu nie zauważyłem poważnego pana z brodą i melonikiem (choć właściwie jego nakrycie głowy trzymał piesek). Spytacie skąd wiedziałem, że mam poszukać takiego właśnie delikwenta – mały czworonóg to sławny Filuś, podopieczny profesora Filutka, człowieka rozsławionego przez czasopismo Przekrój. Ojcem tych dwóch jest Zbigniew Lengren rysownik i karykaturzysta, który przedstawiał w formie krótkich rysunkowych opowieści (taki mini komiks) przygody profesora i jego psa.

Toruń - Filutek
Toruń – Gdzie zginął mój Pan – Filutek?

Uczonego nie spotkałem, może odszedł już jak jego twórca, pogłaskałem więc czworonoga i ruszyłem dalej. Na początek postanowiłem obejść rynek dookoła. Dzięki temu byłem świadkiem przemarszu arabskiej orkiestry. Wzbudziła ona sporą sensację i dużo ludzi zatrzymywało się, aby posłuchać jak na swoich instrumentach grają obcokrajowcy, ubrani w swego rodzaju mundury.

Kilka minut później zaopatrzony w bilety do Muzeum Okręgowego w Toruniu, mieszczącego się w budynku staromiejskiego ratusza, zagłębiłem się w jego wnętrzach, aby poznawać zgromadzone tam zbiory.

Sam budynek Ratusza Staromiejskiego uważany jest za jeden z najznamienitszych środkowoeuropejskich przykładów budownictwa średniowiecznego, jego początki sięgają przełomu XIII i XIV wieku, choć później był przebudowywany. Jego wnętrza są dość rozległe, dzięki czemu pomieściły sporą kolekcję gotyckich i średniowiecznych eksponatów. Wśród wielu religijnych przedstawień zaintrygował mnie jeden z obrazów, później znalazłem jeszcze podobną rzeźbę, przedstawiały ona kobietę trzymającą na kolanach dwoje dzieci, chłopca i dziewczynkę. Postanowiłem spytać panią pilnującą sali muzealnej kim są te postacie. Kobieta, chyba trochę zdziwiona, że ktoś ją zauważył, pospieszyła mi z uprzejmą i wyczerpującą informacją. Dorosła niewiasta okazała się być matką Najświętszej Marii Panny i zarazem babką Jezusa, a dzieci, które trzymała na kolanach to właśnie jej córka i wnuk. A czemu Maria i jej syn wyglądają jakby byli w podobnym wieku? No cóż, podobno gdy św. Anna Samotrzeć ukazywała się w różnych wizjach tak właśnie wyglądała.

Zgromadzono tam również wiele artefaktów związanych z bogatą historią miasta. Ale jeśli myślicie, że w toruńskim Muzeum Okręgowym znajdują się tylko „starocie” to bardzo się mylicie, na piętrze Ratusza Staromiejskiego zebrano pokaźną kolekcję malarstwa współczesnego.

Na koniec zwiedzania po krótkiej rozmowie z kasjerką zarezerwowałem sobie bilety na dzień następny do Muzeum Toruńskiego Piernika.

Ci którzy mnie już poznali wiedzą, że jeśli jest taka możliwość to staram się wejść na jakiś wysoki punkt i spojrzeć na okolicę z góry. Tak było i tym razem po pokazaniu biletu wspiąłem się na wieżę ratuszową. Jest ona najstarszą częścią budynku, jej historia sięga XIII wieku. Na wysokości 40 metrów mieści się na niej punkt widokowy, z którego rozciąga się panorama Torunia.

Gdy już zszedłem na dół skierowałem się ku budynkowi kościoła pw. Ducha Świętego. Świątynia ta została wybudowana w XVIII wieku i początkowo przez wiele lat służyła protestantom. Jej historia jest o tyle ciekawa, że po tzw. tumulcie toruńskim, który miał miejsce w pierwszej połowie XVIII wieku ewangelicy utracili swoją świątynię i dopiero po trzydziestu latach pozwolono im wybudować dom modlitwy. Ale żeby nie mieli za łatwo, postawiono warunek, budynek ten nie może wyróżniać się z otaczającej zabudowy. Powstała więc spora kamienica, w której spotykali się protestanci, dopiero w ostatnich latach XIX wieku dobudowano wieżę, dzięki której temu miejscu przywrócono wizualnie charakter budowli religijnej.

Od końca drugiej wojny światowej budynek został przejęty przez rzymsko-katolików, a opiekę nad nim powierzono zakonowi jezuitów. Obecnie kościół pw. Ducha Świętego jest ośrodkiem duszpasterstwa akademickiego i często nazywany jest kościołem akademickim. Jeśli będziecie odwiedzać Toruń ze znajomymi obcokrajowcami, którzy chcieliby uczestniczyć we mszy to śmiało możecie polecić im to miejsce. Nabożeństwa odprawiane są w nim bowiem w wielu językach m.in. po angielsku, niemiecku, włosku, hiszpańsku czy rosyjsku. Taka sytuacja miała też miejsce, kiedy tam wszedłem, aby nie przeszkadzać zbytnio zrobiłem tylko kilka zdjęć i ruszyłem dalej.

