Toruń – miasto Tony’ego

W pewien wakacyjny weekend postanowiłem wybrać się do miasta, które jeszcze nie tak dawno kojarzono z piernikiem, dzisiaj natomiast, gdy o nim wspomnimy wiele osób odpowie nam, że to gród radia związanego z pewnym, dość pospolitym grzybem.

Aby nie tracić dnia, moje obecne miasto zamieszkania od celu mojej podróży dzieli ponad 300 kilometrów, postanowiłem wybrać się tam nocnymi pociągami. Plany miałem dość ambitne, ale jak to z planami bywa lubią się zmieniać i tak też było w tym przypadku. Moja trasa prowadziła przez Poznań, gdzie miałem przesiadkę. Czas oczekiwania pomiędzy pociągami miał wynosić 40 minut, więc spokojnie wsiadłem w Kielcach do wagonu (niestety nie miałem miejscówki, więc musiałem się zadowolić miejscem stojącym na korytarzu) i pogrążyłem się w letargu. Mniej więcej w połowie drogi pociąg się zatrzymał, a po kilku minutach z głośników popłynął komunikat, że nasz postój potrwa około 1,5 godziny. Podano też od razu przyczynę tej sytuacji – ktoś, powodowany bliżej niezidentyfikowanymi powodami postanowił zakończyć swój żywot pod kołami pociągu, musieliśmy czekać na przyjazd prokuratora. Jak się pewnie domyślacie w Poznaniu nie zdążyłem na moją przesiadkę, co spowodowało kolejne prawie 3 godzinne opóźnienie.

W końcu zamiast bladym świtem, to około południa dotarłem do Torunia. Hostel o nazwie Toruń Główny, w którym miałem nocować miał znajdować się na ulicy Kujawskiej, która jest zlokalizowana przy dworcu kolejowym. Postanowiłem więc zrzucić w nim plecak i udać się na zwiedzanie. Proste prawda? Ta podróż miała jednak pokazać, że nie zawsze możemy polegać na logice. Po wyjściu z pociągu przez chwilę podziwiałem pochodzący z 1874 roku budynek dworca oraz znajdującą się przed nim zabytkową lokomotywę. Potem ruszyłem na ulicę Kujawską, moje zdziwienie było ogromne, gdy okazało się, że żadnego hostelu tam nie widać. W sumie przeszedłem około kilometra po pętli wokół stacji kolejowej, aż w końcu gdy robiłem kolejne zdjęcie dworca zauważyłem, niewielką tablicę na jego budynku. No cóż głupota nie boli, po chwili byłem już w moim hostelu, który znajduje się w jednym z budynków… dworca kolejowego, na peronie 2. Szybko wsadziłem plecak do szafki i ruszyłem na miasto.

Zacząłem od pobliskiej platformy widokowej zlokalizowanej na brzegu Wisły. Droga do niej prowadzi przez las więc szło się przyjemnie. Gdy dotarłem na pomost widokowy, nie zawiodłem się, rozciągała się z niego panorama na całe stare miasto. Chwila podziwiania i już szedłem w kierunku mostu im. Józefa Piłsudskiego, to po nim musiałem przedostać się na drugi brzeg. Konstrukcja ta została wybudowana w 1934 roku, jednak działania militarne II wojny światowej spowodowały, że most runął. Odbudowano go dopiero w 1950 roku. Długość tej przeprawy przez Wisłę wynosi, aż 898 metrów i podczas mojej wizyty w Toruniu przekraczałem ją kilkakrotnie. Jako ciekawostkę dorzucę Wam informację, że to właśnie na Moście im. Józefa Piłsudskiego kręcono m.in. niektóre sceny z Czterech Pancernych i Psa. Jak się później przekonacie miasto służyło jako plan dla wielu kultowych produkcji filmowych, ale o tym dalej.

