Babia Góra – kapryśna jak kobieta

Proponujemy dzisiaj małą wycieczkę na najwyższy szczyt Beskidów – Babią Górę, zwaną też Diablakiem. Skąd takie nazwy? Nie znamy dokładnie ich etymologii, ale skojarzenie jest jedno i wydaje się logiczne. Jest to niezwykle kapryśna góra, w ciągu kilku minut z cichej i spokojnej potrafi zamienić się w rozhuczaną i groźną. Czy coś Wam to przypomina?

Nazwę już mamy omówioną, a co można powiedzieć o samej górze? Jak już wspomnieliśmy jest wysoka, ma 1725 m n.p.m., w dolnych partiach porośnięta jest lasem mieszanym, aby z nabieraniem wysokości przejść w kosodrzewinę, a następnie trawy i gołe skały. Przy dobrej widoczności możemy dostrzec z niej nawet Kraków.

W 1954 roku na terenie całego masywu Babiej Góry utworzono Babiogórski Park Narodowy. Jego walory przyrodnicze doceniono również za granicą naszego kraju, wpisując go w 1977 roku na listę światowych rezerwatów biosfery UNESCO.

Aby nie przedłużać, zapraszamy Was na relację z tego pięknego i wymagającego miejsca. Naszą podróż zaczynamy na Przełęczy Krowiarki. Jest tam możliwość zaparkowania samochodu, więc dla wielu będzie to niewątpliwie plus. A że zrobimy pętlę, to nie musimy się obawiać, że będziemy musieli tam dojechać w inny sposób.

Ruszamy czerwonym szlakiem. Początkowo droga dość szybko się wznosi i wielu niewprawnych piechurów dostaje lekkiej zadyszki. Kiedy jednak po niecałej godzinie spokojnego marszu dochodzimy na pierwszy tego dnia szczyt Sokolicę, z której roztacza się już wyjątkowy widok, podejście łagodnieje. Idąc dalej, powoli zaczynamy wychodzić z pasa kosodrzewiny. Później już Kępa i Gówniak, którego nazwę nie wiedzieć czemu kiedyś przekręcałem. Pod nogami pozostają już tylko kępy odpornych na wiatr traw i gołe skały. Za to krajobraz zapiera dech. Kilka razy zdaje się nam, że widzimy już szczyt, lecz jest to wrażenie złudne. W końcu jednak do niego docieramy i możemy rozkoszować się widokami. Chyba że akurat jest mgła lub stoimy w chmurach, które lubią opierać się o czubek Babiej Góry. Po chwili odpoczynku można ruszyć dalej w kierunku Małej Babiej lub zejść do schroniska w Markowych Szczawinach.

My wybieramy tę drugą opcję i po pewnym czasie zejścia – uwaga może być ślisko – dochodzimy do pięknego schroniska na Markowych. Dzisiaj można w nim spokojnie zjeść coś ciepłego lub wypić kawę oraz w dość dobrych warunkach przenocować. Ale przed przebudową trochę odstraszało (historie te znamy tylko z opowieści). Posileni zmieniamy szlak na niebieski i kierujemy się prawie całkiem płaską szeroką ścieżką w kierunku Przełęczy Krowiarki. Cała trasa wiedzie lasem. W pewnym momencie mijać będziemy szlak żółty prowadzący Percią Akademików na Babią Górę (nie wchodzimy na niego). Kiedy zbliżymy się do celu będącego jednocześnie początkiem i końcem naszej wędrówki, możemy jeszcze odbić na chwilę nad Mokry Stawek (jest tuż przy szlaku i cudnie się prezentuje).

Całość trasy – przy założeniu dość spokojnego tempa marszu z postojami na podziwianie widoków oraz posiłki – nie zajmie więcej niż 5-6 godzin, nawet mniej wprawnym turystom.

Górskie szlaki Beskidów oferują dużo możliwości wędrówek, nawet mniej doświadczonym piechurom. Należy jednak pamiętać o zasadach bezpieczeństwa w górach.

9 uwag do wpisu “Babia Góra – kapryśna jak kobieta

      1. To trzymam mocno kciuki 🙂 Słyszałam, że w zimie Babia jest wyjątkowo zwodnicza i daje popalić. Może i my kiedyś tam zawitamy, na razie do nadrobienia letnie widoki 🙂 Pozdrawiam!

Dodaj komentarz