To dalej nie oznaczało jednak wielkiej odległości, spojrzałem bowiem na zegarek i poczułem, że już najwyższy czas, aby coś zjeść. Usiadłem więc w jednym z pobliskich ogródków restauracyjnych i zamówiłem makaron carbonara, piwo, oraz sałatkę z łososiem. Wielkość tej ostatniej zaskoczyła mnie bardzo, okazało się bowiem, że spokojnie mogłaby służyć jako oddzielne danie obiadowe. Przyznam się Wam szczerze, że pyszne potrawy, które zjadłem z wielkim smakiem doprowadziły do tego, że mój brzuch niepokojąco zaczął napierać na sprzączkę od paska.

Kończąc pić zimne piwo patrzyłem na fontannę, na której zwieńczeniu stoi skrzypek grający na swoim instrumencie. Według legendy jest to flisak, który pomógł miastu w zwalczeniu plagi żab. A jak to zrobił? Gdy plaga płazów nawiedziła Toruń i nikt nie mógł sobie z nią poradzić, młodzieniec stanął pod ratuszem i zaczął pięknie grać na skrzypcach, żaby zauroczone muzyką podążyły za nim aż do okalających gród bagien i tam już pozostały. Nie myślcie jednak, że flisak zrobił to  charytatywnie, w ramach zapłaty otrzymał spory majątek i rękę córki burmistrza, z którą miał potem aż 14 dzieci.

Posiliwszy się w „Pasta & Basta” postanowiłem ruszyć w stronę hostelu, do którego miałem dość spory kawałek. Nim opuściłem Rynek Staromiejski spotkałem jednak grupę dziewczyn, które świętowały wieczór panieński. Nie, nie przyłączyłem się do nich (jak wiecie panną nie jestem, a na stripteasera też raczej się nie nadaję), dzięki nim trafiłem jednak w ciekawe miejsce, które w tłumie ludzkich ciał umknęło wcześniej mojej uwadze. Na narożniku ulic Szerokiej i Żeglarskiej stoi sobie osiołek, na którym przyszła panna młoda miała usiąść. Ot powiecie co w tym trudnego, w końcu to przecież niezbyt wysokie zwierzę, a że wykonane z metalu to nawet lepiej bo się nie poruszy. No cóż, żeby cienko nie śpiewać postanowiłem nie powielać wyczynu dziewczyny. Otóż toruński osiołek to stare narzędzie tortur, posiada na swoim grzbiecie, wzdłuż całego kręgosłupa wysoki na kilka centymetrów kawał blachy. Brrr, aż ciarki mnie przeszły gdy wyobraziłem sobie żołnierzy, którym przywiązywano do nóg ciężarki i sadzano okrakiem na tym „urządzeniu”.

Toruń Osiołek
Toruń – przyszła panna młoda na osiołku

Pożegnawszy się z dziewczynami ruszyłem dalej i już niedaleko natknąłem się na kolejną tego dnia budowlę sakralną – Katedrę św. Jana Chrzciciela i Jana Ewangelisty. Dzisiejszą formę kościół ten uzyskał w XV wieku, jednak już znacznie wcześniej w jego miejscu znajdowały się miejsca kultu. Pod posadzką znajdują się pozostałości po świątyni, która stała w tym miejscu już w początkowych latach XIII wieku.

Po wejściu duże wrażenie robi nawa główna, ale warto poznać też i nawy boczne, które mieszczą wiele pięknie zdobionych ołtarzy. Na strzelistych ścianach w niektórych miejscach odsłonięte zostały też stare malowidła.

Jako najważniejszy miejski kościół Katedra św. Jana Chrzciciela i Jana Ewangelisty była miejscem wielu znamiennych dla miasta wydarzeń. Wybierano w niej miedzy innymi władze miasta, czy też witano odwiedzających je królów. A skoro już o naszych władcach wspomniałem to w toruńskiej katedrze pochowane jest serce naszego króla Jana I Olbrachta.

Jeśli będziecie mieli szczęście, ja go nie miałem, to będąc w okolicy możecie usłyszeć, wiszącą na kościelnej wieży „Trąbę Bożą”. Był to przez wiele lat największy polski dzwon, którego waga wynosi ponad 7 ton. Dopiero później palmę pierwszeństwa odebrał mu „Dzwon Zygmunta”, a dość niedawno, bo w 1999 roku zdeklasowała je licheńska „Maryja Bogurodzica”.

Tak spacerując dotarłem w końcu do Mostu im. Józefa Piłsudskiego, którym skierowałem się w kierunku hostelu. Przechodząc ponad Wisłą zrobiłem jeszcze kilka zdjęć i udałem się na nocleg.

Jak się okazało szybko nie zasnąłem, bo gdy już zaczynałem przysypiać do pokoju wparowało dwóch chłopaków, którzy przyjechali do Torunia poimprezować i „powyrywać laski”. Pięć minut po ich wejściu rozbrzmiał boombox, a na stoliku wylądowała whisky. Dopiero po interwencji dziewczyny z recepcji muzyka zamilkła, a chłopacy przebrali się i poszli na miasto. Jeśli myślicie, że długo pospałem to się mylicie, mój kolejny dzień zaczął się już ok. 4.40.
Inne teksty o wyjeździe do Torunia znajdziecie tutaj:
Toruń – miasto Tony’ego
Toruń – Drzewo wisielców
Toruń – Luteranie, Orient i toruńskie pierniki

4 uwagi do wpisu “Toruń – Filutek, osioł i żaby

Dodaj komentarz