Jako, że byłem już mocno spóźniony w stosunku do mojego planu, poza tym trochę zmęczony wielogodzinnym staniem w pociągu, postanowiłem sobie dać luz i powłóczyć się po ulicach Torunia. Zacząłem od nadbrzeża, które od starego miasta oddziela wysoki mur, w którym umieszczono liczne bramy. Pierwszym co rzuciło mi się w oczy przy alejce spacerowej była stojąca tam łódka, gdy do niej podszedłem zauważyłem jej nazwę – Katarzynka. Ten pojazd wodny przez wiele lat służył Torunianom i turystom, do przedostawania się na drugi brzeg Wisły. Uwieczniono go również w scenach kolejnego, ośmielę się powiedzieć kultowego filmu polskiego, jakim jest Rejs. To właśnie w Toruniu niezapomniani kaowiec, Mamoń i Sidorowski zaczynali swoją podróż statkiem wycieczkowym po Wiśle.

Na toruńskim Bulwarze Filadelfijskim znajduje się jeszcze jedno ciekawe miejsce, to wybudowany w 1899 roku budynek limnigrafu, należący do Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej. Znajdująca się w nim aparatura mierzy nieprzerwanie poziom stanu wody w Wiśle.

Obok tego budynku w murze okalającym stare miasto usytuowana jest Brama Żeglarska. Wybudowano ją już w XIV wieku, choć wtedy wyglądała inaczej. Przez wiele lat przebiegał przez nią główny trakt prowadzący do portu na Wiśle. Przekroczywszy ją ruszyłem wzdłuż murów i podziwiałem piękną i bardzo ciekawą architekturę. Po kilkunastu minutach dotarłem do Krzywej Wieży, została ona wybudowana pod koniec XIII wieku. Niezbyt dobrze wykonane fundamenty spowodowały, że przez wieki pochylała się ona coraz bardziej. Podczas ostatnich badań wyliczono, że odchylenie szczytu wynosi już prawie półtorej metra. Kąt nachylenia wynosi ponad 5 stopni, powiecie, że to niewiele, no to odpowiem Wam, że inna krzywa wieża, ta bardziej znana, która mieści się w Pizie jest pochylona ok.  4,9 stopnia.

Z tą budowlą związana jest też legenda mówiąca o genezie powstania nazwy miasta. W dawnych czasach, gdy mury i rzeki potrafiły mówić, w dysputę wdały się Krzywa Wieża i Wisła. Ta pierwsza okazała się zazdrośnicą, czym rozzłościła naszą najdłuższą rzekę. Wody się spieniły, a fale zaczęły bić o fundamenty. Wieża strasznie się przestraszyła i krzyknęła – Zostaw mnie, bo runę!, wściekła Wisła odpowiedziała jej jednak – To ruń!. Przebywający w pobliżu kartografowie gdy to usłyszeli nanieśli na mapy nową nazwę grodu – Toruń.

Przy wieży znajduje się jeden z licznych w mieście spichlerzy, są to budowle o tyle ciekawe, że uważa się je za jedne z najstarszych tego typu w Europie.

Po chwili ruszyłem dalej wzdłuż starego muru bramnego, będącego częścią nieistniejącej już najstarszej bramy prowadzącej do Torunia – Starotoruńskiej. W miejscu tym stał kiedyś barbakan i wieża, u których podnóża wykopana była fosa. Niestety na początku XVIII wieku gdy Szwedzi oblegali miasto zniszczono pierwszą z tych budowli, a drugą rozebrano w wieku XIX. Po fosie też ani śladu, w jej miejscu stoi dziś fontanna przy której w ciepły dzień można trochę się ochłodzić patrząc na budynek Muzeum Uniwersyteckiego UMK.

Tuż obok znajduje się Łuk Cezara. Nazwa brzmi dumnie, ale próżno szukać czegoś w rodzaju Łuku Triumfalnego. Na początku XX wieku Brama Starotoruńska przestawała już wystarczać, postanowiono więc przebić przejście pod jedną z barokowych kamienic. Architektem, który się tym zajął był Niemiec Carl Caesar i to właśnie od jego nazwiska utworzono nazwę tego miejsca.

Z miejscem tym wiąże się też jeszcze jedna historia. Gdy już przejdziemy pod łukiem w kierunku centrum, warto się odwrócić, na murze umieszczono tablicę upamiętniającą, która informuje o tym, że w 1858 roku, w tej właśnie kamienicy mieściła się oficyna drukarska, która jako pierwsza na ziemiach polskich wydrukowała „Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza.

Stąd można iść w kierunku centrum Starego Miasta, ja natomiast skręciłem w lewo i po chwili spaceru wąską uliczką znalazłem się przed „Toruńskim Okrąglakiem”. Jest to wybudowany w połowie XIX wieku budynek, w którym mieści się areszt śledczy. Ale to nie jedyne jego zastosowanie, miejsce to było i jest wykorzystywane również jako sceneria dla realizacji filmowych.

Tuż przy areszcie wznoszą się budynki Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, naprzeciw których znajduje się Dom Gazownika oraz toruńskie Planetarium. Ja jednak ruszyłem dalej wzdłuż ulicy Franciszkańskiej. To właśnie na niej w niepozornej kamienicy, którą można łatwo przeoczyć mieści się Muzeum Podróżników im. Tony’ego Halika. Powstało ono w 2003 roku w wyniku przekazania pamiątek przywiezionych z różnych regionów świata przez słynnego podróżnika. Darczyńcą była osoba, która stwierdziła kiedyś „Powiada się, że podróże kształcą – i to jest prawda. (…) przede wszystkim uczą tolerancji, empatii i pokory”. Była to druga żona sławnego podróżnika, nie mniej znana od niego globtroterka Elżbieta Dzikowska.

W muzeum zgromadzono eksponaty z różnych części świata, są tam zarówno narzędzia, przedmioty użytku domowego, ubrania, zabawki, a nawet spreparowana głowa ludzka, zwana tsantsą. Na dużych tablicach zamieszczono również informacje i biografie o najsławniejszych polskich odkrywcach świata. Dla mnie wystawy prezentowane w Muzeum Podróżników, są must-see Torunia.

Moją dzisiejszą relację z miasta piernika skończę w tym miejscu, nie jest to jednak koniec moich opowieści o tym mieście.
Pozostałe teksty o Toruniu znajdziecie tutaj:
Toruń – Filutek, osioł i żaby
Toruń – Drzewo wisielców
Toruń – Luteranie, Orient i toruńskie pierniki

13 uwag do wpisu “Toruń – miasto Tony’ego

  1. W Toruniu byliśmy w lutym tego roku. Część miejsc o których piszesz nam umknęła, ale dzięki temu mamy powód by ponownie odwiedzić to miasto. Przy okazji wspomnę o pewnej atrakcji która nie pojawiła się w tym tekście (acz może pojawi się w kolejnym). Mianowicie Muzeum Żywego Piernika. W nim to można na własne oczy zobaczyć jak kiedyś powstawały pierniki i nawet częściowo przyłożyć się do ich wyrobu.

    Przy okazji ciekaw jestem jak oceniasz ww. hostel?

    1. Muzeum Żywego Piernika odwiedziłem i będzie o tym w jednym z kolejnych tekstów o Toruniu (przewiduję jeszcze 2 lub 3). Hostel oceniam dość dobrze, choć bywałem już w lepszych, a zarazem tańszych. A co do samego miasta to mnie zauroczyło i niewątpliwie do niego jeszcze wrócę, bo wielu miejsc po prostu nie zdążyłem zobaczyć 🙂

  2. To jeżeli będziesz miał okazję, celuj w Bella Skyway Festival. Byłem na jednej z edycji i wrażenia były niesamowite. Dodatkowo urzekło mnie to, że następnego dnia rano, Stare Miasto było dokładnie wysprzątane.

    Nie jestem pewien jak wypada w porównaniu z Toruń Główny, ale warto sprawdzić ofertę Green Hostel II. Spaliśmy tam i było całkiem przyjemnie i blisko do rynku.

  3. Toruń polecam wszystkim 😊 Oczywiście, także miejsca poza Starym i Nowym Miastem, np. Twierdzę Toruń (zwiedzać wewnątrz można tylko Fort IV), Bydgoskie Przedmieście, trzeba też koniecznie zobaczyć budynki z muru pruskiego 🙂

Dodaj komentarz